Muszę?

Sorry, że tak długo nie dodawałam notki ale szkoła…i tak jakoś wyszło…
Mam nadzieję, że źli na mnie nie jesteście. Odwiedzie jutro blogi bo dzisiaj nie mam już zabardzo czasu.
Notka, taka jakaś ale najważniejsze, że jest prawda?
Życzę miłego weekendu!!
Zapraszam do czytania:P
~~~~II~~~~
- Powiesz wreście, czy jak?- dociekał się Gucio.
-Jasne- odpowiedział ludzino Tom- kartki są nam po to, aby napisać tam różne rzeczy…
-Jakie różne?- spytał się bliźniak
-Tak, różne…
-Czyli?- spytałam się przerażonym wzrokiem. Jest czterech facetów i ja jedno, kto wie co mieści się w ich małych główkach?
- Czyli wszystko co przyjdzie Ci do głowy, piszesz na kartce…
-Wszystko?- powtórzył Bill z diabelskim spojrzeniem, które spoczęło na mnie.
-Bill, co ty kombinujesz?- wyrwało mi się.
-Ja? Nic, ja przecież jestem grzeczny.
-Ta, chyba jak śpisz- powiedział równo z Georg’iem. Spojrzeliśmy na siebie, i wybchneliśmy śmiechem. Nie wiem, nie pytajcie mnie dlaczego, ale tak się stało.
-Bardzo śmieszne- odpowiedział obrażony czarnulek.
-To była reakcja niekontrolowana…-uspokoiłam się. Dziwne spojrzenie wszystkich zgromadzonych na moją skromną osobę.- dobra piszmy coś na tych kartkach, bo świt nas zastanie i będzie coś…- zignorowałam ich i kontynuowałam dalej. Jak na komendę, wszyscy zaczęli pisać. Pomysły przychodziły mi różne (np. zjeść szklankę mąki, albo zaśpiewać po polsku piosnkę, oczywiście wiem że chłopcy go nie umieją.. Akurat tak się składa, że chamstwo to moje drugie imię^^). Skończyłam jako pierwsza wszystkie chamskie pomysły wykorzystałam (jakie one były dowiecie, się później).
-Skończyliście?- zapytałam się po dłuższej chwili, pokiwali głowami- super, co teraz?- skierowałam pytanie do Tom’a
-Możesz zorganizować dwie miski?- po chwili już byłam spowrotem, z dwoma miskami- szybka jesteś dobra, włóżcie do jednej miski pytania , a do drugiej zadania- zrobiliśmy tak jak powiedział- teraz siadamy wokół nich i gramy ten co kręci ten też bierze udział w zadaniu, kiedy ten na kogo wypadnie losuje zadanie!- wytłumaczył. Bałam się tej chwili, usiadłam pomiędzy Bill’em a Tom’em.
-O jakie towarzystwo mi się trafiło- uśmiechną się cwafaniacko dredziarz
-Ale podnieta, co nie?- odebrało mu mowę. Pierwszy raz nie wiedział co powiedzieć, to trzeba umieć.
-Zaczynasz…- pokazał na mnie Gucio
-Ja? Dlaczego?
-Jesteś jedyną dziewczyną w tym gronie, zaczynasz- spojrzałam błagalnie na innych, ale oni tylko przytaknęli. Zakręciłam butelką i czekałam z nerwami na kogo wypadnie. Kilka sekund butelka kręciła się wokół własnej osi. Butelka długo „myślała” na kogo ma wypaść, aż wreście wypadła na Georga.. Odetchnęłam z ulgą, on ma trochę rozumu w głowie, nie myliłam się,. Uśmiechnął się i wybrał miskę z „pytaniami”.
-Czytać na głos?
-A jak?- powiedzieliśmy wszyscy. Chociaż, nie byłam tego taka pewna, czy dobrze zrobiłam mówiąc te dwa słowa, na odwrót było już za późno…
- W takim razie pytanie brzmi: „Poszłabyś/edł na pierwszym spotkaniu z dziewczyną/ chłopakiem do łóżka?”- wiedziałam kto napisał to pytanie, są tylko dwa osobniki które mogą coś takiego napisać…
-Nie…
-Co nie?- co za myśliciel z tego Tom’a
-„Nie” to odpowiedz deklu!- zawołał Georg- teraz ja o!- zakręcił butelką z całej siły. Czekałam z niecierpliwością po raz, kolejny na kogo butelka wskaże…
-Klaudia wybieraj- zawołał Bill, kurde wypadło na mnie, dlaczego? Zrobiłam szybką wyliczankę, wypadło na zadanie. Zrobiłam duże oczy z przerażenia, przełknęłam ślinę, zamieszałam ręką w misce i wyciągnęłam biały papier rozwinęłam go drżącymi rękami, odetchnęłam z ulgą kiedy przeczytałam, że to moje zadanie.
-Zaśpiewaj swoją ulubioną piosenkę po polsku- przeczytałam z bananem na buzi.
-Ej, to niesprawiedliwe!- wrzasną Tom
-Przepraszam ja nie oszukiwałam!
- Dobra śpiewasz…- powiedział Bill
-yy..ja nie umiem
-Wieź nas tu nie bajeruj, my wiemy że umiesz….a
-a, żeby było troszeczkę trudniej zaśpiewasz po niemiecku- wtrącił się Guciowi, Tom.
-Oki, niech wam będzie- zgodziłam się, poszłam po gitarę zastanawiając się nad piosenką. Wzięłam moją ukochaną gitarę, zaśpiewałam moją ulubioną piosenką z repertuaru chłopaków. Rette Mich.
Zagrałam refren, po co więcej.
-Zaliczone, spytałam się?- kiwnęli głowami, już miałam kręcić butelką kiedy Bill mi przerwał.
-Sorry, że akurat teraz…- dziwne spojrzenie trzech samców na biednego Bill’a- no dobra później…- zakręciłam butelką z całej siły. Butelka coś mi na złość robiła, bo wypadłą na Bill’a, a znając go wybierze zadanie. Nie myliłam się.
Uśmiechną się do mnie cwaniacko, jak to bliźniacy potrafią. Zamieszał w misce, wyciągną kartkę i przeczytał z uśmiechem…
-Pocałuj tego co kręcił butelką, po „francusku” całe 5 minut…- jego uśmiechu nie da się opisać. Fakt chciał aby tamta „nagroda” się powtórzyła, ale żeby aż tak szybko?
Nie, nie zgadzam się!
-yyy…- wydałam z siebie dziwny dźwięk. Bill wstał wyciągając do mnie rękę.
-Muszę?
-To był twój pomysł na granie w butelkę.- fakt facet miał racje, czarnulek cały czas miał wyciągnięta, zawahałam się jeszcze przez chwilę, ale po jakimś czasie moja ręka ujęła jego dłoń. Przeszedł mnie dreszcz, tak sam jak w tedy kiedy pożyczył mi swoją kurtkę…
„Kurde, zapomniałam mu jej oddać”-pomyślałam.
Nie zdążyłam pomyśleć do końca. Bill spojrzał głęboko w moje oczy, w jego brązowych oczach „latały” wesołe iskierki…
-Włączasz stoper- powiedział do Georga, nadal patrząc w moje oczy. Kiedy basista dał znak, Bill pochylił się na demną. Zaczęliśmy się całować tak jak wcześniej.
To był nasz drugi pocałunek w ciągu godziny, znaliśmy się tak krótko a już znał moją największą tajemnice. Bill coś w sobie ma, co roztopiło lód w moim sercu, który oddalał mnie od chłopaków bo bałam się zranienia, bólu który sprawił mi Kordian…
Te pięć minut na zawsze utkną w mojej pamięci.
Graliśmy długo, nikt nie trafił już więcej na takie zadanie jak Bill. Zbieg okoliczności, czy jak?
***
Wstałam dość wcześnie jak na wolny dzień od szkoły. Postanowiłam, że dzisiaj zadzwonię do rodziców i powiem o pozytywnie rozpatrzonej decyzji co do koncertu od „tyłu”, jak to nazwała moja kochana babunia. Mama nic nie powie, gorzej z tatą. Będzie jednak musiał uszanować moją decyzje. Wstałam, założyłam szlafrok i zeszłam na dół. Było cicho, czyli chłopacy jeszcze spali, weszłam do salonu po którym walały się: chipsy, popcorn ogólnie mówiąc nie zdrowie jedzenie i puszki po napojach. Ogarnęłam pokój aby wyglądało u nas jak u ludzi, a nie jak w mojej szafce gdzie można znaleźć kawałek pizzy z zielonym „futerkiem” (no co, każdemu może się zdarzyć^^). Uwinęłam się ze sprzątaniem migiem, sprzętu już nie było, chłopcy „odstawili” go na swoje miejsce (czyt. piwnica). Zastanawiałam się co chłopcy mieli by ochotę zjeść na śniadanie (chyba poproszę ich o całe menu na tydzień^^).
Z tegoż, ciekawego zajęcia wyrwał mnie dzwonek telefonu.
-Tak, słucham?
-Dzień doby, Klaudio!
-Cześć Simona, co tak oficjalnie?
-A, tak jakoś, co tam u Ciebie?
-Jak, u mnie? Przeciesz Bill, Tom i reszta też tu jest…
-Naprawdę moi synowie raczyli odwiedzić, starą matkę…- usłyszałam smutek w głosie Simony.
-Wcale nie jesteś stara, jeśli jeszcze raz coś takie powiesz to nie wiem co Ci zrobię…
-Oki, oki nich Ci już będzie.
-I, tak ma być.
-A tak, w ogóle to co teraz robisz?
-Teraz to się zastanawiam co zrobić, na śniadanie tym głodomorom.
-Zrób tosty, lubią je…- przytaknęłam, rozmawiałam z mamą bliźniaków jednoczenie przygotowując śniadanie. Zrobiłam oczywiście kawę, stały punkt programu (mojego^^).
-Pa- pożegnałam się z „moją” drugą mamą, wzięłam tosty, jogurt i kawę, poszłam do oczyszczonego salonu usiadłam sobie wygodnie na sofie, w tej samej chwili spadła mi barki kurtka Bill’a, kurtka była odemnie. Miał ją chwilę, a już przesiąkła jego perfumami. Położyłam ją koło siebie, włączyłam TV. Przerzucałam kanały szukając czegoś odpowiedniego, aż wreście trafiłam na bardzo ciekawy wywiad. Słuchałam go uważnie a kopara coraz bardziej dotykała ziemi…

niedziela, Czerwiec 27th, 2010 Bez kategorii Komentarze są wyłączone

Jak Bozie kocham

Na początku wielkie sorry, za to że tak dawno nie pisałam. To wina szkoły i braku wane i wogołe. Przepraszam też za, zaniedbanie niektórych blogów, obiecuję, że jutro spróbuję wszystko nadrobić i wogóle.
A i mam pytanie: Jak myślicie, mam doać moje opowiadanie do oceny?
Czekam na podpowiedzi.
Zapraszm do czytania:
***
Nie dokończyłam tylko zaczęłam grać, kopary opadły im do podłogi a oczy zrobili jak spodki, myślałam że parsknę śmiechem ale jakoś wytrzymałam.
-Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, sorry że dzień później, ale do wiedziałam się dopiero dzisiaj- powiedziałam jednym tchem- proszę tu są dla was drobne upominki, mam nadzieje, że będą się podobać.- chłopaki nie wiedzieli co powiedzieć.
-S..skąd wiedziałaś?
-Yyyy….od takiej gazety „BRAVO”.
-Kurde, zawsze musza zepsuć wszystko…
-Ale co zepsuli?
-Jesteśmy wykończeni koncertami, wywiadami i imprezy jak na razie nie są dla nas, chcieliśmy sobie odpocząć z tydzień i wyprawić urodziny razem z Guciem- opowiedział Tom.
-Przepraszam, a czy ktoś spraszał kogoś?
-No ty…-wskazał na mnie Bill
-Co ja?
-No, przeciesz ty zrobiłaś przyjęcie…
-Ale, ja nikogo nie spraszałam, chciałam żebyśmy zrobili sobie „mini” przyjęcie w piątkie.
-Czyli, nie zwali nam się pół miasta na głową- pokiwałam głową- Fajnie.
-Rozpakujcie prezenty i powiedziecie czy mam dobry gust- powiedziałam wsypując chipsy di miski leżącej na stole. Bill kulturalnie „rozpakował” podarunek, a Tom na chama (ale ja się nie czepiam^^).
- Klaudia, skąd wiedziałaś, że muszę kupić sobie nową czapkę?- zapytał Tom, ciesząc się jak dziecko widząc swój prezent.
-Nie wiedziała, zgadywałam- w podziękowaniu dostałam buziaka w policzek. Bill poszedł w ślady brata, rozpakował to co trzymał w ręce. Gdy zobaczył co dostał zaniemówił.
-Nie podoba Ci się?- zapytałam smutnym głosem. Popatrzył na mnie dziwnym wzrokiem, czekałam cały czas na odpowiedzieć.
-Brat język Ci ukradli czy jak?- poganiał go Tom.
-yyy, nie wiem co powiedzieć- wydukał
- No, jak na kulturę przystało to trzeba podziękować.
-hm…dzięki za lekcję, ale ja znam kulturę.
-W takim radzie na co czekasz?
-Chcę Klaudii inaczej podziękować, nie tylko słowami.- wszystkie głowy spojrzały na mnie.
-A, co ja takiego zrobiłam?
-wiesz rzadko kto trafi w mój gust, oczywiście do kurtek.
-A, no fakt. Zapomniałem, że jak mama Ci kurtkę kupiła to ją przerobiłeś….już nawet nie pamiętam na co- kontynuował dredziarz (nie wiem jak to się pisze).
-Mam pomysł- wpadł na coś Gucio- wszyscy do mnie! Oczywiście oprócz Klaudii- podkresił moje imię. Naradzali się dosyć długo, nie przejmowałam się tym. Dalej „przygotowywałam” przyjęcie. Po jakimś tam czasie, stół w salonie uginał się od wszystkich nie zdrowych potraw. Chłopaki zginęli w piwnicy. Wrócili w pełnym składzie (a czegusz, ja się spodziewałam?!^^), tylko, że z instrumentami i tym całym sprzętem (nie wiem jakim cudem oni to wnieśli :P ), tylko Tom był bez gitary. Wywaliłam gały, a oni odpowiedzieli mi uśmiechem.
