Archive for Kwiecień, 2010

I to miała być niespodzianka??

~*~W poprzednim odcinku:
Połozyłam torbe przy biorku. Zeszłam na doł
-Bill bądz tak dobry i zrob mi kakao
-ok skarbie ,tez miałem na nie ochote! Rzuciłam sie na kanape i odrazu wyciagnełam komorę aby ją rozpracować do perfekcji. Ustawiłam dzwonki, wygaszacz, pulpit, budzik, powitanie itp. Dostałam po chwili kubek gorącego kakaa i sms…wiadomosc była od rodzicow…

“Hej skarbie! Jak tam nowa komórka?? Podoba sie?? Jutro będziemy już w Polsce. Mamy niespodziankę!! Pozdrów Billa. Pa”
Głosno przeczytałam sms Billowi
-o co im chodzi??
-nie mam pojecia…ale dziekuje za pozdrowienia =>
-ja tez niewiem…mam nadzieje ze to cos miłego…
Odpisałam ema o takiej tresci: “Czesc komórka jest super, bardzo wam dziekuje, nie moge sie doczekac…a i Bill dziekuje za pozdrowienia. Tez pozdrawiamy:)”
Byłam zmęczona, wiec postanowiłam połozyć sie wczesniej.

-Lill …bedziesz dziś spała ze mną??
-hmmm…Bill…
-czyli nie?-przerwał speszony
-może ty wogle masz juz mnie dość?? Nasz zwiazek wyglada bardzo sztucznie…Brakuje mi tego ciepła…
Zamknełam jego usta pocałunkiem.
-chciałam ci tylko powiedzieć…ze jestem gotowa…
-co??
-jestem pewna ze jestes tym odpowiednim!! Czuje to! Kocham Cie!
-na serio??
-no tak!!
-Ja też Cie kocham!!
Bill wyglądał jak szczesliwy bachor. Zamknął drzwi. Rzucilismy sie na łozko. Zaczał mnie całować. Zdjął ze mnie bluzke…potem z siebie…spodnie…i skonczylo sie na bieliznie…:D Byłam pewna, przekonana, że on jest tym, dla ktorego moge poswiecić utrate dziewictwa…Wszystkie ruchy były przemyslane…robił to tak delikatnie…sama przyjemnosc…kto by pomyślał, ze ja zwykła dziewczyna…poł Polka,poł Niemka zrobie to z tak sławnym i z tak wspaniałym chłopakiem jakim jest Bill…nawet o tym nie marzyłam…lecz niewiem co przyniesie nowy dzien…moze juz mu sie znudze…nie wiem…lecz chce cieszyc sie takżda chwilą…zyc przez sekunde…

