Archive for Kwiecień 26th, 2010

I to miała być niespodzianka??

~*~W poprzednim odcinku:
Połozyłam torbe przy biorku. Zeszłam na doł
-Bill bądz tak dobry i zrob mi kakao
-ok skarbie ,tez miałem na nie ochote! Rzuciłam sie na kanape i odrazu wyciagnełam komorę aby ją rozpracować do perfekcji. Ustawiłam dzwonki, wygaszacz, pulpit, budzik, powitanie itp. Dostałam po chwili kubek gorącego kakaa i sms…wiadomosc była od rodzicow…

“Hej skarbie! Jak tam nowa komórka?? Podoba sie?? Jutro będziemy już w Polsce. Mamy niespodziankę!! Pozdrów Billa. Pa”
Głosno przeczytałam sms Billowi
-o co im chodzi??
-nie mam pojecia…ale dziekuje za pozdrowienia =>
-ja tez niewiem…mam nadzieje ze to cos miłego…
Odpisałam ema o takiej tresci: “Czesc komórka jest super, bardzo wam dziekuje, nie moge sie doczekac…a i Bill dziekuje za pozdrowienia. Tez pozdrawiamy:)”
Byłam zmęczona, wiec postanowiłam połozyć sie wczesniej.

-Lill …bedziesz dziś spała ze mną??
-hmmm…Bill…
-czyli nie?-przerwał speszony
-może ty wogle masz juz mnie dość?? Nasz zwiazek wyglada bardzo sztucznie…Brakuje mi tego ciepła…
Zamknełam jego usta pocałunkiem.
-chciałam ci tylko powiedzieć…ze jestem gotowa…
-co??
-jestem pewna ze jestes tym odpowiednim!! Czuje to! Kocham Cie!
-na serio??
-no tak!!
-Ja też Cie kocham!!
Bill wyglądał jak szczesliwy bachor. Zamknął drzwi. Rzucilismy sie na łozko. Zaczał mnie całować. Zdjął ze mnie bluzke…potem z siebie…spodnie…i skonczylo sie na bieliznie…:D Byłam pewna, przekonana, że on jest tym, dla ktorego moge poswiecić utrate dziewictwa…Wszystkie ruchy były przemyslane…robił to tak delikatnie…sama przyjemnosc…kto by pomyślał, ze ja zwykła dziewczyna…poł Polka,poł Niemka zrobie to z tak sławnym i z tak wspaniałym chłopakiem jakim jest Bill…nawet o tym nie marzyłam…lecz niewiem co przyniesie nowy dzien…moze juz mu sie znudze…nie wiem…lecz chce cieszyc sie takżda chwilą…zyc przez sekunde…