-Czego suszycie zęby?
- Zrobiłaś nam niespodziankę- zaczął Bill- ja ze swojej strony chciałem Ci podziękować, ale nie słowem tylko gestem. Nasz wspaniały perkusista- wskazanie na Gucia- wpadł na genialny pomysł, abyśmy zagrali dla Ciebie koncert, wszyscy się zgodzili- zgodnie pokiwali głowami.
-Pozwolisz, że pożyczę, to moja ulubiona gitara- powiedział Tom.
-Tak jasne, ale skoro to twoja ulubiona gitara to dlaczego nie wziąłeś jej na wasze koncerty.- zapytałam podając mu „moją” świętość
-A, wiesz tak jakoś wszyło, ten pośpiech i w ogóle…
-Tak, tak rozumiem, oczywiście że rozumiem.
-Zaczynamy…jazda!!!- zawołał Bill do mikrofonu.
Nie mogłam uwierzyć, że grają dla mnie. Każda dziewczyna będąc na moim miejscu skakała by z radości.- „ Co ja takiego zrobiłam?”- pomyślałam. Najpierw zagrali „Beichte”, „Durch den Monsun”, „Rette mich”, i inne. Oczywiście nie zabrakło „Ich bin nicht Ich“, na koniec zagrali „Schrei“, ale zatrzymali się w połowie piosenki.
- Jest nam miło, że możemy tu być i grać dal ciebie- znów zaczął wokalista- chciałbym abyś pomogła mi zaśpiewać ten utwór, znasz go?- jak go można nie znać, jeśli w ciągu tygodnia słyszałam tą piosenkę kilka tysięcy razy? ( chcę tu zaznaczyć, że mama bliźniaków włączała ich płytę z 5 razy dziennie), pokiwałam głową. Bill pociągną mnie w swoją stronę. Przez ułamek sekundy patrzeliśmy sobie w oczy.
-Za śpiewasz z zemną?- zapytał szeptem tak aby pozostali tego nie słyszeli
- Mogę nawet, zaśpiewać dla ciebie…- odpowiedziałam cicho. Dostałam drugi mikrofon i bez żadnego znaku zaczęłam śpiewać razem z Bill’em. On śpiewał niżej, ja wyżej, po skończonym szaleństwie powiedziałam:
-Chłopaki, dzięki wam za ten koncert. Tylko za co?
-A, tak za wszystko- powiedzieli zgodnie.
-To co? Teraz zabawa?- pokiwali głowami, sprzęt postawili tak aby nie przeszkadzał nam w zabawie.
- To jak? Co robimy?- spytał się Georg.
- Graliście kiedyś w butelkę?
- Tak, bo co?
- Więc tak , kto opróżni najszybciej jakąś butelkę, która się kręci dostanie….
-Buziaka w usta- zakończył za mnie Gustav
-Dobra, niech będzie idziemy na całość-zgodziłam się. Każdy chwycił butelkę coli, która mieściła w sobie 1 litr płynu. Czekałam z niecierpliwością kto wygra.
Napięcie rosło, „szli” łeb w łeb, ale jednak wygrał…
-Bill, zapamiętam Ci to zobaczysz!- zawołał Georg.
-No, co? Moja wina, że byłem spragniony po koncercie?
-„Dlaczego on?!”- wyrwało mi się w myślach- „za jakie grzechy”.- ale obietnica to obietnica, musiałam go pocałować.
-Gdzie moja nagroda?- obejrzał się czarnulek, powiedział to takim słodkim głosikiem jakby czekał na to od wieków.
-TAM!- pokazali na mnie. Stałam spokojnie i czekałam na dalszy bieg wydarzeń.
-Więc?- zagadnęłam kiedy pojawił się naprzeciwko mnie.
-Decyduj, A czy B?- nie wiedziałam o co mu chodziło, jakie A, jakie B?
-B…- powiedziałam, wyliczając w głowie, którą literę powiedzieć.
-Jak chcesz twój wybór…- powiedział z cfanym uśmieszkiem. Już wiedziałam o co mu chodziło ( wy chyba też, prawda?^^). Zbliżał się coraz bardziej, chłopcy obserwowali całe zajście, w Georg’u gotowało się, dlaczego? Stykaliśmy się już nosami.
Nasze usta połączyły się w pocałunku, ale nie takim zwykłym. Prawdziwym namiętnym, dreszcz przeszedł mnie od czubka głowy do małego palca u nogi. Nie wiem ile trwała „nagroda” Bill’a, ale chciałam żeby nikt ten pięknej chwili nie przerwał. Po 1,5 roku pocałowałam chłopaka. Tak długo czekałam, ale chyba było warto czekać tak długo, żeby teraz stać i całować się z Bill’em, ale nie z Bill’em tym sławnym z Tokio Hotel. Tylko z zwykłym chłopakiem który też posiada serce i duszę romantyka.
***
-Wreście…- powiedział Tom, kiedy oderwaliśmy się od siebie- myślałem, że nigdy nie skończycie…
-Zadanie wykonane- rzuciłam, ale czułam się jakoś inaczej.- „Nie Klaudia nie możesz, pamiętaj co on ci zrobił…”- przypomniał mi głosik w głowie.
-„Ale on jest inny”- opowiedziałam.
-„Rób, co chcesz ale uważaj, chociaż z drugiej strony przydało by, Ci się trochę szczęścia…”
-„Co racja to racja…”- ja zwariowałam rozmawiam z sumieniem, odwala mi jak Bozie kocham.- Siadamy na podłodze- rozkazałam, zrobili tak jak powiedziałam- na co gramy?
-Nie wiem- opowiedział perkusista
-Jakieś propozycje?
-Wiem- wyrwał się Tom, popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem- tak więc, przynieś jakieś kartki i długopisy- zrobiłam tak jak poprosił.
-Po co, to?
-A po to, żeby….

środa, Czerwiec 23rd, 2010 Bez kategorii Komentarze są wyłączone

Klaudia ty żyjesz?

I znowu kurde zapomniałam, ta notka jest dla mojej kumpelki Weroniki vel Gwiazdki. Na początku twierdziła że Tokio Hotel to pozerzy, ale z czasem dostała więszkej głupawki niż kto kolwiek inny:D (którego znam oczywiście), nawet ostatnio weny dostała i kilka wierszy napisała i pozwoliła mi je wrzucić na bloga. Dziękuję:*
(narazie tylko dwa jeśli ktoś będzie chciała skopiować te wiersz na swojego bloga to proszę abyście napisali mi w komęcie dlaczego i żebyście podpisali “Twórczość Gwiazdki” oki?)

Bill wciąż zmienia fryzury,
W spodniach ma same dziury,
Tom zarzuca dredami a Georg rzuca gitarami,
Spokojny jest tylko Gustav może jeden z nich zrobi mi usta, usta
Oprócz Georga i Gustawa bo z nimi to ohydna spawa.
***
Chciałby Bill’a spotkać każdy.
Z nim popatrzeć razem w gwiazdy.
Zagrać na gitarze z Tom’em i popływać chwile promem ja
Jedno sobie życzę: wyprowadzić ich na smyczy.
~~~~II~~~~
-Chłopcy, poznajcie Lili
-Cześć- odpowiedzieli chórem nie patrząc.
-Jak oni mogą przez 4 bite godziny siedzieć i gapić się w ekran? Nie wiem, ja bym chyba pierdylca dostała.- pomyślałam, zaciągnęłam moja kumpelkę do kuchni.
-Będzie Ci przeszkadzać jak, krzątać się będę?
-Jasne że nie.
-Chcesz coś do picia?- zaproponowałam- cola, herbata, sok, Red Bull?- zaczęłam wymieniać otwierając lodówkę.
-Sok- podała, a zaraz potem główką się co zrobić facetom na obiad.
-Nad czym, tak myślisz?- spytała kumpelka
-Co mam, zrobić tym baronom na obiad- powiedziałam z uśmiechem.
-Hm…może spagetii?
-Ty, Dory pomysł. Dzięki
-A, mogę ci pomóc w przygotowaniach?
-Jasne, jak msz ochotę?
- Ja, lubię siedzieć w kuchni i gotować, po za tym, we dwie raźniej.
-No, fakt. Masz racje.- zabraliśmy się do roboty. Ja zabrałam się za sos ,a koleżanka za makron. Przy pracy rozmawialiśmy wesoło, śmiejąc się ze, wszystkiego.
-Serio, nazwaliście go Mop?
-No pewnie, mimo iż mojej koleżance się podoba.
-Wy, to jesteście porąbane….
-No chyba, my zawsze mamy fajne pomysły. Mam nadzieje że zjesz z nami…
-No, nie wiem czy mogę…
-Wieś nie gadaj, zostajesz i tyle, Simona zrobiła mi takie zapasy, że jakby lodowce się roztopiły i zalało by nas na trzy lata nie opuściłabym z chłopakami żadnego posiłki- koleżanka po tych słowach tarzała się po ziemi.- Do której masz czas?
-W weekendy do 23, a w dni ‘robocze’ do 21.
-Super mamy, jeszcze sporo czasu…- sos dochodził do odpowiedniego ‘stanu, a makaron studził się w zlewie ( miałam problem jak to napisać, proszę o wybaczenie jeśli nie jest po polsku^^).
-Szybko, na to poszło. Dzięki że mi pomogłaś…
-Nie ma za co, jak już wspomniałam kuchnia to mój drugi dom, twój chyba też?
-Dokładnie, kocham gotować. Czego?- zapytałam, kiedy zobaczyłam czuprynę Tom’a.
-Jakiś ty miła- odpowiedział oburzonym tonem.
-Jak zawsze. Czegoś pan chciał?- zmieniłam ton, na poważny.
-Co tak ładnie pachnie?
-Facet, czy ty nie znasz innego w zwrotu jak wchodzisz do kuchni?
- Póki ty gotujesz, to niestety inne pytanie mi się nie nasuwa.
-Super…Obiad, tak pachnie
-A, konkretnie?
-Dowiesz się, jak pójdziesz resztę bandy, że jest posiłek- ten zamiast pójść, to se klapną przy stole. Naprał powietrza i…
-CHŁOPAKI KLAUDIA ZROBIŁA OBIAD!!!- wrzasną aż szyby się zatrzęsły (dziwię się że jeszcze są na swoim miejscu…)
-Czy ty wiesz co to znaczy, powiadomić?- zapytałam, ale nie usłyszałam odpowiedzi ponieważ huragan przybył w postaci chłopaków.
-Macie wejście, nie ma co…- odezwała się Lili, szukając talerzy.
-Dolna szafka po prawej- powiedziała, chłopaki nie skumali- Wy, to macie spida ale żeby coś pomóc to ostatni.
-Chyba, od tego mamy ciebie…-skwitował czarnulek, chwyciłam pomidora. Trzymałam go już w górze, Bill zrobił przepraszający wzrok, kto by takiemu nie uległ?
-Dobra wybaczam- od razu na buzi Bill’a pojawił się banan.
-Wiesz od kiedy zaczęłaś gotować to wiesz…
-Nie nie wiem- (chamska jestem wiem ^^)- może mnie uświadomisz?
-Później.
-Nie teraz bo…bo obiadu nie dostaniecie?
-A, co jest?
-Czy to ważne?
-Wiesz musze dbać o mój żołądek- kontynuował rozmowę Bill
-Od kiedy?
-Od kiedy, ty zaczęłaś gotować, więc co jest?
-Spagetii- odpowiedziała za mnie koleżanka, posłałam jej mordercze spojrzenie (chciałam się jeszcze z nim troszeczkę podroczyć ^^), a spojrzenie Tom’a mina mówiłam „Błagam”.- No słucham?- nie dałam za wygraną, a oni tylko przewrócili oczami.
- Od kiedy zaczęłaś nam gotować, dowiedziałem się że nogi nie tylko służą do chodzenia i skakania na scenie, ale również można dzięki nimi biegać. A, kto pierwszy ten lepszy.
-Nie rozumiem tego ostatniego zdania?
-No, kto pierwszy ten więcej i szybciej dostaje.
-Aaaa, a o to chodzi….-skończyłam, podałam na stół sos i makaron- Smacznego mam nadziej że będzie smakować, a i jeszcze jedno nie gotowałam sama. Lili mi pomogła
-Ale dużo, makaron ugotować.
-Wiesz niektórzy, potrafią wodę przypalić- zakrztusiła się kumpelka- ale o tym później, do której, są tu sklepy otwarte?
-Do 21, bo co?
-Super…Lili idziemy na zakupy, a wy –zwróciłam się do chłopaków, groźnym tonem- a wy, tu macie posprzątać, rozumiemy się?- pokiwali głowami. Chłopcy ja to mieli już w zwyczaju zachwalali moją kuchnię, już ich słuchać czasami nie mogę. Znudziło mi się ta gadanina, wstałam pobiegłam do swojego pokoju, wzięłam kome, kase i klucze, Lili i wyruszyłam w trans zakupów. (jakie to szczęście że Martin i jego bat pokazali mi sklepy).
Po dwóch godzinach łażenia i szukania paska z ćwiekami koleżanka miała dosyć. Mimio iż, już miałam trzy torby, nadal chodziłam i szukałam to na co się uparłam.
-Klaudia, nogi mnie bolą….
-Nie marudź, chodź w tę stronę- pociągnęłam towarzyszkę za sobą- o, zobacz sklep dla metalów, tu na pewno będzie. Ej…słyszysz?
-Kl…Klaudia?
-No…-odwróciłam się, zobaczyłam kiosk, a w witrynie nowe BRAVO z bliźniakami na okładce i napis „Najlepsze życzenia dla braci….”
-Kurde muszę coś im kupić, ale najpierw pasek…- odwróciłam się i weszłam do mojego upatrzonego sklepu ( już wiem, gdzie będę robić zakupy^^). Kupiłam to co chiałam, rozglądając się za jakimś upominkiem dla bliźniaków. Moją uwagę przykuła czerwona skórzana kurtka „na miśku”. Próbowałam w myślach przypomnieć sobie Bill’a
Ma pani może „S” z tej serii
-Chyba by się znalazła, ale ta jest dla Ciebie proponuję tę- wskazała na podobną tylko że czarną i damską.