Obudziłam sie o wpołdo ósmej. Byłam wtulona w ukochanego i usmiechałam sie sama do siebie. Tak pieknie wyglądał…Przypomniała mi sie nasza pierwsza wspolna noc…pocałunki i dopiero wtedy zdałam sobie sprawe jak wydoroślałam…jakim byłam wtedy dzieckiem…Jak to dobrze ze tak sie stało…że wygrałam ten cholerny konkurs i znalazłam moją drogą połowkę…Billa Kaulitza…nie Toma, czy Gustava!!
-dość wspomnień pomyślałam. Wstałam i ubrałam sie. Nałozyłam spodnie moro i czarną bluzke, na to bluze. Zeszłam na doł. Na stole leżały kanapki,a do nich dołączona karteczka “Smacznego gołąbeczki” Rozpoznałam te pismo…to ten wredny Tom => Był już w domu i zdązył wyjść?? Bardzo miło z jego strony…postarał sie => Wziełam sobie dwie, bo byłam bardzo głodna, a w dodatku tak smacznie wyglądały…
-dobre-pomyslałam z jakimś podziwem dla owego bliźniaka
Nagły sms przerwał mi posiłek. Wyciagnełam z kieszeni foniQ, przeczytałam i zabrałam sie za pisanie karteczki do Billa-musialam juz iść… “Billuś kochanie, myślałam ze razem zjemy śniadanie, ale dostałam sms od starszych, że już są w domu i chcą mnie zaraz widzieć. Nie budziłam Cie-za słodko wyglądałeś =D
Przepraszam bardzo:) Zadzwonie do Ciebie BuZioL:*
PS.Smacznego => Lilly”
Liścik połozyłam przy kanapkach i poszłam po rzeczy. Jeszcze tylko przemyłam twarz. Pocałowałam Billa, poczułam sie bardzo dziwnie…tak jakbym sie z nim żegnała…uciekała..odchodziła…Popatrzyłam jeszcze raz na jego cudne czekoladowe oczy i wybiegłam z domu porywając przy tym moj płaszcz i w locie zakładając buty ;> Z plecaka wyciągnełam lusterko i tusz i zaczełam sie malować (nie marnuje czasu) Potem błyszczykiem przeciagnełam obie wargi. Po 10 minutach stałam przed znajomą mi furtką…czułam sie niepewnie, potym co zaszło w tym domu…wolałabym zeby okazał sie nawiedzony niż…
- O Lilly jesteś już. wchodz! -mama stała rozpromieniona w drzwiach…(ah ten instynkt macierzynski;>)
-mama-krzyknełam i rzuciłam sie na mame i gorąco ją usciskałam
-tata czesc!-przywitałam także ojca.
-witaj coreczko
-jadłaś??-zapytała
-tak, przedchwilą-odparłam
-to dobrze, to sie pakój…
-co?
-to co słyszałas…jedziemy do Polski
-CO???
-no tak…idz sie pakoj bo niebedziesz miała bagażu…
- a kiedy? A co z tym??
-sprzedane…dziś wprowadzą sie tu nowi własciciele…
-o nie, nie robciemi tego! Ja tu mam przyjacioł…chłopaka na ktorym bardzo mi zależy..
-dzisiejszy rozwoj techniki pozwoli ci kontaktować sie codziennie ze znajomymi,a wyobraźnia pozwoli ci na bycie tu…
-jak to?
-myślami…=>
-zawsze wszystko musicie spieprzyć…
-idz juz na gore
- a dacie mi sie chociaż pozegnać ze wszystkimi??
-tak
- a co z psem??
-mozesz nie zadawac tylu pytan…
-odpowiedzcie mi na te i sie zamkne
- a pies ma tu bude, zostaje z nowymi włascicielami…
-wy to robicie specjalnie??
-idz na gore..
-czyli tak..-pobiegłam z płaczem do pokoju…Stały tam 3 duze pudła…spakować musiałam wszytstko…tak jak wszytsko rozmyło sie w ciagu tych kilkunastu minut…wiedziałam ze to jest za piekne zeby było prawdziwe…Zaczełam pakować. Do torby spakowałam ubrania, wszytsko sie nie zmiesciło, wiec wciskałam gdzie popadnie. Ciałem byłam przypakowaniu, duszą wogle gdzie indziej…myslalam o Billu, Kelly….Tomie i spolce…o Tokio Hotel…
Zeszłam na doł cała zapłakana..piekły mnie policzki od pełnych goryczy łez…
-już??
-tak…
-to biegnij szybko do Kell…
-wroce za pol godziny
-dobrze, tylko sie nie spoźnij…
Nałozyłam buty i kurtke i wybiegłam z domu jak spażona…Biegłam tak szybko jak tylko mogłam. Wreszcie dobiegłam…przeciez to tylko przecznica dalej..Zastukałam kałatką. Wszystko zaczeło ze mnie podskakiwac…czułam ze serce podskoczyło az do gardła…
Otworzyła Kelly. Rzuciłam sie jej w ramiona i wybuchłam płaczem
-ej Lilly co jest?? Co sie stało??
-ni nie nie moge…ja ja jade do Pol…znow zalałam sie łzami.
-ski?? Chodzi ci o Pol skę??
-wla wlasnie tak:((
-wejdz, pogadajmy!
-mam tylko pol godziny…na pozegnanie:(
-i co bedzie??
-ja nie chce tam jechac…ja chce zostac tu!!-kazda mowila o czym innym…:D
-to moze zostaniesz u mnie???
-nie, moi rodzice nigdy sie nie zgodzą…:((
-ale bedziemy dzwonic,pisac
-no jasne…codziennie
-bede tesknic
-ja tez!! a co z Billem??
-niewiem-kolejny wybuch…placzu
-nie placz…wszytsko bedzie dobrze…zobaczysz…
-nic tam nie bedzie dobrze…
-ulozy sie…
-a przyjedziesz do mnie na swieta? prawda? przyjedziesz??
-nio napewno, a jak ja nie to ty…
-dobrze…ale swieta spedzamy razem…wszystkie ferie…wakacje ok?
-no jasne:D
-to super, musze juz isc:((
-chodz przytul mnie jeszcze:) niedlugo sie spotkamy…niedlugo swieta:D
-to super:)
-to papa
-papa
Było mi bardzo ciezko rozstawać sie z tym wszytskim…wracając do domu zegnałam te uliczki…ktorymi chodziłam pare razy dziennie z przyjaciołmi…wracałam z budy…Byłam u Kell 15 minut, wiec postanowiłam ze pobiegne do parku. Na miejscu usiadłam na jednej z ławek i wtedy wrociły wspomnienia…złe…i te dobre:) Na tej ławce siedział wtedy Bill z Ashley…
-miałam tyle problemow odkąd poznałam chłopakow z TH…-pomyslałam
Z oczu poleciały 2 duze…kryształowe łzy…szczescia…
Czułam sie inaczej…chciałabym podziekować jakos Bogu…przecież nie jedna fanka marzy o takim zyciu…dopiero jak sie cos traci wiemy jak było to wazne…na codzien nie doceniamy tego…i to jest bład…nie potrafimy cieszyc sie z tego co mamy…z tego co nam daje stworca…on ma wszytsko zaplanowane…wiec moze i tam poznam kogos, kto wpłynie na moje zycie, przewracając je do gory nogami…nowa szkoła…inne obowiazki…ale mam nadzieje ze jedno sie nie zmieni…ze zostane z Billem do konca zycia…bo to moja miłosc…
-dobra dosc rozmyslen…trzeba wracac do rzeczywistosci…do domu hrrr
***
-jush jestem…
-to dobrze, gotowa?
-tak
-my tez
-ok, tato dasz mi do samochodu laptop??
-a po co ci??
-jak to po co…zanudze sie bez niego na smierc…przemycicie przez granice trupa…
-to jest argument =>
-to sie ciesze ;>