Obudziłam sie o wpołdo ósmej. Byłam wtulona w ukochanego i usmiechałam sie sama do siebie. Tak pieknie wyglądał…Przypomniała mi sie nasza pierwsza wspolna noc…pocałunki i dopiero wtedy zdałam sobie sprawe jak wydoroślałam…jakim byłam wtedy dzieckiem…Jak to dobrze ze tak sie stało…że wygrałam ten cholerny konkurs i znalazłam moją drogą połowkę…Billa Kaulitza…nie Toma, czy Gustava!!
-dość wspomnień pomyślałam. Wstałam i ubrałam sie. Nałozyłam spodnie moro i czarną bluzke, na to bluze. Zeszłam na doł. Na stole leżały kanapki,a do nich dołączona karteczka “Smacznego gołąbeczki” Rozpoznałam te pismo…to ten wredny Tom => Był już w domu i zdązył wyjść?? Bardzo miło z jego strony…postarał sie => Wziełam sobie dwie, bo byłam bardzo głodna, a w dodatku tak smacznie wyglądały…
-dobre-pomyslałam z jakimś podziwem dla owego bliźniaka
Nagły sms przerwał mi posiłek. Wyciagnełam z kieszeni foniQ, przeczytałam i zabrałam sie za pisanie karteczki do Billa-musialam juz iść… “Billuś kochanie, myślałam ze razem zjemy śniadanie, ale dostałam sms od starszych, że już są w domu i chcą mnie zaraz widzieć. Nie budziłam Cie-za słodko wyglądałeś =D
Przepraszam bardzo:) Zadzwonie do Ciebie BuZioL:*
PS.Smacznego => Lilly”
Liścik połozyłam przy kanapkach i poszłam po rzeczy. Jeszcze tylko przemyłam twarz. Pocałowałam Billa, poczułam sie bardzo dziwnie…tak jakbym sie z nim żegnała…uciekała..odchodziła…Popatrzyłam jeszcze raz na jego cudne czekoladowe oczy i wybiegłam z domu porywając przy tym moj płaszcz i w locie zakładając buty ;> Z plecaka wyciągnełam lusterko i tusz i zaczełam sie malować (nie marnuje czasu) Potem błyszczykiem przeciagnełam obie wargi. Po 10 minutach stałam przed znajomą mi furtką…czułam sie niepewnie, potym co zaszło w tym domu…wolałabym zeby okazał sie nawiedzony niż…
- O Lilly jesteś już. wchodz! -mama stała rozpromieniona w drzwiach…(ah ten instynkt macierzynski;>)
-mama-krzyknełam i rzuciłam sie na mame i gorąco ją usciskałam
-tata czesc!-przywitałam także ojca.
-witaj coreczko
-jadłaś??-zapytała
-tak, przedchwilą-odparłam
-to dobrze, to sie pakój…
-co?
-to co słyszałas…jedziemy do Polski
-CO???
-no tak…idz sie pakoj bo niebedziesz miała bagażu…
- a kiedy? A co z tym??
-sprzedane…dziś wprowadzą sie tu nowi własciciele…
-o nie, nie robciemi tego! Ja tu mam przyjacioł…chłopaka na ktorym bardzo mi zależy..
-dzisiejszy rozwoj techniki pozwoli ci kontaktować sie codziennie ze znajomymi,a wyobraźnia pozwoli ci na bycie tu…
-jak to?
-myślami…=>
-zawsze wszystko musicie spieprzyć…
-idz juz na gore
- a dacie mi sie chociaż pozegnać ze wszystkimi??
-tak
- a co z psem??
-mozesz nie zadawac tylu pytan…
-odpowiedzcie mi na te i sie zamkne
- a pies ma tu bude, zostaje z nowymi włascicielami…
-wy to robicie specjalnie??
-idz na gore..
