Archive for Marzec 25th, 2010
On z nią?
Hej:* niespodzianka => znalazłam troche czasu na napisanie noci:)) Dluga no nie:D Przy muzyce naprawde lepiej idzie=>> Cio tam sluchac?? ja w poniedzialek mialam urodzinki ale nic specjalnego sie nie wydarzylo xP Nocie przewiduje na za tydzien
moze wczesniej, moze pozniej:)) Nie wiem jakie plany bedą xP A jak tam mijają wam wakacje?? No koncze bo nie mam co ciekawego pisac! A jeszcze jedno! Dziękuję wszytskim wiernym czytelnikom:)) Nie bede konczyc pisac dla was!! Pozdrawiam Agatke Andzie Ule Natalke i zycze wszystkim udanych wakacji:)) A i tak zastanawiam sie czy byscie nie chcieli moje foto:P Jak cos to pisać w komciu xP PozdrOO
~*W poprzednim odcinku:
Znowu sms
Odebrałam i doznałam szoku termicznego…. Przeczytałam 3 razy tą samą wiadomość. W oczach miałam łzy. Rozkleiłam sie na dobre. Zaczełam płakać, rzuciałam komorką, rozpadła sie na tysiąc czesci. Wziełam z szafy kurtkę i wyrwałam jak z procy. Ubrałam sie i na wychodnym krzyknełam
-ide do Kell zapomniałam czegos, zaraz bede…-musiałam cos wymyslic, nie powiedziałabym, ze nie mam gdzie isc…
Treść sms:…
Treść sms: “Moje uczucie do Ciebie wygasło…Juz Cię nie kocham i chce zebys o mnie tez zapomniała… Nie spotykajmy się już…nie dzwon, nie pisz…Nie kocham Cie…wybacz mi…”
-Jak to przecież…to co mi powtarzał ciagle…kłamał? To czemu był zazdrosny? nie wierze mu…ja go kocham…-biłam sie z myslami. Biegłam szybko, padał deszcz, było zimno…Potknełam sie, upadłam. Lezałam jak dluga na trawniku, moje ubranie było przemoczone i brudne, rozbiłam łokcie. Zaszłam do kiosku. Kupiłam zapalniczkę. Skierowałam sie w strone parku. Tam usiadłam. Wyciagnelam z kieszeni zapalniczkę.
-kurwa jak boli-darłam sie. Zaczełam przepalać nadgarstek ogniem (nigdy tego nie probujcie!)
Potem czułam tylko ulgę. Reke miałam osmaloną i gorącą. Wyciagnełam ją przed siebie zeby ją ochłodzic deszczem. Zaczełam sie zastanawiać jak mozna znienawidzić osobę ktora sie tak kochało-i nadal kocha w tak krotkim czasie?!? Czułam mieszane uczucia…starch, gniew, smutek, tesknota… W jednej chwili uswiadomilam ze to jest koniec…przeciez on sie ze mną pozegnal…powiedzial ‘zegnaj’ jak dobrze pamietam…Nie potrafiłam sobie poradzić z bezczynnoscią. Wstałam i z takim impentem rzucilam zapalniczką ze az ‘wybuchła’. Pobiegłam do Kell-tylko w niej znajde teraz wsparcie…
Zapukałam kołatką w mosięzne drzwi. W nich ukazała sie mama Kell
-dzie…dobrywieczor, przepraszam za najscie…jest Kelly??
-tak jest, wejdz
-dziekuje
Pani Rachel zaprowadzila mnie do pokoju corki, zapytala czy chce cos do picia, pomachałam przecząco głową, poczym odeszła. kell przyszła po chwili.
-Czesc-krzyknela radosnie, szybko jej mina zrzedła.
-co jest kochanie? nie płacz ! Niewazne co to jest nie jest warte ani jednej twojej łzy!
-Bill…nie jest wart?
-co? chodzi o Billa?? co jest?