-Dziękuję, ale to nie dla mnie.
-Acha, rozumiem.- odparła sprzedawczyni i znikła na kilka minut. Wróciła z kurtką, zapłaciłam i było git, gorzej z tym drugim. Nadmiar złego Lili gdzieś wsiąkła.
-Klaudia, jesteś już się bałam że Cię zgubiłam.
-No, ja też się przestraszyłam. Gdzie Cię wcięło?
-Kupiłam nowe Bravo, masz zobacz- podała mi gazetę, otworzyłam i kogo zobaczyłam na początku? Moje zdjęcie jak idę w kierunku szkoły z chłopakami i tytuł artykułu „Kim jest ta dziewczyna? Nowa inspiracja a może miłość?”.
-yyy- wydukałam. Dopiero wczoraj ich poznałam a już coś takiego, nie coś tu nie gra.
-Klaudia żyjesz?
-No, jakoś. Spadamy to jakiegoś sklepu kupujemy coś dla drugiego zioma na urodziny i spadamy bo ktoś mnie jeszcze pozna i będzie źle.- koleżanka przytaknęła, szybko znalazłyśmy sklep dal takich jak Tom, kupiłam mu czapkę taką fajną czarną, do tego białą opaskę (ba…na się gust^^). Do domu szyliśmy gadając tylko i wyłącznie o gazetach.
-Jakim, cudem oni zrobili mi to zdjęcie?
- Nie wiem, ile ty ich znasz?
-Wczoraj dopiero przyjechali…
-I już coś takiego?- pokiwałam głową- To jakieś chore, ja spadam złóż odemnie życzenia, pa.- pokiwałam zamiast odpowiedzieć. Szłam szybkim krokiem nie oglądając się za siebie. Doszłam do domu, jakoś przemknęłam się niezauważona przez tłum fanek (jak to dobrze że są tylne drzwi^^).
-Klaudia ty żyjesz?- przywitał mnie w progu Gucio- Myślałem że Cię nie wpuszczą….
-Jakoś się udało…zaraz wracam- wbiegłam do siebie, zapakowałam chłopakom prezenty ( dobrze że ktoś wymyślił torebki^^), i pobiegłam do kuchni. Wyciągnęłam lody i chipsy popcorn i cole do salonu. Chłopcy popatrzeli na mnie ze zdziwieniem, chwilę potem już byłam w piwnicy i brałam gitarę, przypominając sobie melodie urodzinowej piosenki którą kiedyś napisałam dla Ani. Chłopcy nadal gapili się na mnie jak na kosmitkę.
- Czy myśmy o czymś zapomnieli?- zapytali się.
- Więc tak…-zaczęłam

Żeby nazbierać 10 konów to nie macie żadnej trudności, ale żeby coś więcej….no juz nie będę taka okruta i dodam new nocie….
A i napiście mi kogo mam informować bo juz powoli się gubię…Pozdrawiam..

niedziela, Czerwiec 20th, 2010 Bez kategorii Komentarze są wyłączone

Jaki kumaty, no nie?

Więc tak, zapomniałam kompletnie…wczoraj basista (on ma moja czarna gitare^^) z zespołu Tokio Hotel miał urodziny. I tu jest moja proźba do was: MA KTOŚ JEGO E-MIL? Bo ja nie mam, i nie weim jak mu wyslać życzenia, spóźnione ale szczere…albo jeśli ktoś wysyła to niech też dopisze mnie oki? Będę wdzięczna.

~~~~II~~~~
-Gnojek…takiego zabić to za mało- powiedział wysłuchując mojej historii- ale, co to ma wspólnego z blizną-(jaki kumaty, no nie?). Wzięłam głęboki wdech.
-Nie chciałam, nie umiałam żyć, funkcjonować bez Kordiana – kontynuowałam, dziwne spojrzenie Bill’a- chociaż wiedziałam że samobójstwo dobije moją babcie, więc wzięłam żyletkę i wyryłam sobie literę K, prawie wszystko zniknęło, ale ta kreska została i zostanie na zawsze- wskazałam na obiekt rozmowy.
-Zwariowałaś?! Dla takiego palanta chciałaś się zabić?! Pogięło Cię?!- nie dokońca rozumiałam tej reakcji. Poznaliśmy się dopiero dzisiaj, dopiero dzisiaj. –Dobrze że jesteś –powiedział po chwili milczenia.
-Dlaczego?
-Pomyśl…gdybyś popełniła samobójstwo, byś tutaj nie przyjechała poznała: mamę, Jörg’a, Andreasa i Martina…
- oraz was, Lili, nie nauczyłam bym się grać. Fakt są jakieś dobre strony życia –powiedziałam z uśmiechem.
-Widzisz jakie życie może być piękne?- po tych słowach zadzwoniła komórka mojego rozmówcy.
-No…-(jakie przywitanie^^)
-Gdzie wy się szlajacie?- to był Tom
-Siedzimy w parku i gadamy to o ty, i o tamtym
-To może byście ruszyli swoje tyłki, zbliża się 23, was w domu nie ma.
-Ok., zaraz będziemy nara- rozłączył się- No słońce chyba musimy się zbierać – wstaliśmy i razem poszliśmy do domu.
Po rozmowie z Bill’em było, mi tak jakoś lżej na duchu. Dlaczego tak długo milczałam? Ani Ania, Magda czy Daria o tym nie wie, a znamy się kope lat. Bill’a znam ile? Kilka godzin, dzień? A, już zna moją największą tajemnice.
Szliśmy w milczeniu, mając na sobie jego kurtkę nasuwały mi się jakieś takie nie moje myśli(bez podtekstów proszę^^). Czarnulek szedł obok mnie, patrząc w dal. Jego brązowe tęczówki była szklane, chyba od wiatru który muskał nasze twarze delikatnym zimnem.
-Bill…-zagadnęłam cicho, przerywając ciszę.-Czemu milczysz?
-Myślę…-opowiedział patrząc w moje oczy. Znając mnie, pewnie walnęłabym jakimś tekstem, ale nie mogłam żadne słowo nie chciało mi przejść przed gardło.
-A, nad czym jeśli można spytać?
-Dowiesz się w odpowiednim czasie i miejscu.
-Mam to rozumieć że myślisz o mnie?- kiwną głową.
„Czemu o mnie? Znamy się ile?”- znów te same słowa nasuwały mi się, który to raz?
Weszliśmy do domu, w progu przywitali nas ‘domownicy’ którzy zostali w domu. Patrząc na mnie, to na Bill’a, największą uwagę chłopaków przykuła kurtka mojego towarzysza, spoczywająca na moim ciele.
-Fajna mi chwila- przerwał nam Tom
-No, troszeczkę nam się przydłużyło- powiedział Bill patrząc na mnie, posłałam mu nieśmiały uśmiech odwzajemnił go (^^).
-Taaa…troszeczkę- ciągną Tom, spoglądając na zegar ścienny-Półtora godziny to jest troszeczkę…
-Jesteście głodni?- zmieniłam temat- zrobić wam kanapki?
-Nie, dzięki- odpowiedzieli razem
- Aha, czy nie obrazicie się, gdy pójdę do siebie?- kiwnęli głową- a…i mam nadzieje że nasi goście zostają na noc– po raz drugi kiwnęli głowami. Poszłam do swojego pokoju, usiadłam na łóżko.
-Kurde!- powiedziałam sama do siebie- No tak, jak to ja!- kurtka Bill’a została na mnie. Zapomniałam jej oddać, a może nie chciałam jej oddawać?
Kurtka była czarno-biała, i taka ciepła (nic dziwnego ze nie chciałam jej oddać^^). Przebrałam się w piżamę, nałożyłam słuchawki, a obok mnie położyłam kurtkę czarnulka.
„Co TY robisz? Przeciesz faceci to świnie”- mówiło mi coś w głowie. W odtwarzaczu popłynęła piosenka „Rette mich”, jedna piosenka Tokio Hotel znajdująca się na moim sprzęcie. Dlaczego mnie to spotyka?!
***
Obudziłam się wcześnie jak na sobotę 8, a ja już w łazience, patrzałam na obraz nędzy i rozpaczy (czyt. Moje odbicie w lustrze): oczy podkrążone, smutna mina.
Wzięłam szybki prysznic, myśląc o propozycji chłopaków.
„Dlaczego, oni akurat mnie chcą? Bo umiem gotować, to każdy potrafi, a nie sorry….Ola, koleżanka z byłej klasy nawet ziemniaków nie potrafi obrać, i wodę przypalić więc są jakieś wyjątki.”- pomyślałam. Zeszłam do kuchni w turbanie ubrana w czarną spódniczkę ( ja i spódniczka, cuś tu nie gra^^) i czarny t-shirt. Przez dłuższą chwile szukałam czegoś co by się nadawało do spożycia na śniadanie dla chłopców, dla siebie znalazłam jogurt.
Mieszałam składniki, cały czas myśląc co odpowiedzieć chłopakom.
-A, ty co? Spać nie możesz?- przywitał mnie Tom.
-Jak widać a ty?- odpowiedziałam z niewyraźnym uśmiechem.
-No, ja już się wyspałem, A, ty co znowu kombinujesz?
-Śniadanie…
-Czy ty zawsze musisz być taka tajemnicza?
-Taka już jestem, a pyzaty co chcesz wiedzieć? Z jakiego sklepu były produkty, ile kosztowało jedno jajko, jakie przyprawy użyłam?- spojrzał na mnie jak na chorą psychicznie, (ale mi nowość^^)- Co się tak na, mnie patrzysz jak bym ci matkę i ojca harmonia zabiła?
-Że jak? –potrząsną głową- Możesz powtórzyć?- jego mina zasługiwała na Oskara.
-Śniadanie? – pokiwał głową i klapną przy stole. Chwilę później pojawili się chłopcy, zadziwiające że pociągali nosami (hm…ciekawe :D ).
-Co tak ładnie pachnie?- zapytali chórem.
-Zgadnij…-opowiedział za mnie Tom trzymając widelec w ręku.
-Dwa czy trzy?- spytałam się.
-Trzy!!!- odpowiedzieli zgodnie. Zrobiłam tak jak chcieli, włożyłam każdemu na talerz trzy omlety, ciekawe czy to zjedzą…
-Smacznego!- powiedziałam radośnie, biorąc moje śniadanie siadając koło Tom’a. Gdy zobaczyli „zawartość” talerzy, zrobili duże oczy.
-My to, mamy zjeść?- zapytał się Gucio.
-Sami chcieliście trzy- odpowiedziałam grzebiąc w moim jogurcie.
-A, ty nie jesz?- zmartwił się Bill
-Jak nie, a to?- pokazałam na jogurt, popatrzył na mnie pytającym wzrokiem.
-Jestem weganistką.
-Czym?
-Jak by to najprościej wytłumaczyć… Wiem, jest to wegetarianin który odpuszcza do swoich posiłków nabiał.
-To ty nie jesz mięsa?
-No trudno, być weganistą i jeść mięso.
-Podziwiam Cię.
-Za co?
-No, ja nie mógł bym zrezygnować z mięsa.- kontynuował czarnulek.
-Ja, na początku też tak myślałam, że nie dam rada ale jakoś wytrzymałam 3 lata.
-Ile?!- tym razem wszyscy krzyknęli.
-TRZY LATA!- powtórzyłam
-Wow!- pokręciłam głową i uśmiechnęłam się do wszystkich.
-Jecie, bo wam wystygnie- zabrali się za swoje posiłki ja również. Minę mieli taką jakby mieli: „Niebo w gębie”.
-Boże, jakie to pyszne- zachwycał się Bill
-Znowu?- skrzywiłam się lekko.
-Ny, ty yest yszne- wtrącił Tom z pełnymi ustami.
-Te facet, mama Cię nie nauczyła że z pełną buzią się nie mówi, a w szczególności przy damie?- zaczął Georg
-I znowu się czepiasz?
- Zachowuj się! Kultura!
- Tak, zachowuj się bo nic więcej nam nie ugotuje- wtrącił swoje trzy grosze Gustav.
-Dobra, skończcie.- wstałam wyrzuciłam to co zostało z mojego śniadania do kosza- To ja dziękuje idę…
-To było twoje śniadanie?- nie pozwolił mi dokończyć brat czarnulka, kiwnęłam głową- i tobie to starczy do obiadu?
-No, bo co?
-Czy ty się odchudzasz?
-Nie. Sorry, ale opuszczę was na chwilę muszę się przebrać
-Przeciesz ładnie wyglądasz w tym- spojrzenie które posłałam Gustawowi, zamknęło go.
W swoim pokoju szukałam czegoś normalnego, co by nadawo się do ubrania. Po przeszukaniu wszystkich szaf, stwierdziłam że ubiorę moje ukochane czarne bojówki. Wysuszyłam włosy i zaplotłam je w dwa warkocze (ulubiony fryz mojej babuni:*). Spojrzałam na zegarek, 10. Do przyjścia Lili jest jeszcze trochę czasu.
-„I, co zrobisz w sprawie tego chłopaka?”- zapytał się, pewien starszy głosik w mojej głowie- „Pamiętaj…”- dokończył. Już wiedziałam o co chodzi. Zeszłam do salonu, chłopcy siedzieli rozwaleni przed telewizorem, oglądali vive.
-Już?- kiwnęli głową. Wzięłam telefon i wykręciłam do babci (jakie to szczęście że telefon jest bezprzewodowy^^).
-Słucham?- usłyszałam w słuchawce.
-Cześć babciu.
-Klaudia, jak miło Cię słyszeć, jak tam na wymianie?
- Dziękuję, wszystko w porządku a co u was?
- Również wszystko w porządku ale coś czuję że, nie po to tu dzwonisz?- jak zwykle, babcia jest nie zawodna, Oszukać jej się nie da.
Opowiedziałam babci o wszystkim: zaczynając od tego u kogo mieszkam, kończąc na propozycji chłopaków i o Bill’u
-Coś mi zdaje, że ten chłopak nie jest tobie obojętny- odpowiedziałam zamknięciem oczu, wiedziałam że, babcie wie o tym, zawsze wie co robię (jasnowidz jakiś normalnie^^)- zobaczymy jak to się potoczy dalej. A, co do propozycji: chcesz z nimi jechać?- przytaknęłam- więc w czym problem?