-czyli tak..-pobiegłam z płaczem do pokoju…Stały tam 3 duze pudła…spakować musiałam wszytstko…tak jak wszytsko rozmyło sie w ciagu tych kilkunastu minut…wiedziałam ze to jest za piekne zeby było prawdziwe…Zaczełam pakować. Do torby spakowałam ubrania, wszytsko sie nie zmiesciło, wiec wciskałam gdzie popadnie. Ciałem byłam przypakowaniu, duszą wogle gdzie indziej…myslalam o Billu, Kelly….Tomie i spolce…o Tokio Hotel…
Zeszłam na doł cała zapłakana..piekły mnie policzki od pełnych goryczy łez…
-już??
-tak…
-to biegnij szybko do Kell…
-wroce za pol godziny
-dobrze, tylko sie nie spoźnij…
Nałozyłam buty i kurtke i wybiegłam z domu jak spażona…Biegłam tak szybko jak tylko mogłam. Wreszcie dobiegłam…przeciez to tylko przecznica dalej..Zastukałam kałatką. Wszystko zaczeło ze mnie podskakiwac…czułam ze serce podskoczyło az do gardła…
Otworzyła Kelly. Rzuciłam sie jej w ramiona i wybuchłam płaczem
-ej Lilly co jest?? Co sie stało??
-ni nie nie moge…ja ja jade do Pol…znow zalałam sie łzami.
-ski?? Chodzi ci o Pol skę??
-wla wlasnie tak:((
-wejdz, pogadajmy!
-mam tylko pol godziny…na pozegnanie:(
-i co bedzie??
-ja nie chce tam jechac…ja chce zostac tu!!-kazda mowila o czym innym…:D
-to moze zostaniesz u mnie???
-nie, moi rodzice nigdy sie nie zgodzą…:((
-ale bedziemy dzwonic,pisac
-no jasne…codziennie
-bede tesknic
-ja tez!! a co z Billem??
-niewiem-kolejny wybuch…placzu
-nie placz…wszytsko bedzie dobrze…zobaczysz…
-nic tam nie bedzie dobrze…
-ulozy sie…
-a przyjedziesz do mnie na swieta? prawda? przyjedziesz??
-nio napewno, a jak ja nie to ty…
-dobrze…ale swieta spedzamy razem…wszystkie ferie…wakacje ok?
-no jasne:D
-to super, musze juz isc:((
-chodz przytul mnie jeszcze:) niedlugo sie spotkamy…niedlugo swieta:D
-to super:)
-to papa
-papa
Było mi bardzo ciezko rozstawać sie z tym wszytskim…wracając do domu zegnałam te uliczki…ktorymi chodziłam pare razy dziennie z przyjaciołmi…wracałam z budy…Byłam u Kell 15 minut, wiec postanowiłam ze pobiegne do parku. Na miejscu usiadłam na jednej z ławek i wtedy wrociły wspomnienia…złe…i te dobre:) Na tej ławce siedział wtedy Bill z Ashley…
-miałam tyle problemow odkąd poznałam chłopakow z TH…-pomyslałam
Z oczu poleciały 2 duze…kryształowe łzy…szczescia…
Czułam sie inaczej…chciałabym podziekować jakos Bogu…przecież nie jedna fanka marzy o takim zyciu…dopiero jak sie cos traci wiemy jak było to wazne…na codzien nie doceniamy tego…i to jest bład…nie potrafimy cieszyc sie z tego co mamy…z tego co nam daje stworca…on ma wszytsko zaplanowane…wiec moze i tam poznam kogos, kto wpłynie na moje zycie, przewracając je do gory nogami…nowa szkoła…inne obowiazki…ale mam nadzieje ze jedno sie nie zmieni…ze zostane z Billem do konca zycia…bo to moja miłosc…
-dobra dosc rozmyslen…trzeba wracac do rzeczywistosci…do domu hrrr
***
-jush jestem…
-to dobrze, gotowa?
-tak
-my tez
-ok, tato dasz mi do samochodu laptop??
-a po co ci??
-jak to po co…zanudze sie bez niego na smierc…przemycicie przez granice trupa…
-to jest argument =>
-to sie ciesze ;>