-zerwał ze mną-rzuciłam sie w ramiona przyjaciolce i wybuchłam płaczem
-jak?
-napisał mi sms
-nie płacz…wszytsko bedzie ok
-co?? On mnie nie kocha!! A ja nie moge bez niego żyć…:((
-wiem…ale to nie mozliwe ze sie tak szybko odkochał…ktos musiał go do tego namowic…lub cos innego sie wydarzylo o czym my nie wiemy…nie placz
-niewiem…ale ja juz musze isc…rodzice bedą sie martwic i musze to wszytsko przemyslec…
-odprowadzic cie?
-nie, dam sobie rade…
-napewno??
-jasne-wymuszony usmiech
-ok, jak chcesz
-przyjdziesz jutro do mnie??
-tak, napewno
-dzikei-przytulilysmy sie, odprowadziła mnie do wyjscia
-jestem-krzyknelam bez zadnego entuzjazmu i szybko pobiegłam do pokoju zeby rodzice nie zdazyli mnie ‘zaatakowac’ . Udało sie. Nie miałam wiecej sily…Zasnełam..z nadzieją ze jutro sie nie obudze…
***
A jednak…obudziłam sie…przeklinam dzien w ktorym sie urodzilam…Patrze na zegarek…cholera 3 nad ranem :/
Jeszcze było ciemno.Postarałam sie włączyc kome. Klapka wisiała na ostatnim wlosku =>>
-musze sobie kupic nowy telefon-pomyslalam, ale jeszcze na ostatku ten działał. Dwie wiadomosci…jedna od Kelly druga od…Billa. Wiadomosci jeszcze ze wczoraj…
1 tresc: Sorry Lilluś ale nie moge jutro do Ciebie przyjsc…jade z rodzicami do babci:/ musze :/
(przykro mi ..
2 tresc: Mam nadzieje ze szybko o mnie zapomnisz, ale nie mysl sobie ze nic dla mnie nie znaczylas…
Znowu sie rozbeczałam i wkoncu zasnelam…w bolu…
Tym razem obudziła mnie mama
-coreczko wstawaj
-cholera!! czego???
-nie unos sie tak…jedziemy z tatem do Polski, w poniedzialek bedziemy
-dobra jedz!
-tylko nie zapomnij o szkole
-dobra nara-po cichu (bylam strasznie zdenerwowana)
-a po co tam jedziecie??
-a zalatwic sprawy…niespodzianka
-aha to czesc tylko zostawcie mi pieniadze…=>
-dobrze, bedą w kuchni
-dobra pa
-no pa
Mama mnie ucałowała :/ pozegnalam sie z tatą i pojechali…Po godzinie wylegiwania sie poszłam do pokoju Mary (jeszcze nic tam nie ruszano) Zaglądnełam do jej plecaka. W najmniejszej przegrodce znalazłam w małej torebeczce zioła i lófkę. Zeszłam na doł. Moje nerwz puscilz… Wyieam y barzku najmocniejszy alkohol i zaczełam pic…z gwinta. Gdy juz mi sie wkrecilo w glowie mysli mialam nieczyste siegnełam po torebeczke…zaczełam brac….pobiegłamdo wc. Zwymiotowałam. w torebeczce były jeszcze 2 kolorowe cukierki…
-jak niewinnie wygladają-powiedzialam pol przytomna. Wsadziłam do geby…były bez smaku…dopiero pozniej skapowałam sie ze to pewnie ecstasy… polozylam sie na kanape i siegnełam po pilot…nie mogłam go dostac…Cała sie trzesłam…w głowie mialam cos czego nie da sie opisac…straciłam nad sobą kontrole….