-Przeciesz babcia wie, przyjechałam tu na wymianę a nie na wakacje, pozatym rodzice.
-Przeciesz zawsze jak przyjeżdżałaś do nas, to mówiłaś że byś chciała byś na takim konercie od „tyłu”, a rodzicami się nie przejmuj pogadam z nimi, tylko zadzwoń do nich, dobrze?
-Naprawdę, zrobisz to dla mnie?
-No pewnie, jeszcze się pytasz?
-Dziękuje Ci babciu jesteś kochana.
-Wiem, twój dziadek zawsze mi to powtarzał po ślubie.
-A, teraz to co?
-A, teraz powtarzają mi to wnuki. Dobrze, ja już muszę kończyć bo dziadek przyszedł ze sklepu i będzie chciał obiad, rodzicami się nie przejmuj załatwię to, tylko odzywaj się częśćej.
-Dobrze obiecuje, ucałuj dzidka odemnie.
-Na pewno,pa.
-PA!.- jak zwykle babcia jest niezawodna, rozwiała wszelkie moje obawy.
***
Coś widzę, że cięszko wam nazbierć te 15 kmów, i dlatego zmiejszam ich ilość do 10, notka troszeczkę dłusza niż przwidzałam, no ale cóż. Jeśli się pośpieszycie to bedzie już niedługo kolejna część, ale to tylko odwas zależy. Pozdrawiam wszystkich serdecznie:* ( A obrazki będą pźniej, muszę się nuczyć je dodawać)

piątek, Czerwiec 11th, 2010 Bez kategorii Komentarze są wyłączone

Kopara mi opadła

-No, co pomyśleliście?- poganiałam ich.
-Może my Ci to powiemy, bo prędzej śmierci się doczekasz zanim oni ci to przekażą- wtrącił się Gucio- ale radze Ci usiądź- zrobiłałam tak jak mi kazał. Klapnęłam na fotelu, a oni naprzeciwko mnie.(Nie no, co za kultura^^).
-No więc?
-Więc jakieś 2,5 godziny temu Bill zadzwonił do mnie, a Tom do Georg’a, żeby się spytać czy byśmy niemieli nic przeciwko temu, aby kogoś przyjąć do naszego grona.- zaczął tłumaczyć Gustav, ja JAK na razie siedziałam cicho-zgodziliśmy się, potem wykonali telefon do naszego menagera i zadali mu to samo pytanie.
-I, co mi to tego?
-No właśnie, właśnie w tym ta całą sprawa, bo tą osobą masz być TY.-wtrącił Georg
*Kopara mi opadła do ziemi, a oczy zrobiłam jak spodki.
-Czekaj, czekaj….czy ja dobrze zrozumiałam, wy chcecie PRZYJĄĆ MNIE DO ZESPOŁU??
-Nie, nie tak od razu. Tylko rozumiesz tak naprawdę nie mamy ani chwili wolnego, koncerty, wywiady, a po nowym roku będzie jeszcze gorzej- wtrącił Tom
- Już od bardzo dawna zastanawialiśmy się, kto by się nadawał na taką „nianie”- wtrącił się bratu, Bill.
-„NIANIE”- powtórzyłam- to ja mam wam prać, gotować, i wogóle? Po co?
-Sprzątać, gotować i prać nie zawsze. Ale pomagać w zestawieniu piosenek na koncert, powiedzieć doradzić co trzeba poprawić i co najważniejsze być kimś komu można się wygadać- skończył czarnulek.
Chwytałam każde słowo wypowiedziane przez chłopców.
„ Nie, nie to na pewno nieprawda mi się, to tylko śni”- pomyślałam- „ Ja, dlaczego ja?”
-Klaudia żyjesz?- zmartwił się Georg
-Dlaczego JA?
-Dlatego bo powiedziałaś prawdę o co sądzisz o naszej muzyce, nie rzuciłaś się na nas, ostro po nas pojechałaś a w szczególności po Bill’u. Ale dobrze robi taka krytyka.- wyliczył Gucio.
- I, co najważniejsze umiesz gotować- po raz kolejny wtrącili się bliźniaki.
-I co z tego? Przeciesz mieszkacie w hotelu podczas trasy koncertowej, wiec po ja wam?
- Widzisz i tu już są schodu. Nie zawsze mieszkamy w hotelu- podniosłam lewą brew (ze zdziwienia oczywiście^^)- czasami wynajmujemy domek, kiedy chcemy być sami i w tedy nie ma kto nam gotować i się nami zaopiekować.-chłopcy mówili wszystko poważnie, widać było w ich oczach powagę, że ta decyzja jest przemyślana. Obalone wszystkie za i przeciw,
-Teraz chcemy zadać Tobie pytanie: Czy chcesz, być w naszej gromadce?!- powiedzieli to razem. Nie wiedziałam co mam robić. Dopiero co przyjechałam, zaczęłam chodzić do szkoły, poznawać okolice teren, ludzi, co ja mam zrobić? Rzucić to wszystko?
-Chłopcy, sorry…- miny zrobili takie jakbym, już wypowiedziała wyrok- ale przejdę się chwilę- nie czekałam na ich jaką kolwiek reakcję. Wstałam z mojego miejsca i wszyłam. Szłam tak naprawdę nie wiedząc, gdzie idę. Doszłam do jakiegoś niewielkiego parku. Chodziłam pomiędzy alejkami i drzewami rozmyślając na pytaniem chłopców.
„Nie mogę podjąć decyzji od tak sobie”- pomyślałam sobie.
Usiadałam na ławce.
Jesień się zbliżała wielkimi krokami, liście powolni zmieniały kolor. Nienawidziłam jesieni. Nie, nie dlatego bo zimno i szkoła, ta pora roku kojarzyła mi się z Kordianem, z chłopakiem którego kochałam, z którym byłam dokładnie rok, dzień po naszej rocznicy zerwał z zemną.
„ Kurwa odrzuć te cholerne myśli! Było minęło!”- powiedział głosik w mojej głowie.
-Mogę się dosiąść?- podskoczyłam ze strachu.
-Bill, co ty tu robisz?
-A, wiesz duszno było w salonie, to co mogę?
-Jasne, siadaj- zrobiłam mu miejsce koło siebie, gapiąc się w moje trampy.
-Dlaczego wyszłaś?- spytał po dłuższej chwili milczenia.
-Musiałam przemyśleć kilka spraw.
-Tę naszą sprawę też?
-Głównie TĄ sprawę.
-Jeśli nie chcesz to nie musisz się godzić, to twoja decyzja, nikt Cię nie zmusi.
-Nie o to chodzi że nie chce. Chce i to nawet bardzo.
-Więc o co chodzi?- spytał się patrząc w moje oczy. Mimo tego iż jesień dopiero się zbliżała, to wieczór ten nie należał do najcieplejszych. Bill widząc że dostałam gęsiej skórki
(no dziwne, bardzo. Mając na sobie koszulkę z krótkim rękawkiem^^), narzucił mi na ramiona swoją kurtkę.
-Coś ty zdurniał do reszty?! Chory będziesz i fanki mnie zabiją, zabierz to!
-Nic mi nie będzie. Ty się przeziębisz….- jego kurtka była tak ciepła, nawet nie zauważyłam kiedy jego wzrok spoczął na mojej bliźnie, na prawym nadgarstku.
-Co, to jest?
-Co?
-No, ta blizna na twoim nadgarstku.
-Ach, nic…nic- pośpiesznie zakryłam bliznę rękawem kurtki.
-Od czego ona jest?- (czy faceci muszą być tacy nie kumaci?) nie odpowiedziałam nic.
Łzy cisnęły mi się do oczu, kolejna pamiątka po Konradzie. Po wymówieniu tego imienia w myślach, już nie umiałam się powstrzymać, łzy samie strumyczkiem płynęły po moich policzkach prosto na moje spodnie
- Hey, mała co się stało? Nie chcesz to nie mów…- czarnulek przytulił mnie, ciepło które przeszyło moje ciało było takie przyjemne.
-Chcę, tylko nie wiem od czego zacząć….
-Od początku….
-Będziesz pierwszą osobą której to powiem…- skiną głową.
Zaczęłam mu opowiadać dokładnie o wszystkim co łączyło .
***
Dziekuje za wszystkie komętarze^^. Bardzo miło się robi na duszy ja się czyta, że komuś się podoba moje opowiadanie.
New pojawi się dpoiero jak zobaczę 15 komci (coraz więce^^), ale nie od jednej osoby^^. Pozdrawiam.

poniedziałek, Czerwiec 7th, 2010 Bez kategorii Komentarze są wyłączone

Czy ktoś może, mu pomóc się wysłowić?

Tę notkę dedykuję Kasi,dlatego że jej komęt tak mnie zmobilizował do działa że aż kalwiatura nie nadąża^^. Pozdrawiam:*
***
Po “spacerze”z chłopakami nie wróciłam do szkoły, skierowałam się prosto do mojego domu, tak już mogę powiedzieć że to jest mój dom. To co było w Puck, to zostawiłam daleko za sobą, zaczynam nowy rozdział w życiu.
Szłam powolnym krokiem oglądając wszystko co mnie otacza, jak to dobrze że Chris dzisiaj nie czekał na mnie. Szłam tak zamyślona, a tu nagle.
PAC!
-Kurde patrz gdzie leziesz!- wydarłam się
-Sorry, ja nie chciałam…-poznałam ten głos
-Lili? To ty?
-Klaudia! O…Boże jak to dobrze Cię widzieć, co u Ciebie?
-A, dzięki wszystko spoko, a u Ciebie?
-Również, mieszkam u takich fajnych ludzi. Niedługo urodzi im się dziecko, będę starszą siostrą, a ty u kogo mieszkasz?
-Hm…jak by tu najprościej powiedzieć…? Znasz może, ten no zespół „Tokio Hotel”?
-No, mają całkiem niezłe kawałki.
-No, a tych „słynnych” bliźniaków znasz z widzenia?- kiwnęła głową- to właśnie u nich mieszkam.- koleżanka zrobiła duże oczy i nie wiedziała co powiedzieć.
-Ty, se chyba ze mnie żartujesz?!
-Nie, mówią serio jak chcesz, to wpadnij do mnie jutro tak ok. 14 pasuje?
-A, twoi opiekunowie nie będą źli?
-Nie martw się o opiekunów. Wyjechali i to na dwa tygodnie chociasz Jörg coś wspomniał że jego zespół nagrywa płytę, i wyrusza w trasę koncertową, a co od Simony to nie wiem, ale to spoko babka. To co przyjdziesz jutro do mnie?
-Oki, jeśli moi opiekunowie się zgodzą to o 14 jestem u Ciebie, oki?
-Jasne, czekam- przytaknęłam i poszłam w swoją stronę a Lili w swoją.
***
Szukałam czegoś NORMALNEGO do jedzenia w lodówce, kiedy moim oczom ukazały się owoce i jogurt długo się nie zastanawiałam co, dzisiaj będę konsumować na obiad.
Długo się nie cieszyłam ciszą i spokojem, ponieważ chłopcy wparowali tak gwałtownie że, aż się dziwiłam że dziwi są jeszcze na swoim miejscu.
-Przepraszam….- zagadnęłam do chłopaków- mam pytanie: to jest dom czy obora?
-Dom- odpowiedzieli zgodnie (tym razem bez Georgu i Gustav’a)
-Więc może wchodzie jak do domu, a nie do obory – powedziałam i dalej kończyłam to co zaczęłam, czyli przygotowywanie sałatki.
-To, co dzisiaj jemy na obiad?- zapytał Tom
-Pizza?- odpowedzał pytaniem Bill
-Znowu, mam już dość tej pizzy, niezło sam zamienię się w pizze.
-A, masz jakiś inny pomysł geniuszu?- Tom pokręcił głową
-Przepraszam mogę wtrącić?
-No, co jest?
-Ja wam mogę zrobić obiad, no może nie będzie z ziemniakami i mięsem bo nie zdążę wam przygotować, ale coś tam wam wymyśle.
-Mówisz poważnie?- zapytali równocześnie
-No, skoro mamy mieszkać razem przez rok, a może dłużej zależy, trzeba sobie jakoś pomagać no nie? To co zrobić wam obiad?- odpowiedzieli mi uśmiechem. Dokończyłam szybko swój posiłek i zaczęłam gorączkowo myśleć co ja mam im zrobić na ten cholerny obiad. Stałam tak i myślałam, chyba dobre 5 minut. Gdy wpadł mi do głowy pomysł długo się nie zastanawiałam, poszukałam odpowiednich produktów i zaczęłam robić chłopcom obiad. Po 20 minutach w kuchni można było poczuć zapachy które „rozchodziły” się po całym domu. Nie minęła nawet sekunda, a bliźniacy już byli w kuchni.
-Co, tak ładnie pachnie?- zapytał się Bill, dopiero teraz zoriętowałam się, że czarnulek ma kolczyk w łuku brwiowym i srebrną kuleczkę w języku. Zawsze mi się pobadali faceci z kolczykami^^.
-Obiad.- odpowiedziałam krótko
-Może jakieś, szczegóły?- zapytał Tom, ten też miał kolczyk tylko że na wardze.
‘Kurde dlaczego oni są tacy ładni”- pomyślałam.
-Usiądźcie, zaraz wam włożę- posłusznie wykonali moje polecenie, nałożyłam im po 6 placków (przepis według mojej siostry), przystroiłam sałatą i…-Smacznego życzę.
- Boże…jakie to pyszne- zachwycał się czarnulek- gdzieś ty się, tego nauczyła?
-W domu.
-Suuppper- wtrącił się Tom- a tu możesz podać szczegóły, w jaki sposób się nauczyłaś tak gotować?
-No przeciesz mówię że w domu, tylko że w Polsce-popatrzeli na mnie z sod byka- Jezu, czy wy naprawdę musicie wszystko wiedzieć- kiwnęli głowami- od zawsze kręciło mnie siedzenie w kuchni, kiedy mama coś robiła Klaudia też i tak właśnie się nauczyłam, zadowoleni?- po raz drugi kiwnęli głowami, chociasz widziałam że bliźniacy porozumiewają się wzrokiem, nie wiem o co chodziło, ale Tom zaczął:
-Brat, czy ty myślisz o tym samym co ja?