Ruszylismy w droge
-jeszcze do Billa, nie zapomnijcie…
- a tak a gdzie on mieszka??
-za laskiem, tam gdzie kiedys był ten ‘’supersam”…na tej dzielnicy bogatej…
-ahaa juz wiem
Po pieciu minutach bylismy … w sklepie…:D
-po co jeszcze do sklepu??
-a co bedziesz jadła? przed nami długa podroż!
-to pozwolcie, ze ja wybiore produkty dla siebie ;>
-dobrze, to spotykamy sie za 5 min, tutaj przy tej kasie
-spoko
Ruszyłam w pogon za chlebem razowym i jogurtami naturalnymi…i wodą fakt ze grejfrutową..ale to w koncu tez woda =>
Wziełam takze chrupki, batony, puszke coca-coli i…chusteczki. Krojone salami na chleb i ciastka…żelki, nie mogło zabraknąc takze soku grejpfrutowego i zumy do gucia (mietowej). Na umowione miejsce przyszłam…ostatnia. Rodzice mieli pełny koszyk. Czego tam nie było…Ciagle ich poganiałam zeby sie streszczali…wkoncu wsiedlismy do samochodu i pojechalismy do Billa rzecz jasna => Dojechalismy po 10 minutach. Wysiadając zrozumiałam ze to jest trudniejsze niz myslałam…Bardzo trudno jest powiedzieć ukochanej osobie ‘zegnaj’. Dopiero teraz dotarło do mnie, ze juz moge go nie zobaczyć…
-przyjedziemy tu za 20 min, masz tu juz czekac!
-ok-odparłam i pobiegłam pod drzwi…Otworzył Bill
Do oczu momentalnie napłyneły mi łzy i wybuchłam płaczem, rzuciłam sie na tego wysokiego, i jakże powolająco przystojnego chłopaka (widział to jakis paparazzi??:D)
-czesc skarbie:) Jakie gorące przywitanie!?! Stało sie coś??
-Bill, to co teraz powiem, nie bedzie ani miłe…ani przyjemne…
-cos ci jest?? mow szybko! Nie pokoje sie!
-ja ja jade…
-gdzie jedziesz??
-do Polski-nie wiedziałam jak sie zachować…jedynie co mi było potrzebne…chciałas sie czuć bezpiecznie, Bill zapewnił mi to przytulając mnie mocno…i pocieszając…
-to nie możliwe…dlaczego??a co bedzie z nami??
-niewiem dlaczego…to była ta niespodzianką..chyba…tylko wrociłam z rana do domu i juz kazali mi sie pakować…nie miałam nawet czasu by z nimi porozmawiać…
-ale nadal bedziemy razem? bo bez ciebie…
-tak, oczywiscie…przeciez….są komorki…komputery…
-bede do ciebie przyjezdzał kiedy tylko bede mogł…
-obiecujesz??
W odpowiedzi dostałam bardzo namietnego i długiego całusa
-a zapomniałem i nie miałem kiedy zapytać….nie załujesz…??
-nie!! Mieliśmy wielkie szczescie!! Ze sie spotkalismy i ze jestesmy razem!! Kocham Cie!!
-ja ciebie też!! Bardzo…tak bardzo jeszcze nie kochałem nikogo…
-ja tez:D
-ale ze mnie palant, wejdz usiądz!
-ale za 10 min przyjadą rodzice…
-aha, ale wejdz, poczekaj chwilke
-dobrze
Bill pobiegł na gore. Po chwili zbiegł trzymał cos w ręku. jakieś pudełko!!
-prosze, to dla Ciebie!
Otworzył. Był tam wielki złoty pierscionek
-oh to dla mnie? dziekuje:* Oswiadczasz mi sie?? :D
-tak, tam wyryte są nasze inicjały:D A o reke prosić Cie bede dopiero za kilka lat…musisz jeszcze poczekać:D
-na Ciebie zawsze:D
-heh aż mi sie zrobiło głupio:D A dostane buziaczka??
-oj nie wiem…małego…w policzek…-pocałowałam go i przytuliłam, nie chciało mi sie opuszczać tego uczucia…w jego ramionach zapominałam o całym swiecie…
-a to zebys nigdy o mnie nie zapomniał-zdjełam z szyi swoj naszyjnik ktorego nie zdejmowałam od wczesnego dziecinstwa…bardzo lubiłam ten medalik…sądziłam ze przynosi mi szczescie:D zdał już egzamin…poznałam moje szczescie…
-dziekuje, ja tez dam ci swoj
-dobrze, bede go nosila…
- ja tez:D
Usiadłam przy stole, bo juz bolały mnie nogi:D Bill złapał mnie za rekę i tak siedzielismy patrząc sobie w oczy przez nastepne 3 minuty… Wyciagnełam z kieszeniu komore i zobaczyłam ile zostało mi czasu…
-za 3 minuty bedą rodzice:(
-o nie to straszne…są tacy punktualni?
-no:(
Usiadłam Billowi na kolanach i zaczeliśmy sie całować. Bardzo spontanicznie:D
Usłyszałam głosny i donosny dzwiek klaksonu, ale nie przerwaliśmy… Drugi, a potem trzeci…
-dobra musze isc:((
-wyslij mi w sms adres
-ok! przyjedziesz do mnie na ferie swiateczne??
-postaram sie!
-dzieki:* Kocham Cie!! Masz nie flirtować:D
-ja też!! jak sobie pani życzy! Ty też masz trzymać sie z daleka od chłopaków!!
-no ale moge z nimi porozmawiać, gdyby co??
-tak ale chodzi mi o bliższe zapoznawanie:D
-aha no oczywiscie:D mi tez o to chodzi:D
-no to papa:*
-pa*
Pocałowałam go jeszcze raz, ale tym razem krotko i wybiegłam jak opażona. Już zamykałam drzwi, tato już zapalił samochod a tu jakze donosny i czysty głos Billa…Biegł w naszym kierunku…CDN