Ruszylismy w droge
-jeszcze do Billa, nie zapomnijcie…
- a tak a gdzie on mieszka??
-za laskiem, tam gdzie kiedys był ten ‘’supersam”…na tej dzielnicy bogatej…
-ahaa juz wiem
Po pieciu minutach bylismy … w sklepie…:D
-po co jeszcze do sklepu??
-a co bedziesz jadła? przed nami długa podroż!
-to pozwolcie, ze ja wybiore produkty dla siebie ;>
-dobrze, to spotykamy sie za 5 min, tutaj przy tej kasie
-spoko
Ruszyłam w pogon za chlebem razowym i jogurtami naturalnymi…i wodą fakt ze grejfrutową..ale to w koncu tez woda =>
Wziełam takze chrupki, batony, puszke coca-coli i…chusteczki. Krojone salami na chleb i ciastka…żelki, nie mogło zabraknąc takze soku grejpfrutowego i zumy do gucia (mietowej). Na umowione miejsce przyszłam…ostatnia. Rodzice mieli pełny koszyk. Czego tam nie było…Ciagle ich poganiałam zeby sie streszczali…wkoncu wsiedlismy do samochodu i pojechalismy do Billa rzecz jasna => Dojechalismy po 10 minutach. Wysiadając zrozumiałam ze to jest trudniejsze niz myslałam…Bardzo trudno jest powiedzieć ukochanej osobie ‘zegnaj’. Dopiero teraz dotarło do mnie, ze juz moge go nie zobaczyć…
-przyjedziemy tu za 20 min, masz tu juz czekac!
-ok-odparłam i pobiegłam pod drzwi…Otworzył Bill
Do oczu momentalnie napłyneły mi łzy i wybuchłam płaczem, rzuciłam sie na tego wysokiego, i jakże powolająco przystojnego chłopaka (widział to jakis paparazzi??:D)
-czesc skarbie:) Jakie gorące przywitanie!?! Stało sie coś??
-Bill, to co teraz powiem, nie bedzie ani miłe…ani przyjemne…
-cos ci jest?? mow szybko! Nie pokoje sie!
-ja ja jade…
-gdzie jedziesz??
-do Polski-nie wiedziałam jak sie zachować…jedynie co mi było potrzebne…chciałas sie czuć bezpiecznie, Bill zapewnił mi to przytulając mnie mocno…i pocieszając…
-to nie możliwe…dlaczego??a co bedzie z nami??
-niewiem dlaczego…to była ta niespodzianką..chyba…tylko wrociłam z rana do domu i juz kazali mi sie pakować…nie miałam nawet czasu by z nimi porozmawiać…
-ale nadal bedziemy razem? bo bez ciebie…
-tak, oczywiscie…przeciez….są komorki…komputery…
-bede do ciebie przyjezdzał kiedy tylko bede mogł…
-obiecujesz??
W odpowiedzi dostałam bardzo namietnego i długiego całusa
-a zapomniałem i nie miałem kiedy zapytać….nie załujesz…??
-nie!! Mieliśmy wielkie szczescie!! Ze sie spotkalismy i ze jestesmy razem!! Kocham Cie!!
-ja ciebie też!! Bardzo…tak bardzo jeszcze nie kochałem nikogo…
-ja tez:D
-ale ze mnie palant, wejdz usiądz!
-ale za 10 min przyjadą rodzice…
-aha, ale wejdz, poczekaj chwilke
-dobrze
Bill pobiegł na gore. Po chwili zbiegł trzymał cos w ręku. jakieś pudełko!!
-prosze, to dla Ciebie!
Otworzył. Był tam wielki złoty pierscionek
-oh to dla mnie? dziekuje:* Oswiadczasz mi sie?? :D
-tak, tam wyryte są nasze inicjały:D A o reke prosić Cie bede dopiero za kilka lat…musisz jeszcze poczekać:D
-na Ciebie zawsze:D
-heh aż mi sie zrobiło głupio:D A dostane buziaczka??
-oj nie wiem…małego…w policzek…-pocałowałam go i przytuliłam, nie chciało mi sie opuszczać tego uczucia…w jego ramionach zapominałam o całym swiecie…
-a to zebys nigdy o mnie nie zapomniał-zdjełam z szyi swoj naszyjnik ktorego nie zdejmowałam od wczesnego dziecinstwa…bardzo lubiłam ten medalik…sądziłam ze przynosi mi szczescie:D zdał już egzamin…poznałam moje szczescie…
-dziekuje, ja tez dam ci swoj
-dobrze, bede go nosila…
- ja tez:D
Usiadłam przy stole, bo juz bolały mnie nogi:D Bill złapał mnie za rekę i tak siedzielismy patrząc sobie w oczy przez nastepne 3 minuty… Wyciagnełam z kieszeniu komore i zobaczyłam ile zostało mi czasu…
-za 3 minuty bedą rodzice:(
-o nie to straszne…są tacy punktualni?
-no:(
Usiadłam Billowi na kolanach i zaczeliśmy sie całować. Bardzo spontanicznie:D
Usłyszałam głosny i donosny dzwiek klaksonu, ale nie przerwaliśmy… Drugi, a potem trzeci…
-dobra musze isc:((
-wyslij mi w sms adres
-ok! przyjedziesz do mnie na ferie swiateczne??
-postaram sie!
-dzieki:* Kocham Cie!! Masz nie flirtować:D
-ja też!! jak sobie pani życzy! Ty też masz trzymać sie z daleka od chłopaków!!
-no ale moge z nimi porozmawiać, gdyby co??
-tak ale chodzi mi o bliższe zapoznawanie:D
-aha no oczywiscie:D mi tez o to chodzi:D
-no to papa:*
-pa*
Pocałowałam go jeszcze raz, ale tym razem krotko i wybiegłam jak opażona. Już zamykałam drzwi, tato już zapalił samochod a tu jakze donosny i czysty głos Billa…Biegł w naszym kierunku…CDN

~*~W nastepnym odcinku:
-co Bill chciał…
-co zaplanowali rodzice…
-gdzie bede mieszkać…
-czy spodoba sie jej nowe zycie…
-jaką Lilly zaliczy już wpadke…

Skomentuj!
Komentarze [1115>

Thema: Rozdział 22-Kąpiel
24 lipca 2006
Hej słonca:* Wreszcie znalazłam czas i odrobinę checi na napisanie noci:) Notka jest…hm…długa:D Bardzo długo mi to zajeło:D Wypiłam przy niej 2 wielkie kubki kakaa:D Pozdrawiam Salwi ktora tak jak ja bardzo lubi kakao=> I pije je tak jak ja…przez słomke Wiec nastepne przymulanie na ekranie…nastepna notka bedzie wreszcie o czyms ciekawym…moim zdaniem…dobra nie zamulam czytajcie bo juz chce mi sie spac!! Notke pisze rowno 3 godziny, bo tyle rozmawialam z Salwi….sama Salwi swiadkiem => Pozdrawiam:* Caluski i przepraszam ze tak długo nie było notencji, ktorą obeicywałam dla Sylwi al jakos tak wyszlo:D Zycze miłych wakacji:D Refleks….:D

~*~W poprzednim odcinku:
Znow obudzona przez koszmar wyleciałam z łozka. Nie pamietałam snu…Nie chciałam do niego wracac…spojrzałam w okno by zapomniec, słyszałam gdzies ze to skutkuje… Zasnąc juz nie mogłam. Pomyslałam moze Tom nie spi…lub Bill ale teraz wolalabym wskoczyc do lozka Toma i mu sie wyzalic, przytulic… on doradziłby cos…nie zawsze jest smieszny…czasem umie zachowac powage… Znalazłam jakies klapki. Zapewne były Billa ;> Wyszłam z pokoju. Szłam do blizniakow. Przy drzwiach usłyszałam szepty…Wiem ze to nie ładnie, ale podsłuchiwałam ich. To co usłyszałam bardzo mnie zdziwiło…tak jak to…ze nie spali…