Otworzyłam oczy…ciemnosc….nie kontaktowałam, ruszyc sie takze nie dałam rady…został mi sen…
-Lilly!! Lilly!! Obudz sie!!-zbudził mnie znajomy glos, ktos mnie natarczywie szturchał. Otworzyłam oczy…
-musze do wc-pisnełam nie zwracając uwagi na postac stojącą nade mną
Wziął mnie za reke i optoczyła za swoją szyje. Doczłapalismy sie do kibla. Otworzyłam i z impentem bleeee…. Zwymiotowałam. Spusciłam wode i umyłam rece, przepłukałam buzie. Ledwie stałam na nogach
-CO?? To Ty??
-Tak, chciałem porozmawiać…
-o czym?
-co ci sie stalo?
-a nic takiego, to wszytsko przez…
-przez Billa? -dokonczyl
-yyy..nie przez to ze wyjechali rodzice-skłamałam
-ta jasne patrz bo uwierze…
-no dobra, moze Bill ma cos wspolnego, ale to prze ze mnie….:((
-prosze cie, nie zrzucaj winy na siebie…ale co sie tak naprawde zdarzyło?? Bill chodzi od wczoraj struty, nic nie chce robic, nic nie mowi, nie je, ciagle sie czepia, wiec pomyslalem ze ty cos wiesz…
-tak…chyba tak..Tom, chodzmy do salonu
-ok
-chcesz wiedziec o co chodzi??
-no jasne
Wziełam komorke i rzuciłam Tomowi
-czytaj sms
-ee
-nie krepuj sie…
Po przeczytaniu Tom otworzył szeroko jape
-on tak ci napisał??
-jak widzisz…:((
-to nie prawda, ze cie nie kocha! miejsca nie moze sobie od wczoraj znalezc…
-mozesz mi dac komorkę?
-tak jasne
Wyciagnełam reke siegając po telefon
-ej….a co to jest :/??
-hmm..wiesz….
-co ty sobie do cholery zrobiłas??
-wiesz, to tylko tak…
Dotknął rany
-Ałaa!!
-sory, czym to zrobilas??
-…
-no czym??
-yy…zapalniczką…
-ty jestes chora?? Chodz musicie porozmawiać!! Wyjaśnic wszytsko sobie!!
-NIE!
-nie pozwole zebys sie ranila przez tego downa!!
-co mnie to obchodzi?? Ide spać ! A jaki dzis dzien?? Ktory dzis??-miałam ostrego kaca
-dzis chyba sobota..
-co?? przespałam 1 cały dzien…
-duzo pilas??
Pkazałam na stolik gdzie stały dwie puste litrowki czystej jedna po koniaku, winie i tequili.
-ulala i do tego cpalas??
-troche…:)
-co ty bys beze mnie zrobila??
-niewiem =>
-widac ze kochasz Billa całym sercem…
-co to ma za znaczenie jak on juz mnie nie?!?
-no co ty. Wmowił ci to zeby było ci latwiej, pewnie o com mu chodzi…-ale i tak nigdzie nie ide!! Zrobimy jeszcze po kieliszku??
-co ty bredzisz, chodz sie polozysz…
Wział mnie na rece i zaniosl do mojego pokoju. Polozył do lozka i pocalował w policzek
-Tom…
-tak?
-ja pamietam…
-ci… -przyłozył mi palec do ust
-ja tez, ale to moj brat
-ale ja juz dla niego nic nie znacze…
-nie napewno tak nie jest, wierz mi..
-naprawde??
-tak
-to zrobmy to!!
-co?!?
Idz spać… przyjde jutro…tylko juz nic nie bierz…
-dobra nara jak nie chcesz to spadowa
odwrociłam sie na drugi bok . Nie mogłam zasnąc to wziełam tabletki od bolu głowy i nasenne.
***
Otworzyłam oczy…znajdowałam sie na bardzo znanej mi polanie. Ptaki swiergotały. Spojrzałam przed siebie. Znow doznałam szoku…Bill całował sie z…. Kell! Siedzieli tam, gdzie ja z Billem na pierwszej randce…
-BILL!! KELL!!-krzyknełam budząc sie z wrzaskiem. Cała byłam oblana potem…przestraszona…
-Kelly z nim?? a jak to prawda??-myslalam głosno. Przeciez pojechała do babci…nie mogła do mnie przyjsc…a jak ona sie potajemnie z nim spotyka??