-Zależy o czym ty myślisz, ale zdaje mi się że tak- popatrzeli na mnie, a potem znów na siebie.
-Czy, to o czym teraz rozmawiacie ma coś wspólnego z zemną?
-No w pewnym sęsie tak- kontynuował Bill
-A, mogę wiedzieć co?
-No, nie wiem czy mogę…
-Słuchaj chcę wiedzieć i już, kumasz?!
-Dobra umówmy się tak, musimy wykonać trzy telefony i jeśli wszystko wypali to w tedy ci powiemy oki?- zapytał się Tom
-Ale, ja chcę wiedzieć teraz, nie później tylko teraz.
-Umówmy się, że o 19 w salonie i wszystko Ci powiemy oki?
-Dobra, niech wam będzie. Idzie już dzwonić, a ja tu posprzątam- poszli, a tak jak powiedziałam tak też zrobiłam. Ten ich wzrok nie dawał mi spokoju, spojrzałam na zegarek była dopiero 17, do umówionej godziny było jeszcze tyle czasu.
‘Co, ja będę przez ten czas robić’- pomyślałam, mój wzrok spoczął na kartce od mamy bliźniaków-‘ Telefon do mojej dyspozycji. Hm…..’
Poszłam do salonu, gdzie znajdował się telefon, chłopaków nie było chyba byli na górze. Wzięłam telefon i wykręciłam numer do Darii.
-Halo- usłyszałam głoś kumpelki
-Daria?
-Klaudia!! Ty…ty jak mogłaś się tak długo, nie dawać znaku życia? Ja tu, se włosy z głowy wyrywam a tu nic!
-Ej…spoko nerwy w konserwy –powedzałam z żartem
-Ale śmieszne, normalnie boki można zrywać- odpowedzał z powagą koleżanka. Tym razem to tak buchnęłam śmiechem, a kumpelka zaraz po mnie.
-Daria, ty nie umiesz być poważna.
-Bo powaga jest dla gburów, a jak mnie znasz to ja nie nienawidzę gburów, a teraz opowiadaj co u ciebie?
-A, nic ciekawego właśnie skończyłam jeść obiad z bliźniakami.
-A kim?
-Słyszałaś kiedyś, zespół Tokio Hotel?
-No, obiło mi się o uszy, i widziałam klip. Gra tam, taki fajny koleś z dredami.- teraz ona mnie załamała, ona i Tom nie, nie….^^
-Chcesz poznać Toma?
-Kogo?
-No tego, zioma z owego zespołu.
-Nie, gadaj znasz go?
-Wiesz, takie moje szczęście że mieszkam pod jednym dachem z nim i jego bratem, i ojczymem i mamą.
-Żartujesz chyba?
-Nie, nie żartuję…serio mówię- gadaliśmy tak ze dwie godziny. Daria się rozgadała, i dzięki temu dowędzałam się że, nudo bez mnie, że nikt nie chce z nią beki kręcić i w ogóle.
Odłożyłam słuchawkę, a w tym samym momęcie, przyszli bliźniacy z Gustav’em i Geor’gem.
-Cześć-zawołali razem
-Siema, siema co tam u was.
-A, jakoś leci- powiedział Gucio- Kto zaczyna?- zapytał
-Ale co?
-No, więc nasz droga Klaudiu- po tych słowach myślałam że parsknę śmiechem ‘droga’^^- ja i mój bart pomyśleliśmy, no że…..
-Czy ktoś może, mu pomóc się wysłowić?
-Więc pomyśleliśmy- przejął rozmowę Tom- że….
***
Więc tak jak obiecałam dodaje nową notkę, ale coś za szybko idzie wam to komętowanie więc zwiekaszam ilość komciów do 10 później się zobaczy.
A teraz zadam wam pytanie, ale odpowedziecie na 100% bez ściemy oki?
Czy naprawdę podoba wam się moje opowiadanie??
Proszę o szczere odpowiedzi jeśli nie to skasuje bloga jeśli tak do dalej będę pisać.
Czekam na odpowedzi^^ POZDRÓWKI DLA WSZYSTKICH.

środa, Maj 26th, 2010 Bez kategorii Komentarze są wyłączone

Konkurs

Hej:) Wiem, dziś 16 ale notki nie bedzie:) Niestety sie nie wyrobilam:) Ale mam dla was KONKURS na najlepsze opo o TH!! No więc zgłaszać sie możecie do końca wrzesnia:) Zgłaszacie sie w komentarzu i takie zgłoszenie powinno zawierać:
1.Zgłaszam sie ;>
2.Imie lub ksywke
3.Wiek

I to wszystko:) Zanadto nie musicie sie wysilac:)

Uwaga: Na blogu musi być przynajmniej 5 rozdziałow!!
Wiec w I czesci czytam wszystkie opowiadanka i do II czesci przechodzi tylko połowa zgłoszonych.
Potem oceniam:
-opowiadanie maxpkt
-szablon max10pkt
-avatarek max 5pkt
-ilość linkow, ulubionych max5pkt
-dodatki max5pkt
-klimat max 10pkt

W II czesci możecie głosować na siebie i przekonywać do tego innych. (2głosy i wiecej z tego samego IP-1pkt) Ja podem wszytsko zsumuje i podam wyniki. Jesli bedzie remis, wymysle jeszcze jedna czesc, rozgrywającą kto wygrał:)

Nagrody:
1 miejsce: 100 komci+dyplom+tytuł najlepszego+dodanie do linkow
2 miejsce: 50 komci+dyplom+dodanie do linkow
3 miejsce: 10 komci+dyplom
Wyrożnienie: dyplom

W przypadku małej ilości chętnych konkursu nie organizuje:(

A i prosze o wklejenie tego obrazka na swojego bloga. Blogi bez znaczka nie biorą udziału w konkursie.

wtorek, Maj 25th, 2010 Bez kategorii Komentarze są wyłączone

O boze…Bill….!!

~*~W poprzednim odcinku:

-pattrz na droge, a nie sie ogladasz za siebie, w bok i diabli wiedza gdzie jescze…chce zyc:D przezyc w tym miescie wiele wspanialych chwil i pozwiedzac…poznac bardziej te panstwo-czyzby budziła sie we mnie patriotka??:D
-patrze na droge!
-nie patrzysz!!
-patrze o widzisz??
-widze,..jak nie patrzysz…
-a wlasnie…
-UWAZAJ!!…

-o widzisz, jestem dobrym kierowcą…:D-zachwycił sie tata ocierajac rekawem spocone czoło
-ale mało brakowało, bys przejechał staruszke:D
-ale nie rozjechałem…nie jezdze wkoncu jak blondynka
-TATO!!
-co??
-ja jestem blandynka!! kiedy wkoncu przestaniesz mowić ze blondynki sa glupie??
-oj przepraszam…ale takie jest powiedzenie..
-miałes przestac mowic tak od poł roku, albo sie przefarbuje:D
-no dobra, juz nie bede, tylko zero farby…
-dobra dobra…zero głupich blondynek…
-moze byc…

~*~W domu

-Ładny kolor farby kupiliśmy mamo??-wtraciłam przy kolacji
-tak…tylko przy ciemnych kolorach scian sie nie odprezysz…bedziesz zawsze poddenerwowana…
-nie prawda…
-trzeba szybko załatwić sprawy z Twoim pokojem bo za 2 tyg. Boże Narodzenie!
-a no taak, super!!-rozpromieniałam
-dzieki za jedzenie, ale pozwolcie ze pojde na gore i podziele sie wrazeniami z chlopakiem i przyjaciołka
-dobrze zapros ich na swieta!
-co?? moge?????super!-pisnełam ze szczescia
-no, jakos zniose obecnosc tego chlopaka przez 2 tygodnie…
-Arnoldzie!!
-Tato!!
-no co??
Popatrzyłysmy z mama groznie na tate. Głupio sie usmiechnał, a ja nie tracac wiecej czasu poszłam na gore. Przypominajac o mojej prosbie do rodzicow zeszłam pare schodkow nizej wychylajac sie i krzyknełam
-moge skorzystac z waszego łozka i laptopa
-hmm…mozesz-odezwała sie mama
-dobrze tylko nie zepsuj-zasmiał sie tata
-ha ha ha bardzo smieszne-jeknełam pod nosem
-dziex
Uchyliłam drzwi do sypialni i z rozpedu wskoczyłam na wielkie miekkie łozko. Podłozyłam sobie poduszke pod głowe i połozyłam laptopa na kolana. Po 3minutowym uruchomieniu systemu właczylam gg i ICQ z nadzieja:D
Kelly nie było:( Billa tez nie Wyciagnełam telefon z kieszeni i pusciłam strzałke do Billa.
-O za to Kasmus jest…
Napisałam do niego
-Hey, nie uwierzysz co sie wydazyło..:D
-hejka co takiego??
-jestem w Warszaawie
-co??
-no:D Ja tez w to nie wierzyłam..
-ale naprawde??
-no..
-a na ile tutaj przyjechałas??
-oj…na zawsze chyba:(
-super!! To moze skoczymy kiedys na pizze??
-mozemy, ale nie rob sobie wielkich nadziei:D mam chlopaka:D
-ok, postaram sie:D

-czesc skarbie:* bardzo tesknie za toba:(
-O Bill!! Siemka! ja tez:*
-A nikt cie jescze nie poderwał??
-narazie nie:D
-aha to borze…zadnych kolegow;>
-czemu??
-wiesz nie to ze jestem zazdrosny..:D ale no dobra…kolegow mozesz miec, ale nic wiecej:D
-ok ok:D A przyjedziesz do mnie na swieta??
-na swieta? ja nie obchodze swiat:(
-nom!! na 2 tyg. no to co:D to zaczniesz:D
-nom moge, postaram sie:D
-super
-a jak tam dom??
-od biedy moze byc:D Tam w Niemczech było lepiej…:D
-a jak:D
-a co tam u was??
-czyli??
-czyli u Ciebie i Toma, co dzis robiliscie??
-hmm…mielismy probe a pozniej siedziałem w domu a co do Toma przyszła do niego dziewczyna jakas…
-jaka?!?
-chyba Kelly:D
-aaa super:D no chlopak zmadrzał:D
-no:D
Złapałam za komorke i napisałam do Kelly esa : “picuj sie na ICQ ! Natychmiast! pa:*”
Ten Kamil przysłał znowu wiadomosc
-to..no…co…co jutro robisz??
-hmmm praktycznie nic..
-to moze jutro sie spotkamy??
-niewiem, czy moge ci zaufać…
-chodzi ci o to ze moge miec naprawde 40 lat i byc jakims pedofilem??
-hmmm…no:D
-niewiem jak cie od tego odwiesc..
-no dobra raz sie zyje:D
-no to super:) gdzie sie spotkamy??
-niewiem:D nie znam okolicy…wiec mow a ja przyjade taksowka
-moze do pruszynki tam jest dobra pizza
-ok:D a na jakiiej ulicy jest ta pizzeria?
-powiesz ze w srodku centrum to napewno zrozumie i dowiezie cie do własciwej pruszynki
-heh ok ja musze isc, jestem zmeczona…
-ok dobrej nocki dozobaczenia sweety xP
Zrobiłam w statusie N/A

-nie wiesz, moze Kelly jest z Tomem??
-niewiem, chyba tak… Tom sie gdzies szykował…
-aha, ale to nie pewne:(
-no nie:D a wiesz o czym teraz mysle??
- o czym??
- no o tym ze jak zycie moze byc takie okropne, ze jeszcze wczoraj bylismy tak blisko a teraz jestesmy tak daleko:((
-no zycie nas nie oszczedza:D ale wiedz ze zawsze mogło być gorzej…
-wiem, i tak mielismy duzo szczescia:D
-no:D
***
Przez sen usłyszałam dzwonek telefonu. Wstałam zaspana z łozka jeknełam “czego” (ze zdenerwowaniem) i nacinełam na zieloną sluchawke
-wstawaj spiochu!!-usłyszałam radosny głos mojego chłopaka
Bardzo sie zdziwiłam
-yyy z kad wiedziałes ze jescze spałam??
-znam cie??
-no:D a ktora godzina??
-hmmza pietnascie 9
-yy to se pospałam troche:D -głosno ziewnełam
-nie spij tak długo bo Ci dziecko podurzuca….
-heh….o Boże …Bill!!…!!
CDN…

Heh nie zbyt długa notk:D Ale musicie sie tym zadowolic!! Jak juz napewno wiecie blizniacy Kaulitz obchodzili 1 wrzesnia 17 urodzinki:) Wypiłam za nich dwa kieliszki soku :D Nom to na tyle chyba…rozpatrzcie ta sprawe z konkursem:) Jesli wiekszosc sie zgodzi niegługo bede zbierac liste…jakis pierwszych 10 osob:) ale to dopiero w odpowiedniej notce:) Niop i kto jeszcze chce byc informowany prosze wpisywac sie do ksiegi:) Wszystkim wpisanym bardzi dziekuje za czytanie mojego opa i nie tylko tym wpisanym, ale tym co zagladaja tu codziennie z mysla o nowej noci:D Pozdrawiam tych co zawsze:D (oszczednosc czasu:D) papa:*

środa, Maj 19th, 2010 Bez kategorii Komentarze są wyłączone

Długo jeszcze??

~*~W poprzednim odcinku:
Pocałowałam go jeszcze raz, ale tym razem krotko i wybiegłam jak opażona. Już zamykałam drzwi, tato już zapalił samochod a tu jakze donosny i czysty głos Billa…Biegł w naszym kierunku…

Otworzyłam drzwi i podbiegłam do niego. Podziekowałam i włazyłam komorke do kieszeni. Bill pocałował mnie namietnie na oczach moich starych. Nie wiedziałam co pomyslą, jak zareagują…trudno, niech wiedza ze sie kochamy i sprostamy przeciwnosciom losu, chociaz sama w to troszke watpiłam. Przytuliłam go mocno a on szepnął
-juz za Tobą tesknie:*
-ja tez, badz zaraz na ICQ :D
-ok
Usmiechnełam sie i dwoma palcami dotknełam swoich ust a pozniej jego.