Przyblizyłam ucho do drzwi i po prostu …ich podsłuchiwałam =D
-(…) z nią czuje
-jak to źle?
-nie chodzi mi o to!! Poprostu nie jest tak jak było kiedyś…
-czyli jak??-ah ten niekumaty Tom, ale jakze przystojny :D
-brakuje czegos…tego co łączy zwiazek, przybliza…
-aha…to napraw to:D
-jak??
-heh tego to ja juz nie wiem…porozmawiajcie?!?
-sprubuje….dobra chodz idziem cos zjesc
-o jacie-szepnełam
Przestraszyłam sie…jeszcze chwila a nakryją mnie na podsluchiwaniu…pobbiegłam szybko do pokoju. Chyba cos zobaczyli…a moze nie? Wskoczyłam do łozka. Nie chcialo mi sie ani spac, ani lezec, wiec po chwili zeszłam na doł:P
-o witaj krolewno co tak wczesnie??
-siemka chłopaki…jak sie spalo??
-dobrze sie spi ze swiadomoscią ze najdrozsza ci osoba spi w drugim pokoju:P
-heh to dobrze =>
-czekałem na ranek całą noc, tylko dlatego zeby z rana zobaczyc…Ciebie
-oh jakis ty sie zrobil romantyczny… :D
-dla ciebie wszystko:D
-to zmien wizerunek
-yy…
-zartowałam głuptasie :P Podobasz mi sie taki jaki jestes :P ale chcialam cie sprawdzic =>
-to dobrze ;> to ty idz do fryzjera i sie zetnij tak jak ja
-dobra
-zartowałem:D
-ja teez:D
-co to mialo znaczyc? nie chcesz sie sciac tak jak ja?
-oczywiscie ze nie…
-foch….oburzenie
-zartowałam:D Nie chce byc kopią kilku milionow dziewczyn i kilku chłopcow :P Bo i tak nie bede Billem Kaulitzem:P
-swieta racja!! Dobrze gadasz:P
-a ja jeszcze nie widziałem dziewczyny ktora ma dredy:( -pozalił sie Tom. Wszyscy zaczelismy sie smiac
- a wracając do tematu jak sie Tobie Lillus spało??
-Oj nie za dobrze, od jakiegos czasu dreczął mnie koszmary…
-a co ci sie snilo?
-no zebym ja wiedziala:D nie pamietam:( :D
-aha
Podeszłam do Billa i usiadłam mu na kolanach. Objął mnie a ja polozyłam głowe na jego ramieniu zastanawiajac sie dlaczego nie zrobiłam tak wczesniej i ze stalam jak jakas durna przed ta całą gatke. Z braku głowy i nadmiaru problemow zaczelam bic sie po łepetynie.
-Lilly co ci jest?-Bill
Tom odrazu chwycił za telefon, chcial chyba wykrecac numer pogotowia ale tego psychiatrycznego =P
-ej nic mi nie jest…ja….mysle =>
- o czym?-odkładając telefon
-hyymm….co zjesc na sniadanie:D
-i co wyszlo ci z tej mieszanki??
-jajecznica:D (czytajcie to tak jakbyscie czytali jakis wiersz na jez. polskim => )
-dobra ja tez chce-Bill
-no to zabieram sie do pracy ;>-Tom
-arcydanie na sniadanie-krzyknelam z lolem na twarzy(usmiech:D)
Tom zajzał do lodowki. Wyciagnął z niej 5 jajek (bo tyle było) bekon,ser i mleko
-dzis bedą jajka z serem na bekonie:D a potem kakao:D
-oo pysznosci…jak tylko nie przypalisz…;>
-ha ha ha bardzo smieszne…-pełen ironi Tom
-raz sie zdarzyło a ty mi Bill bedziesz to wypominał do konca zycia…
-a jak…dopoki sie nie ozensz =>
-czyli do konca:D
-jeszcze sie zobaczy…
Po zjedzeniu pysznej jajecznicy i wypiciu pyysznego kakaa Bill poszedł sie kąpac a ja z Tomem poslzismy na gore. Po 5 minutach uslyszałam jakze donosne ‘wycie’ Billa. Podeszłam do łazienki
-czego?-rzuciłam
-Lill chodz tutaj!!
-?!? snisz….
-ale ja mam cos na plecach….cos tu łazi-skomlał
-?!?
-piana jest…duzooo !
-no dobra, patrz zeby to ‘cos’ było wielkie bo jak…hrr
Weszłam. Bill kąpał sie w wielkiej wannie. Piana była 2 metry nad wanną. Bill wygladał w niej jak mrowka…=>
-no i gdzie to jest?
-na plecach
Podeszłam do nieo i zaczełam szukac ”tego czegos”
-nic tu nie ma :/-wybełkotałam
-wiem => -nie zorientowałam sie kiey Bill mnie chwycił i wciagnał do wanny
-ej bałwanie!!!!!! Ukatrupie!! hRRR a jak tu gorąco!!-darłam sie
Woda sie wylewała
-sama chcialas!!
-ale nie do takiej gorącej…aj wcale nie chcialam heh
-sama sie przyznalas!
-hyh…
-no wlasnie:D
Objął mnie i zaczął całować…Odwzajemniłam pocałunek, po chwili juz lezelismy na sobie. Przyznam, swietnie to zaplanował:D Było swietnie. Chwycił w reke ‘garsc’ piany i zaczał mnie obrzucac. Ja oburzona i na niby fochnieta zrobiłam to samo:D Po wojnie lazienka wygladała jak…no coz…jak po wojnie:P Wszedzie było mokre…piana opanowała wszytsko… Gdzie jej nie było… nie było takiego miejsca ;> Bill naszczescie był w bokserkach. Znowu zaczelismy sie całowac. Objełam go mocno za szyje zeby nie stracic tej chwili…zeby nie znikła tak jak piana…nie pekła jak banka mydlana…lecz tak stac sie musiało….