( Spoglądnełam na zegarek…11.15
-Uhuuhu to sobie pospałam…
Sciskał mnie brzuch z głodu a glowa od trunkow…Zeszłam na doł i zrobiłam sobie nalesniki z sosem klonowym (było juz wszytsko przyszykowane przez mame) Przy okazji wysypałam cukier i zbiłam w salonie wazon ze sztucznymi kwiatami. Postanowiłam ze zadzwonie do Kell…
-pi pi pi pi-nie odbierała
telefon do Billa z zastrzezonego oczywiscie=>
Nie odbierał…na mysl zaczeło mi sie nasuwac-a jak spedzili ze sobą noc? ja nie chciałam to oni to wykorzystali… Znowu rzuciłam komorą(=>) trafiłam w zegar nascienny ktory spadł z wielkim hukiem. Zdemolowałam mieszkanie doszczetnie…
Zeszłam na dol do lazienki. Złapałam za zyletke zaczełam kaleczyc prawą reke bo na lewej nie mialam juz miejsca.. 2 płynne ruchy i krew lała sie strumieniem. Potok krwi zlewał sie u ujsciu z moimi łzami, ktore wypalaly moje serce… Usłyszałam pukanie do drzwi. Nawet sie nie ruszyłam. Drzwi skrzypnely-czyli ktos wszedl… przestraszylam sie troche…Otworzył drzwi za ktorymi siedziałam ja trzymając sie za reke. Stał w nich zdezorientowany Tom!
-o matko-szepnął Szybko wziął mnie na rece i gdzies niosl xP
-Tom pomoz mi umrzec w spokoju…zostaw mnie!!
-nie pozwole!! Gdzie masz bandaze??
Polozył mnie na kanapie. zdjął ‘bluzke’ => i przyłozył do mojej reki
-downie pobruidzisz!!
-no i dupa ;>
-trzymaj ide po bandaz
-w kuchni na polce chyba….
-ok jest-krzyknąl. Wrocił i opatrzył mi reke. Najpierw przemył wodą utlenioną pozniej zabandazował. ale wczesniej przykładał chusteczki zeby zatamowac
-Tom?? Czemui?? wolalam…
-nic nie wolalas, dobrze ze przyszlem na czas:D popelnienie samobojstwa to tchorzostwo…
-moje serce popelnilo juz samobojstwo, teraz czas na mnie…
-wcale nie!! Wiem o co chodzilo Billowi!! Gadałem z nim…
-tak? i co?
-poczekaj powiem ci tylko zmyję te plamy w lazience i korytarzu…
-nie trzeba…
-trzeba-poszedl i rzeczywiscie umyl:D Posprzątał rozsypany cukier. Wytarł wode i zamiotł pozostałosci po wazonie
-jestes prawdziwym przyjacielem=>>
-wiem =D bedzie ci to potrzebne, gdy uslyszysz co Bill ma do powiedzenia…
-on tu przyjdzie?!?
-nie, nagrałem to co mowil gdy zapytałem dlaczego zerwał z tobą
-to super!! puszczaj
-to słuchaj
Tom włączył tasme z nagraniem
CDN =>>
~*W nastepnym odcinku:
-o to tak naprawde chodzi Billowi
-do kogo zadzwoni Lilly
-kto zadzwoni do Lill
Dzisiejsza notka jest podwojna, w zeszycie mialam dwa oddzielne:)) Ale krotka wydawala sie to połączyła, jesli pod tą nocią bedzie duzo komci to znowu polącze, jesli nie, bedzie krotsza o 3 kartki xP Uwielbiam szantazowac xP Sorki ale mi duzą przyjemnosc robią mile i wiele komciow od czytelnikow xP Pozdro:** =>