-bedziemy w kontakcie-wchodziłam do auta ze łzami w oczach (cała czerwona, rozmazana….taka siebie widze)
Bill machał mi az do zakretu…
-no i zamknął sie rozdział w moim zyciu, zapewne ten najpiekniejszy…ale kto wie co przyniesie jutro-westchnełam..
***
Rodzice przez długi czas sie nie odzywali (przynajmniej ja nie słyszałam…ze sluchawkami w uszach i w myslach gdzie indziej, trudno cos uslyszec:D) Gadałam z Billem i ciagle składalismy sobie jakies deklaracje, obietnice i wymienialismy sie miłymi słowkami. Wspominalismy także o tym co juz przemineło z wiatrem…Gadałam także z Kelly, ale z nia ciagle gadalysmy o tym jak bedzie nam zle bez siebie…Po godzinie Bill musiał isc na probe z chłopakami. Zapewniał ze bedzie za jakies 3 godzinki. Kell tez niedlugo po Billu poszła, bo jechała do centrum z rodzicami (bo nie było mnie:D) Wkoncu przypomniało mi sie ze nie pozegnałam sie z Tomem, Gustavem i Georgiem :( Wysłałam do Toma sms z pozdrowieniami dla wszytskich. Odpisał ze bardzo mu przykro ze wyjechałam i ze bedzie za mną bardzo tesknił, i nie zapomni o mnie i o tym co sie wydarzyło.
***
-a dlaczego tak wogle jedziemy do Polski??
-bo to nasza ojczyzna…i nie chcemy zebys zapomniała o tak pieknym kraju jakim jest te panstwo (lol)
-bla bla bla
-dobrze juz nic nie mowie bo i tak cie to nie interesuje, a zobaczysz jeszcze ci sie tu spodoba!!
-ale tu nie spotkam zadnego znanego zespolu tak jak w Niemczech!!
-a mozesz!!
-a np jaki??
-Hmm..blog27, czy jakos tak-wtracil sie tata
-wes przestan…jakbym je spotkała oplułabym je ;> a tak apropo z kad ty tato wiesz??
-bo widziałam je pare razy w firmie
-pracujesz w firmie fono??
-tak
-to super, a moze mnie wyprumujesz??:D
-ha myslisz ze to tak łątwo??
-nawet bardzo…jak gownie27 sie udało to ja jeszcze bede miała wiecej fanow od nich:D
-heh zartujesz sobie
-z nich zawsze ;> a jaki mamy dom??
-A sama ocenisz za kilka godzin…
-a gdzie moj pokoj??
-ustalilismy ze najlepiej ci bedzie na poddaszu
-super!!
-i masz piekny widok na Wisłe
-o dzieki bardzo, wolalabym miec widok na Loitsche
-ale nie masz, wiec zadowol sie Wisła!!
-nie dziekuje!!
-nie zaczynaj prosze!
-nie zaczynam, wy to wszytsko zaczeliscie…
Naciagnełam powtornie mp3 na uszy i postanowiłam cos zjesc. Wziełam chleb razowy i jogurt naturalny…potem wygryzłam jabłku wszytstkie wnęcznosci i wyrzuciłam za okno ;> (brutalna jestem) a potem postanowiłam sie kimnąc…
***
Stalismy w korkach. Rodzice o czyms dyskutowali, nie wiedziałam o czym bo dopiero wstałam.
-dlugo jescze??-nie uzyskałam odpowiedzi
-DŁUGO JESZCZE??-małe zdenerwowanie xP
-nie jakies 5 godzin, zalezy od sytuacji na drodze…
-narazie nie jest ciekawa
- no narazie nie jest zbyt ciekawie
Właczyłam ICQ, nie było nikogo z kim teraz mogłabym pogadac. Wygrzebałam z reklamowki jogurt. Otworzyłam i piłam. W pewnej chwili zrobił sie dostepny Bill. podskoczyłam. Połowa jogurtu wylądowała na laptopie i siedzeniu
-CHOLERA!!
-nie przeklinaj, co sie stało??
-nic
-aha to dobrze, bo myslalam ze wylalas cos
-nie no cos ty xP
Musiałam jakos usunąc jogurt z laptopa i z siedzenia. Uzyłam do tego chusteczek:D na siedzeniu bylo troszke widac, ale dupa z tym! ;> Laptom dzieki bogu był czysty.
Bill juz sie dobijał;>
-czesc kotku:* jedziesz jeszcze??
-hej:* tak, wlasnie wstałam:D
-aha ty se leniuchujesz a ja pracuje, zazdroszcze ci:*
- a ja ci:D
-czego??
-takiej dziewczyny (samoocena:D)
-heh czasem tez sobie zaazdroszcze:D tobie tez zazdroszcze
-takiego chłopaka??
-nie;> takiej urody
-ohh thanks:*
-:D tesknie za tobą:*
-ja tez
-Tom chodzi wsciekły:D
-o boze, dlaczego??
-bo sie z nim nie pozegnałas :P P
-ojeju zapomniałam, a pozatym nie było jego w domu i wysłałam mu sms
-co? to teraz ja jestem wsciekły:D
-heh…a powiedz Tomowi zeby wkoncu brał sie za Kelly
-ok, Tom mowi ze wezmie sobbie to do serca :D
-no mysle sobie:D
-musze konczyc:((
-dlaczego??;(
-wywiad do RTL a potem…Imprezka!!
-co?? beze mnie?
-no wiesz…zartowałem:D
-osz ty!!
-wiem tak jestem kochanny :D
-a co potem robisz??
-a potem spotkanie z dziewczyna..oczywiscie spotkanie wirtualne i z dziewczyna o imieniu zaczynajacym sie na L…
-przynudzasz;>
-tak sadzisz??
-tak
-to ide na impre
-zartowałam:D
-heh wiem:D
-ok to lec
-niop papapa:*
-papa:* :(
-pa kotku:*
-papa…robaczku!!
-co??
-gosieniczko moja lol:D
-nie daruje zabciu!!
-:D
-larwko
-głupku ty moj
-foch :*(( ide paps:*
-papa:* i nigdy wiecej larwko!!
-a ty robaczku, gosieniczko i głupku
-niech ci bedzie:D
-nio papa:*
-papa gosieniczko:D
***
-wstawaj!! jestesmy na miejscu!!
-co co??-brak zasiegu
-jestemy w domu
-pfff-prychnełam (jak kon) Otworzyłam oczy. Ukazał sie przede mną dosc nie wyrazny obraz tego domu, z powodu zapadniecia ciemnosci juz pare godzin temu.
Ale był wielki:D prawie taki jak ten Billa:D miał chyba ogrod.
-moze byc-jeknełam. podziwiałam go w srodku bo gdybym powiedziała to głosno mama odparla by: ”a nie mowiłam”
Weszłam do srodka. Dom robił wrazenie przytulnego, małego i daleko połozonego od terazniejszosci, ale jednak…pozory mylą. Był wielki i stał prawie w samym sercu Warszawy, przynajmniej tak powiedzieli rodzice:D Obejrzałam mieszkanie, wszytskie pokoje po kolei. Znalazłam schody (ale ze mnie odkrywca:P) Weszłam na gore. przyjemnie sie wchodziło po takich zawijanych. prawie tak fajnie jak tam w Niemczech:D-wspominałam.
Otwierałam po kolei wszystkie drzwi. Pokoj rodzicow, łazienka, jakis pokoj goscinny, a te ostatnie to pewnie do mojego krolestwa:D Duzy przestronny, biały pokoj. Nie był jescze umeblowany. Bardzo podobał mi sie dach tuz nad głową i wielkie okno. Od razu zarbarał sie za zaplanowanie wszytskiego…jakie meble…gdzie jak…
***
-Tato jedziemy po farby??-zapytałam przy sniadaniu
-tak mozemy, ale ekipa bedzie jutro z rana
-ok
-a powiedz jak pierwsza noc w tym domu??
-a nijaka…nie spałam u siebie…tylko u gosci..:D
-oj nie wyglupiaj sie…
-wcale sie nie wygłupiam…
***
hmm…chce miec czerwony pookoj!! Taki czerwony jak krew…jak czerwone roze…i na gorze i na dole taki pasek czarny, dla nastroju
-ok-tato wział z polki wsyztskie potrzebne farby i pedzle
-to szybko zaplac a ja ide do samochodu-przy kasie
-dobrze, łap kluczyki
Dopiero po 10minutach odnalazłam nasz samochod stojacy w 23 rzedzie. Nie zdazyłam jeszcze wsiasc a tata byl juz spowrotem.
-to jak teraz do meblowego??
-jasne! chce taka 3 drzwiową szafe rozsuwaną w kolorze jasnego debu…
-no i co jescze??
-czy czuje w powietrzu ironie??
-chyba tak:P
-aha nie szkodzi, a co do pytania to jescze w takim samym kolorze biorko, duze…komode i polke na tv i na ten inny sprzet i łozko:D
-oj niewiem
-TATO, naczym bede spac??
-no dobra…
-a łozko to takie…wygodne! wysoki materac koniecznie i miekki i zero rozkładania!! i duzy!!
-oj nie wiem czy podołam twoim oczekiwaniom..
-musisz…:D
-no dobra:D spooko luzz
-tato!!
-co>??
-ty masz 40 lat!!
-no i co z tego??
-ci nie wypada
-no dobra:D

Kupilismy wszystko co chciałam ;> (myslicie ze jestem rozpieszczona?? nie…poprostu sie odwdzieczam rodzicom za przeprowadzke:/)
-ja ide do samochodu, daj kluczyki i powiedz ktory rzad bo nie chce znowu obejsc całego parkingu
-11…chyba:D
-(juz wiadomo po kim odziedziczyłam te wszytskie cechy…)
Powrot do ‘domu’ był spełnieniem moich dotychczasowych marzen, bo byłam zmeczona…nie lubie ogladac mebli…. Zorientowałam sie ze sznorowka w bucie mi sie rozwiazała i ciagneła sie. Machałam nogą i patrzyłam uwaznie zeby sie nie zaczepic…w gorszym wypadku upasc ;> a tu nagle bach…!
-uwazaj jak łazisz!-ryknełam oburzona (nowa znajomosc??:D)
-sorki, ty tez uwazaj jak kroczysz…-dopiero wtedy skierowałam oczy na ..wysokiego bruneta z bialej bluzie “NIKE” i w obszernych jeansach. Zwykle bardzo interesują mnie chłopcy, ale teraz jakos mnie do nich nie ciagneło…a pozatym mam Billa ”jeszcze”
-zrobiłas to specjalnie?-zapytał z usmiechem chłopak (wygladał na 17,18lat)
-pff?? odbiło ci??
-nie, napewno zrobiłas to specjalnie…
-chciałbyś-odeszłam od tego natreta
-czekaj! moze dałabys mi na siebie namiary??
-snisz…nara booroowinko!!odeszłam czujac na sobie wzrok chlopaka, jednak gdy sie odwrociłam jego w poblizu juz nie było.

Wreszcie przyszedł tata…z pustymi rekoma…
-a gdzie meble??
-hehe-zasmiał sie tata
-myslalas ze przyniose je w reklamowkach??
-wlasnie tego se spodziewałam…
-no cos ty..jutro dowioza ciezarowka
-aha spoko,a powiedziales zeby uwazali na nie?
-tak
-to dobrze…

-pattrz na droge, a nie sie ogladasz za siebie, w bok i diabli wiedza gdzie jescze…chce zyc:D przezyc w tym miescie wiele wspanialych chwil i pozwiedzac…poznac bardziej te panstwo-czyzby budziła sie we mnie patriotka??:D
-patrze na droge!
-nie patrzysz!!
-patrze o widzisz??
-widze,..jak nie patrzysz…
-a wlasnie…
-UWAZAJ!!…
CDN…

Ważne!!
Jeżeli jeszcze ktoś chce być informowany o nowych notkach to prosze wpisać sie do ksiegi gości i podać albo adres bloga albo gg

środa, Maj 5th, 2010 Bez kategorii Komentarze są wyłączone

I to miała być niespodzianka??

~*~W poprzednim odcinku:
Połozyłam torbe przy biorku. Zeszłam na doł
-Bill bądz tak dobry i zrob mi kakao
-ok skarbie ,tez miałem na nie ochote! Rzuciłam sie na kanape i odrazu wyciagnełam komorę aby ją rozpracować do perfekcji. Ustawiłam dzwonki, wygaszacz, pulpit, budzik, powitanie itp. Dostałam po chwili kubek gorącego kakaa i sms…wiadomosc była od rodzicow…

“Hej skarbie! Jak tam nowa komórka?? Podoba sie?? Jutro będziemy już w Polsce. Mamy niespodziankę!! Pozdrów Billa. Pa”
Głosno przeczytałam sms Billowi
-o co im chodzi??
-nie mam pojecia…ale dziekuje za pozdrowienia =>
-ja tez niewiem…mam nadzieje ze to cos miłego…
Odpisałam ema o takiej tresci: “Czesc komórka jest super, bardzo wam dziekuje, nie moge sie doczekac…a i Bill dziekuje za pozdrowienia. Tez pozdrawiamy:)”
Byłam zmęczona, wiec postanowiłam połozyć sie wczesniej.

-Lill …bedziesz dziś spała ze mną??
-hmmm…Bill…
-czyli nie?-przerwał speszony
-może ty wogle masz juz mnie dość?? Nasz zwiazek wyglada bardzo sztucznie…Brakuje mi tego ciepła…
Zamknełam jego usta pocałunkiem.
-chciałam ci tylko powiedzieć…ze jestem gotowa…
-co??
-jestem pewna ze jestes tym odpowiednim!! Czuje to! Kocham Cie!
-na serio??
-no tak!!
-Ja też Cie kocham!!