Po tej ‘kąpieli” moje ubrania były mokre. Nałozyłam bluzke Billa i spodnie => Wyglądałam idiotycznie…Bill wygladał ich o niebo lepiej:P Powiesili moje ubrania na kaloryferze i szykowali cos do jedzenia. Bill byl w lepszymhumorze podspiewywał sobie freunde bleiben. A ja ze zwieszoną miną i ze spadającymi spodniami…
-a zdawało sie takie małe-pomyslalam
Majtki i stanik tazke miałam przemoczony, ale one zostały na swoim miejscu:P Gdy tylko wyschły moje ciuchy pojechałam z blizniakami do mojego domu. Wziełam kilka ciuszkow, bo Bill zaproponował mi zebym spała u nich do poniedzialku, bo ich starsza poejchała w delegacji. Zgodziłam sie, bo nie miałam wyjscia…bałam sie. Wziełam pieniadze
-pojedziemy do centrum, ok?
-jak sobie zyczysz-puscił oko Tom
-fajnie, chce kupic sobie jakas bluzke i spodniczke-zatrzepotałam rzesami
Spakowałam do plecaka potrzene rzeczy. Wygrzebałam swoją karte do telefonu i postanowiłam zadzwonic do taty. Bill urzyczył mi komorke. Przełozyłam karty i zatelefonowałam do starszego. właczylam na głosny
-pi….pi….pi…..halo
-yyy czesc tato
-czesc co z tobą sie dzieje?? nie moglismy sie dodzwonic do ciebie na komorke, domowego nie odbierałas…
-spokojni wszytsko jest po kontrolą ;> komorka mi sie…rozpier…rozwaliła ;> a ja bylam w …szkole i u blizniakow :D
-aha a gdzie teraz jestes??
-yyy…a gdzie mam byc??
- w szkole…
-yyy no tak, bo jestem:D na przerwie:D-skłamałam
-a jakos tak…cicho…
-a..widzisz:D bo jestem na podworku, tak na podworku, za szkołą…tam nikt nie chodzi, tak tam nikogo nie ma…tylko Bill z Tomem:O hehe:D -zaglebialam sie w kłamstwo sama siebie wkopując w to gowno! Prawie jak gowno 27 hehe :D
Bill z Tomem turlali sie po podłodze ze smiechu, zapewne lali w majtki przez to co mowilam…i jak wyglądałam:D
-ej tato, wlasnie….telefon mi sie ro….roozwalił:D
- a co sie stało?
-eghmm upadł…na kamien…tak na kamien..ostry kamien…tak na serio ostry i tak upadł ze juz nie zdołałam go podniesc, z braku 5 dodatkowych rąk:P hhe tak upadł ze juz nie wstał…
Chłopacy mieli juz pełne gacie
-oj coreczko…cos nie umiesz kłamać…
-co? ojej….
-mow co sie naprawde stało albo ty upadniesz i juz nie wstaniesz….
-hehe…. no bo wiesz…zdenerwowałam sie i…
-dobrze, wiem rozumiem…nie musisz dokanczac…
-i o sciane tak o wiesz…mocno-ale i tak dokonczylam =>
-moze przyjedziemy z mamą juz do Niemiec?-zapytał ironicznie
-nie ma potrzeby naprawde.. tylko kaska na kome załatwisz??
-oj dobra zalezy ile?
-hyh…2 000 polskich….:/
-co??
-ale na taką naprawde dobrą:D Juz wypatrzyłam, mam na oku sony ericson w 800i
-hmm…no nie wiem..
-plosie
-nie
-co?????
-nie
-no wes….
-zartowałem:D sprzedane:D
-jejej dzieki:*
-ale zmywasz jak przyjedziemy
-dobra….CO????
-no za 2 000 …
-no dobra….(i tak nie bede zmywac-pomyslalam)
-no to zaraz bedziesz miala pieniadze na koncie
-dzieki tatus jestes wielki
-bo pije mleko
-heh pap a keidy wracacie?
-w poniedzialek
-ok papa caluski
-pa curus pozdrowienia ode mnie i od mamy
-nom ja tez caluje pa
nacisnełam czerwoną słuchawkę
-TAK!!-krzyknełam i skoczyłam do gory
-ale twoj ojciec jest super-przyznał Bill
-nom wiem, gorzej z mamą…
-to gdzie idziem??
-do banku!!:D
Pojechalismy do banku w ktorym mialam odebrac przelew. Pobrałam te 2 tysiace i pojechalismy do salonu ERY. Załatwiłam tam wszytsko. Podpisałam umowe. Siedzielismy tam chyba z 2 godziny. Nikt sie nie spieszył
Wyszłam z moim pieknym pomaranczowym telefonikiem
-faktycznie jest super!
-wiem, wypatrzyłam go niedawno:D
-to jescze mam 200E super:D Jedziem na zakupy i załaduje konto;D

W centrum:
-to gdzie?
-najpierw do H&M
-ok
Kupiłam tam bluzke ale raczej taką sportową i torebke. W drogerii kilka bransoletek i kolczyki. Do nike zaszlismy po frotki. Kupiłam 2 rodzaje. Małe 2 czarne i 2 duze granatowe . Jescze zachodzilismy do roznych butikow. Do Empiku. Wypatrzyłam tam polską gazete i kilka słowackich. Na okładkach oczywiscie nie kto inny jak TOKIO HOTEL :D Zaszlam jescze do kilku sklepow odziezowych i kupilam czarną bluzke na grubych ramiączkach z aksamitu. Na przedniej stronie było Angel a na tylej Fallen i sprzedawczyni powiedziala ze bede musiala sie witac tylem zeby zobaczyli ze jestem upadłym aniolem :P

Do domu wrocilismy po 18. Było juz ciemno. Jesczze wczesniej zajechalismy do mnie zostawic to wszystko co nakupilismy w centrum. Byłam zadowolona z tych wsyztskich nabytych rzeczy. Zostały mi resztki z tych 2 000
-nasteonym razem poprosze o 3 000 -pomyslalam.
Połozyłam torbe przy biorku. Zeszłam na doł
-Bill bądz tak dobry i zrob mi kakao
-ok skarbie ,tez miałem na nie ochote! Rzuciłam sie na kanape i odrazu wyciagnełam komorę aby ją rozpracować do perfekcji. Ustawiłam dzwonki, wygaszacz, pulpit, budzik, powitanie itp. Dostałam po chwili kubek gorącego kakaa i sms…wiadomosc była od rodzicow…CDN….

W nastepnym odcinku:
-tresc sms
-’niespodzianka’
-co sie stanie z Lill
-Czy rodzice mowią na powaznie…

poniedziałek, Kwiecień 26th, 2010 Bez kategorii Komentarze są wyłączone

nie zamknęłam mieszkania.

~*~W poprzednim odcinku:

Biegłam bo nadał miałam przeczucie ze ktos za mną bignie, ale nie miałam odwagi sie odwrocic…usłyszałam szelest suchych lisci. Wrescie wybiegłam na ulice. Przede mną wyrosł dom Kaulitzow
-wreszcie-odetchnełam
Odziwo furtka byla otwarta. Podbiegłam do drzwi,zastukałam kołatką..Drzwi otworzył bardzo zdziwiony….

Tom…:D (wiedze zdziwione miny na waszych twarzach =>)
-o boze…-wyszeptał
Stałam osłupiała, cała sie trzesłam z przerazenia i zimna
-co sie stało?? wchodz!
-hmm…zle mi
Przedemną ujrzałam wyłaniającą sie z salonu postac długowłosego bruneta
-Lilly ty tutaj??
-yhy-zachwiałam sie na nogach. W głowie zaczeło mi sie krecić.
-dobrze sie czujesz??-Tom
-tak…chyba tak
-Lilly..ja…zle postąpilem…
-chyba tak-usmiechnełam sie
-ale…zblizył sie nieco do mnie. Ja tez podeszłam, myslałam ze zaraz upadne….>
-ciiii nic nie mow…ja wiem… Wział mnie za ręke i patrzył mi prosto w oczy. Rozkoszowałam sie przez chwile jego czekoladowymi teczowkami. Brakowało mi jego ciepła…to zaledwie pare dni a ja czułam sie taka samotna…porzucona…jak smieec…i niepotrzebna nikomu… Czułam sie zmieszana z błotem…wyrwałam rece w jego uscisku i przytuliłam sie pragnąc poczuć jego ciepło…potrzebne jak powietrze..byłam w pelni bezpieczna..
-Lilly ja ciebie….-nie dokonczył z przerazenia. Zjechalam po jego ciele jak po sliskiej gorce…zemdlałam z wyczerpania.
-Tom…co jej ?? Ona zemdlała?????
-chyba tak!! Zanies ją na kanape! Połoz a ja przyniose koce.
-dobra szybko!!

Poczułam nie miłe klepanie po policzkach. Tom probował mnie ocucic…widocznie mu sie to udało…
-yyy co jest??
-zemdlałas…
-dom…-wstałam jak poparzona
-co jest?? co z domem??
-ja…nie zamknełam mieszkania…ktos dzwonił…wybiegłam…
-wlasnie co sie tak naprawde stało??
-a Bill jeszcze jedno…nie wysyłaj mi wiecej takich sms dobrze?? Myslałam ze oszalejje..
-przepraszam…juz napewno nie wysle=> baałem sie o ciebie…strasznie sie bałem…-przytulilismy sie
-no to traz wracamy co sie stalo u ciebie w chacie! mow -ubiegal sie Tom
-no wiec zadzwonil telefon…on mnie znalazł…
-co kto??
-no ten facet, opowiadałam ci…wtedy w szpitalu…
-coo?? z kąd wiesz ze to on??
-dzwonił do mnie, rzuciałam słuchawką i wybiegłam z domu…do was!!…….OMG!
-co takiego??
-nie zamknełam chaty!
-Tom zadzwon po Eda i jedz sprawdzis teren i zamknąc mieszkanie!!
-czemu ja??
-bo tak!
-dobra ale ten jeden raz…
-nom thx
-dziekuje Tomus-posłałam mu buziaka
-Lilly, juz zaczynasz!!
-gdybys ty pojechał to tobie przesłałabym te buziaczki
-ale ja chcem byc z tobą!
-a ja z Tobą-wystawiłam jezyk
-no=>
Tom zadzwonił po kierowce. Po pieciu minutach pojechał juz do mnie z ….mision Impossible => Wrocił po polgodzinie, my w tym czasie wyjaslialismy sobie wszytsko. Usłyszałam to co z kasety. Powrot Toma nie był najprzyjemniejszy…
-wiecie co ja tam znalazłem…
-cooo??-razem
-karteczke?!?
-jaką?? czysta??
-wlasnie nie…
- a co tam jest napisane??
-napewno chcecie wiedziec??
-jescze sie pytasz?!?
-yhy…
-czytaj!
-sama przeczytaj…
-to daj’
podał mi karteczke wyrwaną z notesu. Przeczytałam po cichutku tresc jakze scisłej wiadomosci…”Jeszcze cie dopadne zdziro…nie uciekniesz ode mnie…”
-o nie-wyszeptałam Bill wyrwał mi karteczke i tez przeczytał
-co on chce zrobić??
-nie wiem, ale wiem ze dzis bedziesz spac u nas!
-dzieki chłopaki! nie wiem co ja bym bez was zrobiła
-my tez nie:D Kazdy dostał buziaka w policzek. Tom zniewalająco sie usmiechnął a Bill mocno przytulił.

Było juz bardzo ciemno. Siedziałam na kanapie z kanapkami w reku i ogladałąm w towarzystwie chlopakow serial na RTL “przyjaciele”. To był ulubiony film na tym programie. W pewnym momencie Tom chyba ze znudzenia rzucił we mnie wielką poduchą, tak zaczeła sie…
-WOJNA!! -krzyknął szczesliwy Bill
Zaczelismy sie rzucac, pare razy dostałam mocno..od Toma oczywiscie. Blizniacy sie na siebie nawalali, ja wolałam sie w to nie mieszac, bo wyobrazam sobie sesje jak Bill z Tomem lezą na mnie i okladają mnie puchem =>
-wreszcie tak jak kiedys-wyszczerzył sie Tomus
-ej chlopaki idziemy spac! jutro buda!!
- a co tam buda…raz mozna nie isc-Bill
-a ja bude mam w dupie!!-Tom
- ja tez:D-dodałam => usmiechnieta
-ale bedzie jak nie zdam-zmartwiłam sie
-to bedziesz powtarzac kalse razem ze mną => -wyszrzeczył sie Bill
-i to miało byc pocieszenie?
-tak:D
Tom poszedł po chrupki. Wrocił z 6 puszkami red bulla i chipsami pod pacha
-dostawa-krzyknał usmiechniety
-nie gadaj tyle tylko dawaj! -ponaglił go brat poczym zabralismy sie wszyscy do otwarcia napoi i chipsow. Przełączylismy na vive bo nasz serial dobiegł konca. wlasnie leciał teledysk czarnych (czyt.Black Eyed Peas) moja ulubiona piosenka w ich wykonaniu “pump it” Zeskoczyłam z kanapy i zaczełam wariowac, tanczyc jak Fergie
-łał kobieto gdzie ty sie nauczyłas tak tanczyc??-zapytał z niedowierzeniem Tom
-jestem pod wielkim wrazeniem!! -poinformował Bill
Zaczal sie moment, gdzie kazdego odpycha. Tom specjalnie odleciał gdy go odepchnełam, Bill takze. Po piosence zaczelismy gnic. Nastepnie zaczal sie klip frog27′uh la la la’ Na zwrotkach gadalismy a na refrenie spiewałam ‘uh la la la ale debilki i love you billus” chlopcy dołaczyli do mnie. PO piosence mielismy z nich polewke
-jeszcze od ziemi nie wyrosły a juz zaczely fałszowac w show biznesie!
-noo
Tom sie krzywił gdy widział zeby Alki. Chichotalismy z Billem gdy go widzielismy.
-wole zjesc kilogram cytryn niz patrzec na nią przez chwile
-Bill…
-tak?
-fajną masz wizytowke
-gdzzie??
-na majtkach
-aa haha fajne co nie:D
-nooo
Po paru chodzinach smiechow i zabawy wsunelismy sie do lozek. Niby miedzy mną a Billem było tak samo, ale cos sie zmieniło…oddalilismy sie od siebie. Nie było tego czegos… co w zwiazku jest bardzo potrzebne…moze chemia? moze namietnosc? moze zaufanie i oddanie?? niewiem. Nie spalilismy razem…nawet nie poprosił…Bill spal u Toma na kanapie a ja u niego. Tuz przed spaniem zachciało mi sie grac w scrable. Podzieliłam sie tymi checiami z chlopakami i oni tez nie mieli nic przeciwko. Miałam dobre literki. Ułozyłam z nich po niem. ’schrei’ (tłum.krzyk) ‘traum’ (tłum.marzenie) po polsku ’strach’ ‘tesknie’ a po ang. ‘dream’ (tlum.sen) i sky (tlum.niebo) Ułozone przeze mnie słowa były odzwierciedleniem moich uczuc. Bill z Tomem głowili sie nad tymi polskimi słowami. prosili, błagali, ale nie powiedziałam im. Wkoncu sie nam znudziło. Postanowilismy sie polozyc. Była juz wkoncu 2 nad ranem. Bill szybko wyleciał z pokoju, nawet sie nie pozegnał…ale Tom za to pocałował mnie w policzek i powiedział ‘dobranoc’. Poszałam jeszcze do łazienki zmyc makijaz. Tam sie rozkleiłam. Zaczełam sie uzalac nad moim losem, jaka jestem beznadziejna i jak starsznie bolą te rany…Bill nawet nie zwrocił na nie uwagi:(( A mi było tak ciezko, a jeszcze w dodatku czesto łapał za moje nadgarski a ja niechcac ujawniac prawdy cierpiałam w ciszy. Chciało mi sie krzyknąc, wybiec w pewnym moemncie…na poczatku było dobrze, a teraz znowu jest zle…gorzej niz było wczesniej…Wrociłam do lozka. Tam skropliłam jescze swoje smutki poczym zasnełam…