Bill wyglądał jak szczesliwy bachor. Zamknął drzwi. Rzucilismy sie na łozko. Zaczał mnie całować. Zdjął ze mnie bluzke…potem z siebie…spodnie…i skonczylo sie na bieliznie…:D Byłam pewna, przekonana, że on jest tym, dla ktorego moge poswiecić utrate dziewictwa…Wszystkie ruchy były przemyslane…robił to tak delikatnie…sama przyjemnosc…kto by pomyślał, ze ja zwykła dziewczyna…poł Polka,poł Niemka zrobie to z tak sławnym i z tak wspaniałym chłopakiem jakim jest Bill…nawet o tym nie marzyłam…lecz niewiem co przyniesie nowy dzien…moze juz mu sie znudze…nie wiem…lecz chce cieszyc sie takżda chwilą…zyc przez sekunde…

Obudziłam sie o wpołdo ósmej. Byłam wtulona w ukochanego i usmiechałam sie sama do siebie. Tak pieknie wyglądał…Przypomniała mi sie nasza pierwsza wspolna noc…pocałunki i dopiero wtedy zdałam sobie sprawe jak wydoroślałam…jakim byłam wtedy dzieckiem…Jak to dobrze ze tak sie stało…że wygrałam ten cholerny konkurs i znalazłam moją drogą połowkę…Billa Kaulitza…nie Toma, czy Gustava!!
-dość wspomnień pomyślałam. Wstałam i ubrałam sie. Nałozyłam spodnie moro i czarną bluzke, na to bluze. Zeszłam na doł. Na stole leżały kanapki,a do nich dołączona karteczka “Smacznego gołąbeczki” Rozpoznałam te pismo…to ten wredny Tom => Był już w domu i zdązył wyjść?? Bardzo miło z jego strony…postarał sie => Wziełam sobie dwie, bo byłam bardzo głodna, a w dodatku tak smacznie wyglądały…
-dobre-pomyslałam z jakimś podziwem dla owego bliźniaka
Nagły sms przerwał mi posiłek. Wyciagnełam z kieszeni foniQ, przeczytałam i zabrałam sie za pisanie karteczki do Billa-musialam juz iść… “Billuś kochanie, myślałam ze razem zjemy śniadanie, ale dostałam sms od starszych, że już są w domu i chcą mnie zaraz widzieć. Nie budziłam Cie-za słodko wyglądałeś =D
Przepraszam bardzo:) Zadzwonie do Ciebie BuZioL:*
PS.Smacznego => Lilly”
Liścik połozyłam przy kanapkach i poszłam po rzeczy. Jeszcze tylko przemyłam twarz. Pocałowałam Billa, poczułam sie bardzo dziwnie…tak jakbym sie z nim żegnała…uciekała..odchodziła…Popatrzyłam jeszcze raz na jego cudne czekoladowe oczy i wybiegłam z domu porywając przy tym moj płaszcz i w locie zakładając buty ;> Z plecaka wyciągnełam lusterko i tusz i zaczełam sie malować (nie marnuje czasu) Potem błyszczykiem przeciagnełam obie wargi. Po 10 minutach stałam przed znajomą mi furtką…czułam sie niepewnie, potym co zaszło w tym domu…wolałabym zeby okazał sie nawiedzony niż…
- O Lilly jesteś już. wchodz! -mama stała rozpromieniona w drzwiach…(ah ten instynkt macierzynski;>)
-mama-krzyknełam i rzuciłam sie na mame i gorąco ją usciskałam
-tata czesc!-przywitałam także ojca.
-witaj coreczko
-jadłaś??-zapytała
-tak, przedchwilą-odparłam
-to dobrze, to sie pakój…
-co?
-to co słyszałas…jedziemy do Polski
-CO???
-no tak…idz sie pakoj bo niebedziesz miała bagażu…
- a kiedy? A co z tym??
-sprzedane…dziś wprowadzą sie tu nowi własciciele…
-o nie, nie robciemi tego! Ja tu mam przyjacioł…chłopaka na ktorym bardzo mi zależy..
-dzisiejszy rozwoj techniki pozwoli ci kontaktować sie codziennie ze znajomymi,a wyobraźnia pozwoli ci na bycie tu…
-jak to?
-myślami…=>
-zawsze wszystko musicie spieprzyć…
-idz juz na gore
- a dacie mi sie chociaż pozegnać ze wszystkimi??
-tak
- a co z psem??
-mozesz nie zadawac tylu pytan…
-odpowiedzcie mi na te i sie zamkne
- a pies ma tu bude, zostaje z nowymi włascicielami…
-wy to robicie specjalnie??
-idz na gore..
-czyli tak..-pobiegłam z płaczem do pokoju…Stały tam 3 duze pudła…spakować musiałam wszytstko…tak jak wszytsko rozmyło sie w ciagu tych kilkunastu minut…wiedziałam ze to jest za piekne zeby było prawdziwe…Zaczełam pakować. Do torby spakowałam ubrania, wszytsko sie nie zmiesciło, wiec wciskałam gdzie popadnie. Ciałem byłam przypakowaniu, duszą wogle gdzie indziej…myslalam o Billu, Kelly….Tomie i spolce…o Tokio Hotel…
Zeszłam na doł cała zapłakana..piekły mnie policzki od pełnych goryczy łez…
-już??
-tak…
-to biegnij szybko do Kell…
-wroce za pol godziny
-dobrze, tylko sie nie spoźnij…
Nałozyłam buty i kurtke i wybiegłam z domu jak spażona…Biegłam tak szybko jak tylko mogłam. Wreszcie dobiegłam…przeciez to tylko przecznica dalej..Zastukałam kałatką. Wszystko zaczeło ze mnie podskakiwac…czułam ze serce podskoczyło az do gardła…
Otworzyła Kelly. Rzuciłam sie jej w ramiona i wybuchłam płaczem
-ej Lilly co jest?? Co sie stało??
-ni nie nie moge…ja ja jade do Pol…znow zalałam sie łzami.
-ski?? Chodzi ci o Pol skę??
-wla wlasnie tak:((
-wejdz, pogadajmy!
-mam tylko pol godziny…na pozegnanie:(
-i co bedzie??
-ja nie chce tam jechac…ja chce zostac tu!!-kazda mowila o czym innym…:D
-to moze zostaniesz u mnie???
-nie, moi rodzice nigdy sie nie zgodzą…:((
-ale bedziemy dzwonic,pisac
-no jasne…codziennie
-bede tesknic
-ja tez!! a co z Billem??
-niewiem-kolejny wybuch…placzu
-nie placz…wszytsko bedzie dobrze…zobaczysz…
-nic tam nie bedzie dobrze…
-ulozy sie…
-a przyjedziesz do mnie na swieta? prawda? przyjedziesz??
-nio napewno, a jak ja nie to ty…
-dobrze…ale swieta spedzamy razem…wszystkie ferie…wakacje ok?
-no jasne:D
-to super, musze juz isc:((
-chodz przytul mnie jeszcze:) niedlugo sie spotkamy…niedlugo swieta:D
-to super:)
-to papa
-papa
Było mi bardzo ciezko rozstawać sie z tym wszytskim…wracając do domu zegnałam te uliczki…ktorymi chodziłam pare razy dziennie z przyjaciołmi…wracałam z budy…Byłam u Kell 15 minut, wiec postanowiłam ze pobiegne do parku. Na miejscu usiadłam na jednej z ławek i wtedy wrociły wspomnienia…złe…i te dobre:) Na tej ławce siedział wtedy Bill z Ashley…
-miałam tyle problemow odkąd poznałam chłopakow z TH…-pomyslałam
Z oczu poleciały 2 duze…kryształowe łzy…szczescia…
Czułam sie inaczej…chciałabym podziekować jakos Bogu…przecież nie jedna fanka marzy o takim zyciu…dopiero jak sie cos traci wiemy jak było to wazne…na codzien nie doceniamy tego…i to jest bład…nie potrafimy cieszyc sie z tego co mamy…z tego co nam daje stworca…on ma wszytsko zaplanowane…wiec moze i tam poznam kogos, kto wpłynie na moje zycie, przewracając je do gory nogami…nowa szkoła…inne obowiazki…ale mam nadzieje ze jedno sie nie zmieni…ze zostane z Billem do konca zycia…bo to moja miłosc…
-dobra dosc rozmyslen…trzeba wracac do rzeczywistosci…do domu hrrr
***
-jush jestem…
-to dobrze, gotowa?
-tak
-my tez
-ok, tato dasz mi do samochodu laptop??
-a po co ci??
-jak to po co…zanudze sie bez niego na smierc…przemycicie przez granice trupa…
-to jest argument =>
-to sie ciesze ;>

Ruszylismy w droge
-jeszcze do Billa, nie zapomnijcie…
- a tak a gdzie on mieszka??
-za laskiem, tam gdzie kiedys był ten ‘’supersam”…na tej dzielnicy bogatej…
-ahaa juz wiem
Po pieciu minutach bylismy … w sklepie…:D
-po co jeszcze do sklepu??
-a co bedziesz jadła? przed nami długa podroż!
-to pozwolcie, ze ja wybiore produkty dla siebie ;>
-dobrze, to spotykamy sie za 5 min, tutaj przy tej kasie
-spoko
Ruszyłam w pogon za chlebem razowym i jogurtami naturalnymi…i wodą fakt ze grejfrutową..ale to w koncu tez woda =>
Wziełam takze chrupki, batony, puszke coca-coli i…chusteczki. Krojone salami na chleb i ciastka…żelki, nie mogło zabraknąc takze soku grejpfrutowego i zumy do gucia (mietowej). Na umowione miejsce przyszłam…ostatnia. Rodzice mieli pełny koszyk. Czego tam nie było…Ciagle ich poganiałam zeby sie streszczali…wkoncu wsiedlismy do samochodu i pojechalismy do Billa rzecz jasna => Dojechalismy po 10 minutach. Wysiadając zrozumiałam ze to jest trudniejsze niz myslałam…Bardzo trudno jest powiedzieć ukochanej osobie ‘zegnaj’. Dopiero teraz dotarło do mnie, ze juz moge go nie zobaczyć…
-przyjedziemy tu za 20 min, masz tu juz czekac!
-ok-odparłam i pobiegłam pod drzwi…Otworzył Bill
Do oczu momentalnie napłyneły mi łzy i wybuchłam płaczem, rzuciłam sie na tego wysokiego, i jakże powolająco przystojnego chłopaka (widział to jakis paparazzi??:D)
-czesc skarbie:) Jakie gorące przywitanie!?! Stało sie coś??
-Bill, to co teraz powiem, nie bedzie ani miłe…ani przyjemne…
-cos ci jest?? mow szybko! Nie pokoje sie!
-ja ja jade…
-gdzie jedziesz??
-do Polski-nie wiedziałam jak sie zachować…jedynie co mi było potrzebne…chciałas sie czuć bezpiecznie, Bill zapewnił mi to przytulając mnie mocno…i pocieszając…
-to nie możliwe…dlaczego??a co bedzie z nami??
-niewiem dlaczego…to była ta niespodzianką..chyba…tylko wrociłam z rana do domu i juz kazali mi sie pakować…nie miałam nawet czasu by z nimi porozmawiać…
-ale nadal bedziemy razem? bo bez ciebie…
-tak, oczywiscie…przeciez….są komorki…komputery…
-bede do ciebie przyjezdzał kiedy tylko bede mogł…
-obiecujesz??
W odpowiedzi dostałam bardzo namietnego i długiego całusa
-a zapomniałem i nie miałem kiedy zapytać….nie załujesz…??
-nie!! Mieliśmy wielkie szczescie!! Ze sie spotkalismy i ze jestesmy razem!! Kocham Cie!!
-ja ciebie też!! Bardzo…tak bardzo jeszcze nie kochałem nikogo…
-ja tez:D
-ale ze mnie palant, wejdz usiądz!
-ale za 10 min przyjadą rodzice…
-aha, ale wejdz, poczekaj chwilke
-dobrze
Bill pobiegł na gore. Po chwili zbiegł trzymał cos w ręku. jakieś pudełko!!
-prosze, to dla Ciebie!
Otworzył. Był tam wielki złoty pierscionek
-oh to dla mnie? dziekuje:* Oswiadczasz mi sie?? :D
-tak, tam wyryte są nasze inicjały:D A o reke prosić Cie bede dopiero za kilka lat…musisz jeszcze poczekać:D
-na Ciebie zawsze:D
-heh aż mi sie zrobiło głupio:D A dostane buziaczka??
-oj nie wiem…małego…w policzek…-pocałowałam go i przytuliłam, nie chciało mi sie opuszczać tego uczucia…w jego ramionach zapominałam o całym swiecie…
-a to zebys nigdy o mnie nie zapomniał-zdjełam z szyi swoj naszyjnik ktorego nie zdejmowałam od wczesnego dziecinstwa…bardzo lubiłam ten medalik…sądziłam ze przynosi mi szczescie:D zdał już egzamin…poznałam moje szczescie…
-dziekuje, ja tez dam ci swoj
-dobrze, bede go nosila…
- ja tez:D
Usiadłam przy stole, bo juz bolały mnie nogi:D Bill złapał mnie za rekę i tak siedzielismy patrząc sobie w oczy przez nastepne 3 minuty… Wyciagnełam z kieszeniu komore i zobaczyłam ile zostało mi czasu…
-za 3 minuty bedą rodzice:(
-o nie to straszne…są tacy punktualni?
-no:(
Usiadłam Billowi na kolanach i zaczeliśmy sie całować. Bardzo spontanicznie:D
Usłyszałam głosny i donosny dzwiek klaksonu, ale nie przerwaliśmy… Drugi, a potem trzeci…
-dobra musze isc:((
-wyslij mi w sms adres
-ok! przyjedziesz do mnie na ferie swiateczne??
-postaram sie!
-dzieki:* Kocham Cie!! Masz nie flirtować:D
-ja też!! jak sobie pani życzy! Ty też masz trzymać sie z daleka od chłopaków!!
-no ale moge z nimi porozmawiać, gdyby co??
-tak ale chodzi mi o bliższe zapoznawanie:D
-aha no oczywiscie:D mi tez o to chodzi:D
-no to papa:*
-pa*
Pocałowałam go jeszcze raz, ale tym razem krotko i wybiegłam jak opażona. Już zamykałam drzwi, tato już zapalił samochod a tu jakze donosny i czysty głos Billa…Biegł w naszym kierunku…CDN

~*~W nastepnym odcinku:
-co Bill chciał…
-co zaplanowali rodzice…
-gdzie bede mieszkać…
-czy spodoba sie jej nowe zycie…
-jaką Lilly zaliczy już wpadke…

Skomentuj!