Znow obudzona przez koszmar wyleciałam z łozka. Nie pamietałam snu…Nie chciałam do niego wracac…spojrzałam w okno by zapomniec, słyszałam gdzies ze to skutkuje… Zasnąc juz nie mogłam. Pomyslałam moze Tom nie spi…lub Bill ale teraz wolalabym wskoczyc do lozka Toma i mu sie wyzalic, przytulic… on doradziłby cos…nie zawsze jest smieszny…czasem umie zachowac powage… Znalazłam jakies klapki. Zapewne były Billa ;> Wyszłam z pokoju. Szłam do blizniakow. Przy drzwiach usłyszałam szepty…Wiem ze to nie ładnie, ale podsłuchiwałam ich. To co usłyszałam bardzo mnie zdziwiło…tak jak to…ze nie spali…CDN =>

~*W nastepnym odcinku:
-o czym rozmawiali blizniacy
-co wydarzy sie w lazience w domu Kaulitzow
-czy rodzice Lilly dadzą jej pieniądze
-kogo pozna Lilly
-kim bedzie ta osoba

tego i jeszcze wiecej dowiecie sie czytajac nasteoną czesc opowiadania:)) Zapraszam na blog z ocenkami!! Zgłaszajcie sie! www.n-a-s-z-e-o-c-e-n-k-i.mylog.pl i panownie na mojego bloga o mnie www.moje-zycie–moj-swiat.mylog.pl i tam tez dawajcie komenty!! Pozdrawiam Salwi z christin-tom-bill, Andzie z story-about-tom-und-ich i Natalke z story-about-laura-und-tom i Bu$ka dla wszytskich czytających:)) Jak wszytskich nie poinormuje to bardzo przepraszam:)) A i tak na marginesie!! Informuje tylko tych co zgłosili sie do ksiegi gosci!! Nadal mozeciie sie zapisywac! Niedługo zrobie liste :) )

czwartek, Kwiecień 22nd, 2010 Bez kategorii Komentarze są wyłączone

Dziędobry panienko

Hejah!! Jak zacząć?? Wiec witam => Notka dosyc krotka:(( Ale niestety starałam sie => Jak obiecałam 2 w 1 :D Ale wyczułam swietne zakonczenie=>Mam nadzieje że sie cieszycie:) Bo ja bardzo ;> Wczoraj i dzis z Qmpelami bawiłysmy sie na pizama party u mnie;> Dzis dlatego ze siedziałysmy do 3 nad ranem a zaczelysmy o 18;> Kto bedzie chciał dowiedziec sie jak było to na samym koncu noci troszke o tym napisze:)) UWAGA! Ten kto chciałby byc informowany o newsach niech sie wpisze do ksiegi gosci bo juz nie wiem kogo mam infrmowac xP Niewpisanych nie informuje!! A teraz nocia!

~*~W poprzednim odcinku:
-jestes prawdziwym przyjacielem=>>
-wiem =D bedzie ci to potrzebne, gdy uslyszysz co Bill ma do powiedzenia…
-on tu przyjdzie?!?
-nie, nagrałem to co mowil gdy zapytałem dlaczego zerwał z tobą
-to super!! puszczaj
-to słuchaj
Tom włączył tasme z nagraniem

-no słucham
-no juz właczam słuchaj uwaznie!
Tasma z nagraniem:
{-Bill dlaczego zerwałes z Lilly??
- a co ciebie to obchodzi?!? Mozemy zaczynać!!??
-nie, dopoki mi nie powiesz!!
-to dzis proby nie bedzie!!
-no powiedz pierdzielu!!
-zamknij dupe smierdzielu!!
-powiesz mi wkoncu??
-naprawde chcesz wiedzieć?
-noo
-po co?? przeciez ty niewiesz co czuje
-jestesmy bracmy…mi mozesz powiedziec! sprobuje zrozumiec, pomoc…
-naprawde??
-no gadaj zesz!
-hmm…wiesz stary….bo…ja nie chcem zeby Lill ktos pobił….
-ale nic sie takiego narazie nie stało
-ale stac sie moze!! Juz ‘fanki’ zaczynają ją…nas atakowac…nie mamy spokoju razem na ulicy, a ona niedługo tym bardziej…zaczną jej grozić….i wkoncu przejdą do czynow…
-ale ona sobie nie radzi!
-ale tak bedzie dla niej lepiej…
-oj chyba raczej nie…
-byłes u niej??
-nom, dzisiaj.. jest przybita….przez ciebie brała i piła!!
-co??
-ale to nie wszytsko!! Przez ciebie i twoje głupie obawy podjarała reke…zapalniczką!! A potem podcinała drugą!
-Co!?!
-to co słyszysz!!
-nie to nie moze byc prawda! jak ona mogła…
-tak jak mogłes ty…
-jestem bezzznadziejny!!! umiem tylko….-TRZASK}
-tutaj kopnął moją gitare-powiedział smutno
-rozwalił ją doszczetnie…- ;(
-przykro mi! Ale czyli mu jeszcze troche zalezy??
-Obawiam sie ze….nie troche =>
-tak myslisz?
-jestem pewny! To moj brat…blizniak xP
-ale to nie wszytsko słuchaj dalej!
{-powiedz jej to!
-ale jak?
-niewiem, ja jej moge powiedziec!
-nie ty nie! ja jej powiem..w piątek w szkole
-spoko
-dzieki
-nmzc}
-teraz były załosne sceny…-zasmiał sie Tom
-no co ty…przecieaz jestescie ludzmi-heh
-niby tak- ;P
Troszke sie rozpromieniłam i rozweseliłam, posmielismy sie z Tomem, wypilismy herbatke i sobie poszedł.
Ja tez postanowiłam pojsc po jakies zakupy. Wziełam prysznic. Optoczyłam sie recznikiem i poszłam sie ubrac. Miałam dziwne wrazenie, ze ktos siedzi w salonie lub w kuchni. Szybko sie ubrałam w zwykłe jeasny i bluze z kapturem a na to bezrekawnik. Wysuszyłam włosy i zrobiłam wysoko kucyka. Lekko pomalowałam rzesy i usta błyszczykiem. Byłam jakas poddenerwowana…znowu. Troche sie bałam, wiec szybko wyszłam zamknełam dom i pospiesznym krokiem ruszyłam w strone supermarketu.