Komentarze [1115>

Thema: Rozdział 22-Kąpiel
24 lipca 2006
Hej słonca:* Wreszcie znalazłam czas i odrobinę checi na napisanie noci:) Notka jest…hm…długa:D Bardzo długo mi to zajeło:D Wypiłam przy niej 2 wielkie kubki kakaa:D Pozdrawiam Salwi ktora tak jak ja bardzo lubi kakao=> I pije je tak jak ja…przez słomke Wiec nastepne przymulanie na ekranie…nastepna notka bedzie wreszcie o czyms ciekawym…moim zdaniem…dobra nie zamulam czytajcie bo juz chce mi sie spac!! Notke pisze rowno 3 godziny, bo tyle rozmawialam z Salwi….sama Salwi swiadkiem => Pozdrawiam:* Caluski i przepraszam ze tak długo nie było notencji, ktorą obeicywałam dla Sylwi al jakos tak wyszlo:D Zycze miłych wakacji:D Refleks….:D

~*~W poprzednim odcinku:
Znow obudzona przez koszmar wyleciałam z łozka. Nie pamietałam snu…Nie chciałam do niego wracac…spojrzałam w okno by zapomniec, słyszałam gdzies ze to skutkuje… Zasnąc juz nie mogłam. Pomyslałam moze Tom nie spi…lub Bill ale teraz wolalabym wskoczyc do lozka Toma i mu sie wyzalic, przytulic… on doradziłby cos…nie zawsze jest smieszny…czasem umie zachowac powage… Znalazłam jakies klapki. Zapewne były Billa ;> Wyszłam z pokoju. Szłam do blizniakow. Przy drzwiach usłyszałam szepty…Wiem ze to nie ładnie, ale podsłuchiwałam ich. To co usłyszałam bardzo mnie zdziwiło…tak jak to…ze nie spali…

Przyblizyłam ucho do drzwi i po prostu …ich podsłuchiwałam =D
-(…) z nią czuje
-jak to źle?
-nie chodzi mi o to!! Poprostu nie jest tak jak było kiedyś…
-czyli jak??-ah ten niekumaty Tom, ale jakze przystojny :D
-brakuje czegos…tego co łączy zwiazek, przybliza…
-aha…to napraw to:D
-jak??
-heh tego to ja juz nie wiem…porozmawiajcie?!?
-sprubuje….dobra chodz idziem cos zjesc
-o jacie-szepnełam
Przestraszyłam sie…jeszcze chwila a nakryją mnie na podsluchiwaniu…pobbiegłam szybko do pokoju. Chyba cos zobaczyli…a moze nie? Wskoczyłam do łozka. Nie chcialo mi sie ani spac, ani lezec, wiec po chwili zeszłam na doł:P
-o witaj krolewno co tak wczesnie??
-siemka chłopaki…jak sie spalo??
-dobrze sie spi ze swiadomoscią ze najdrozsza ci osoba spi w drugim pokoju:P
-heh to dobrze =>
-czekałem na ranek całą noc, tylko dlatego zeby z rana zobaczyc…Ciebie
-oh jakis ty sie zrobil romantyczny… :D
-dla ciebie wszystko:D
-to zmien wizerunek
-yy…
-zartowałam głuptasie :P Podobasz mi sie taki jaki jestes :P ale chcialam cie sprawdzic =>
-to dobrze ;> to ty idz do fryzjera i sie zetnij tak jak ja
-dobra
-zartowałem:D
-ja teez:D
-co to mialo znaczyc? nie chcesz sie sciac tak jak ja?
-oczywiscie ze nie…
-foch….oburzenie
-zartowałam:D Nie chce byc kopią kilku milionow dziewczyn i kilku chłopcow :P Bo i tak nie bede Billem Kaulitzem:P
-swieta racja!! Dobrze gadasz:P
-a ja jeszcze nie widziałem dziewczyny ktora ma dredy:( -pozalił sie Tom. Wszyscy zaczelismy sie smiac
- a wracając do tematu jak sie Tobie Lillus spało??
-Oj nie za dobrze, od jakiegos czasu dreczął mnie koszmary…
-a co ci sie snilo?
-no zebym ja wiedziala:D nie pamietam:( :D
-aha
Podeszłam do Billa i usiadłam mu na kolanach. Objął mnie a ja polozyłam głowe na jego ramieniu zastanawiajac sie dlaczego nie zrobiłam tak wczesniej i ze stalam jak jakas durna przed ta całą gatke. Z braku głowy i nadmiaru problemow zaczelam bic sie po łepetynie.
-Lilly co ci jest?-Bill
Tom odrazu chwycił za telefon, chcial chyba wykrecac numer pogotowia ale tego psychiatrycznego =P
-ej nic mi nie jest…ja….mysle =>
- o czym?-odkładając telefon
-hyymm….co zjesc na sniadanie:D
-i co wyszlo ci z tej mieszanki??
-jajecznica:D (czytajcie to tak jakbyscie czytali jakis wiersz na jez. polskim => )
-dobra ja tez chce-Bill
-no to zabieram sie do pracy ;>-Tom
-arcydanie na sniadanie-krzyknelam z lolem na twarzy(usmiech:D)
Tom zajzał do lodowki. Wyciagnął z niej 5 jajek (bo tyle było) bekon,ser i mleko
-dzis bedą jajka z serem na bekonie:D a potem kakao:D
-oo pysznosci…jak tylko nie przypalisz…;>
-ha ha ha bardzo smieszne…-pełen ironi Tom
-raz sie zdarzyło a ty mi Bill bedziesz to wypominał do konca zycia…
-a jak…dopoki sie nie ozensz =>
-czyli do konca:D
-jeszcze sie zobaczy…
Po zjedzeniu pysznej jajecznicy i wypiciu pyysznego kakaa Bill poszedł sie kąpac a ja z Tomem poslzismy na gore. Po 5 minutach uslyszałam jakze donosne ‘wycie’ Billa. Podeszłam do łazienki
-czego?-rzuciłam
-Lill chodz tutaj!!
-?!? snisz….
-ale ja mam cos na plecach….cos tu łazi-skomlał
-?!?
-piana jest…duzooo !
-no dobra, patrz zeby to ‘cos’ było wielkie bo jak…hrr
Weszłam. Bill kąpał sie w wielkiej wannie. Piana była 2 metry nad wanną. Bill wygladał w niej jak mrowka…=>
-no i gdzie to jest?
-na plecach
Podeszłam do nieo i zaczełam szukac ”tego czegos”
-nic tu nie ma :/-wybełkotałam
-wiem => -nie zorientowałam sie kiey Bill mnie chwycił i wciagnał do wanny
-ej bałwanie!!!!!! Ukatrupie!! hRRR a jak tu gorąco!!-darłam sie
Woda sie wylewała
-sama chcialas!!
-ale nie do takiej gorącej…aj wcale nie chcialam heh
-sama sie przyznalas!
-hyh…
-no wlasnie:D
Objął mnie i zaczął całować…Odwzajemniłam pocałunek, po chwili juz lezelismy na sobie. Przyznam, swietnie to zaplanował:D Było swietnie. Chwycił w reke ‘garsc’ piany i zaczał mnie obrzucac. Ja oburzona i na niby fochnieta zrobiłam to samo:D Po wojnie lazienka wygladała jak…no coz…jak po wojnie:P Wszedzie było mokre…piana opanowała wszytsko… Gdzie jej nie było… nie było takiego miejsca ;> Bill naszczescie był w bokserkach. Znowu zaczelismy sie całowac. Objełam go mocno za szyje zeby nie stracic tej chwili…zeby nie znikła tak jak piana…nie pekła jak banka mydlana…lecz tak stac sie musiało….

Po tej ‘kąpieli” moje ubrania były mokre. Nałozyłam bluzke Billa i spodnie => Wyglądałam idiotycznie…Bill wygladał ich o niebo lepiej:P Powiesili moje ubrania na kaloryferze i szykowali cos do jedzenia. Bill byl w lepszymhumorze podspiewywał sobie freunde bleiben. A ja ze zwieszoną miną i ze spadającymi spodniami…
-a zdawało sie takie małe-pomyslalam
Majtki i stanik tazke miałam przemoczony, ale one zostały na swoim miejscu:P Gdy tylko wyschły moje ciuchy pojechałam z blizniakami do mojego domu. Wziełam kilka ciuszkow, bo Bill zaproponował mi zebym spała u nich do poniedzialku, bo ich starsza poejchała w delegacji. Zgodziłam sie, bo nie miałam wyjscia…bałam sie. Wziełam pieniadze
-pojedziemy do centrum, ok?
-jak sobie zyczysz-puscił oko Tom
-fajnie, chce kupic sobie jakas bluzke i spodniczke-zatrzepotałam rzesami
Spakowałam do plecaka potrzene rzeczy. Wygrzebałam swoją karte do telefonu i postanowiłam zadzwonic do taty. Bill urzyczył mi komorke. Przełozyłam karty i zatelefonowałam do starszego. właczylam na głosny
-pi….pi….pi…..halo
-yyy czesc tato
-czesc co z tobą sie dzieje?? nie moglismy sie dodzwonic do ciebie na komorke, domowego nie odbierałas…
-spokojni wszytsko jest po kontrolą ;> komorka mi sie…rozpier…rozwaliła ;> a ja bylam w …szkole i u blizniakow :D
-aha a gdzie teraz jestes??
-yyy…a gdzie mam byc??
- w szkole…
-yyy no tak, bo jestem:D na przerwie:D-skłamałam
-a jakos tak…cicho…
-a..widzisz:D bo jestem na podworku, tak na podworku, za szkołą…tam nikt nie chodzi, tak tam nikogo nie ma…tylko Bill z Tomem:O hehe:D -zaglebialam sie w kłamstwo sama siebie wkopując w to gowno! Prawie jak gowno 27 hehe :D
Bill z Tomem turlali sie po podłodze ze smiechu, zapewne lali w majtki przez to co mowilam…i jak wyglądałam:D
-ej tato, wlasnie….telefon mi sie ro….roozwalił:D
- a co sie stało?
-eghmm upadł…na kamien…tak na kamien..ostry kamien…tak na serio ostry i tak upadł ze juz nie zdołałam go podniesc, z braku 5 dodatkowych rąk:P hhe tak upadł ze juz nie wstał…
Chłopacy mieli juz pełne gacie
-oj coreczko…cos nie umiesz kłamać…
-co? ojej….
-mow co sie naprawde stało albo ty upadniesz i juz nie wstaniesz….
-hehe…. no bo wiesz…zdenerwowałam sie i…
-dobrze, wiem rozumiem…nie musisz dokanczac…
-i o sciane tak o wiesz…mocno-ale i tak dokonczylam =>
-moze przyjedziemy z mamą juz do Niemiec?-zapytał ironicznie
-nie ma potrzeby naprawde.. tylko kaska na kome załatwisz??
-oj dobra zalezy ile?
-hyh…2 000 polskich….:/
-co??
-ale na taką naprawde dobrą:D Juz wypatrzyłam, mam na oku sony ericson w 800i
-hmm…no nie wiem..
-plosie
-nie
-co?????
-nie
-no wes….
-zartowałem:D sprzedane:D
-jejej dzieki:*
-ale zmywasz jak przyjedziemy
-dobra….CO????
-no za 2 000 …
-no dobra….(i tak nie bede zmywac-pomyslalam)
-no to zaraz bedziesz miala pieniadze na koncie
-dzieki tatus jestes wielki
-bo pije mleko
-heh pap a keidy wracacie?
-w poniedzialek
-ok papa caluski
-pa curus pozdrowienia ode mnie i od mamy
-nom ja tez caluje pa
nacisnełam czerwoną słuchawkę
-TAK!!-krzyknełam i skoczyłam do gory
-ale twoj ojciec jest super-przyznał Bill
-nom wiem, gorzej z mamą…
-to gdzie idziem??
-do banku!!:D
Pojechalismy do banku w ktorym mialam odebrac przelew. Pobrałam te 2 tysiace i pojechalismy do salonu ERY. Załatwiłam tam wszytsko. Podpisałam umowe. Siedzielismy tam chyba z 2 godziny. Nikt sie nie spieszył
Wyszłam z moim pieknym pomaranczowym telefonikiem
-faktycznie jest super!
-wiem, wypatrzyłam go niedawno:D
-to jescze mam 200E super:D Jedziem na zakupy i załaduje konto;D

W centrum:
-to gdzie?
-najpierw do H&M
-ok
Kupiłam tam bluzke ale raczej taką sportową i torebke. W drogerii kilka bransoletek i kolczyki. Do nike zaszlismy po frotki. Kupiłam 2 rodzaje. Małe 2 czarne i 2 duze granatowe . Jescze zachodzilismy do roznych butikow. Do Empiku. Wypatrzyłam tam polską gazete i kilka słowackich. Na okładkach oczywiscie nie kto inny jak TOKIO HOTEL :D Zaszlam jescze do kilku sklepow odziezowych i kupilam czarną bluzke na grubych ramiączkach z aksamitu. Na przedniej stronie było Angel a na tylej Fallen i sprzedawczyni powiedziala ze bede musiala sie witac tylem zeby zobaczyli ze jestem upadłym aniolem :P

Do domu wrocilismy po 18. Było juz ciemno. Jesczze wczesniej zajechalismy do mnie zostawic to wszystko co nakupilismy w centrum. Byłam zadowolona z tych wsyztskich nabytych rzeczy. Zostały mi resztki z tych 2 000
-nasteonym razem poprosze o 3 000 -pomyslalam.
Połozyłam torbe przy biorku. Zeszłam na doł
-Bill bądz tak dobry i zrob mi kakao
-ok skarbie ,tez miałem na nie ochote! Rzuciłam sie na kanape i odrazu wyciagnełam komorę aby ją rozpracować do perfekcji. Ustawiłam dzwonki, wygaszacz, pulpit, budzik, powitanie itp. Dostałam po chwili kubek gorącego kakaa i sms…wiadomosc była od rodzicow…CDN….

W nastepnym odcinku:
-tresc sms
-’niespodzianka’
-co sie stanie z Lill
-Czy rodzice mowią na powaznie…

poniedziałek, Kwiecień 26th, 2010 Bez kategorii Komentarze są wyłączone
Wrzesień 2010
P W Ś C P S N
« cze    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930