Weszłam do osiedlowego sklepu, ale tam nic nie było wiec postanowiłam wstąpić do centrum. Kupiłam bilet i wsiadłam do busa.

Spojrzałam w gore. Widniał tam super duzy napis: SuperSam
-Ale ktos mądry musiał wymyslic tą nazwe…i to jak sie natrudził-burknełam. Ciągle nachodziło mnie to dziwne uczucie… W samochodzie gdy sie obracałam kazdy był zajety sobą…albo czytał gazete albo gadał przez komorke…ale facet w czaernym plaszczu mnie zastanowił….Zobaczyłam go takze w SuperSamie…Czarnu długi plaszcz….kapelusz i ciemne wielkie okulary-to zmuszało do myslenia…ale o czym?? Kto to wogle był…Spotkałam w sklepie kolezanke z klasy obeszłysmy sklep i zrobiłysmy razem zakupy. Pogadałysmy troche, potem sie pozegnałysmy. Wrociłam do domu tym samym pojazdem.
Zrobiłam kanapki i ciągle czułam to samo…zaczełam sie bac…zadzwoniłam do Toma (z domowego) zapisał mi swoj numer na karteczce bo moja koma juz sie nie włączyła…;( smutne xP
-pi pi pi halo?-usłyszałam głos w słuchawce ale nie Toma, tylko Billa
-yyyy-nie wiedziałam co powiedziec, przełknełam sline…wyłączyłam sie =>
Po pięciu minutach znow zadzwoniłam ale znow odebrał Bill…ale tym razem szybko powiedział, jakby sie spieszył..
-Lilly?? To ty?? Odezwij sie ! Nie rozłączaj! Ja wytłumacze!
-zatkało mnie znowu odłozyłam sluchawke
Z kąd do cholery wiedział ze to ja? No moze kiedyz tam do niegoo dzwoniłam z domowego, ale jak sie dodzwoniłam do Billa a nie do Toma? Moze on specjalnie? Ham! => a moze z dobrą checią? Dobry jest => ale ja sie boje…moze powinnam zadzwonic…no trudno, do Billa…dzwonie!!
Dryn Dryn-telefon
-halo?
-dziedobry panienko
-hmm..dziedobry kim pan jest?
-nie pamietasz?? To przykre! A szpital?? Wiedz ze cie obserwuje…Czyzbys dzwoniła na policje??
-nieee…-rzuciłam słuchawką. W salonie i korytarzu zawiesiłam wszedzie zasłony narzuciłam butyu nie wiąrząc i wybiegłam z domu…zapominając o wszystkim… Cienka lina okresla stan mego istnienia…

Biegłam ile miałam sił w nogach. Wielokrotnie upadałam z nadmiernej szybkosci. Rozdarły mi sie spodnie na kolanie. Bałam sie okropnie. W mgnieniu oka postanowiłam ze pobiegne do blizniakow, bo biegłam w tym kierunku i chyba najblizej mnie mieszkają. Nie ogladałam sie za siebie,ani nie zwracałam uwagi na jakiekolwiek korzenie i gałezie.Po paru nastepnych upadkach miałam podarte spodnie i kolana krwawily. Najgorzej jednak było z twarzą…cała podrapana przez mijające gałezie drzew lisciastych. We wsłosach patyki i ostatnie liscie z drzew. W butach woda.Makijaż zapewne popłynal, bo plakałam. Biegłam bo nadał miałam przeczucie ze ktos za mną bignie, ale nie miałam odwagi sie odwrocic…usłyszałam szelest suchych lisci. Wrescie wybiegłam na ulice. Przede mną wyrosł dom Kaulitzow
-wreszcie-odetchnełam
Odziwo furtka byla otwarta. Podbiegłam do drzwi,zastukałam kołatką..Drzwi otworzył bardzo zdziwiony….CDN =>

W nasteonym odcinku:
-Kto otworzył drzwi, jak zareagował…
-co zrobi Tom
-czy wszystko sie ułozy
-o czym gadali chłopcy w nocy…

No wiec jak juz napisałam impreza pizamowa zaczeła sie o 18.00 Wczesniej poszłysmy kupic jakies smakołyki. o 19 zasiadłysmy oglądać horror “Jeepers Cripers2″(niewiem jak sie pisze)-”Smakosz2″ bo o 21 był mecz Niemcy-Portugalia. Troche sie posmiałysmy, posikałysmy w majtki i pogryzłysmy stoł xP Super !! Zdązylysmy na mecz! Niestety Niemcy wygrali:(( 3:1 :( (
Ale git :) Potem poduszki, zabawa i krzyczenie z balkonu!! Było super. Nastepnie zasiadłysmy do nastepnego filmu, takze horroru:) “Gothika” Fajny był=> potem grałysmy w kulki oglądając przy tym programy muzyczne. O 3 połozyłysmy sie spac, kłociłysmy sie o miejsce poduszki itp. Chodziłysmy na balkon jesczez dla prtzechodniow swiecic latarką w oczy :D no a potem juz zasnełysmy:)) Było superancko!!!!!!! Pozdrawiam wszystkich komentujących!!!!!!!!!!
Komentujcie!!!!!!!!!! :*:*:*

poniedziałek, Kwiecień 5th, 2010 Bez kategorii Komentarze są wyłączone
Kwiecień 2010
P W Ś C P S N
« mar   maj »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031