~*~W nastepnym odcinku:
-co Bill chciał…
-co zaplanowali rodzice…
-gdzie bede mieszkać…
-czy spodoba sie jej nowe zycie…
-jaką Lilly zaliczy już wpadke…

Skomentuj!
Komentarze [1115>

Thema: Rozdział 22-Kąpiel
24 lipca 2006
Hej słonca:* Wreszcie znalazłam czas i odrobinę checi na napisanie noci:) Notka jest…hm…długa:D Bardzo długo mi to zajeło:D Wypiłam przy niej 2 wielkie kubki kakaa:D Pozdrawiam Salwi ktora tak jak ja bardzo lubi kakao=> I pije je tak jak ja…przez słomke Wiec nastepne przymulanie na ekranie…nastepna notka bedzie wreszcie o czyms ciekawym…moim zdaniem…dobra nie zamulam czytajcie bo juz chce mi sie spac!! Notke pisze rowno 3 godziny, bo tyle rozmawialam z Salwi….sama Salwi swiadkiem => Pozdrawiam:* Caluski i przepraszam ze tak długo nie było notencji, ktorą obeicywałam dla Sylwi al jakos tak wyszlo:D Zycze miłych wakacji:D Refleks….:D

~*~W poprzednim odcinku:
Znow obudzona przez koszmar wyleciałam z łozka. Nie pamietałam snu…Nie chciałam do niego wracac…spojrzałam w okno by zapomniec, słyszałam gdzies ze to skutkuje… Zasnąc juz nie mogłam. Pomyslałam moze Tom nie spi…lub Bill ale teraz wolalabym wskoczyc do lozka Toma i mu sie wyzalic, przytulic… on doradziłby cos…nie zawsze jest smieszny…czasem umie zachowac powage… Znalazłam jakies klapki. Zapewne były Billa ;> Wyszłam z pokoju. Szłam do blizniakow. Przy drzwiach usłyszałam szepty…Wiem ze to nie ładnie, ale podsłuchiwałam ich. To co usłyszałam bardzo mnie zdziwiło…tak jak to…ze nie spali…

Przyblizyłam ucho do drzwi i po prostu …ich podsłuchiwałam =D
-(…) z nią czuje
-jak to źle?
-nie chodzi mi o to!! Poprostu nie jest tak jak było kiedyś…
-czyli jak??-ah ten niekumaty Tom, ale jakze przystojny :D
-brakuje czegos…tego co łączy zwiazek, przybliza…
-aha…to napraw to:D
-jak??
-heh tego to ja juz nie wiem…porozmawiajcie?!?
-sprubuje….dobra chodz idziem cos zjesc
-o jacie-szepnełam
Przestraszyłam sie…jeszcze chwila a nakryją mnie na podsluchiwaniu…pobbiegłam szybko do pokoju. Chyba cos zobaczyli…a moze nie? Wskoczyłam do łozka. Nie chcialo mi sie ani spac, ani lezec, wiec po chwili zeszłam na doł:P
-o witaj krolewno co tak wczesnie??
-siemka chłopaki…jak sie spalo??
-dobrze sie spi ze swiadomoscią ze najdrozsza ci osoba spi w drugim pokoju:P
-heh to dobrze =>
-czekałem na ranek całą noc, tylko dlatego zeby z rana zobaczyc…Ciebie
-oh jakis ty sie zrobil romantyczny… :D
-dla ciebie wszystko:D
-to zmien wizerunek
-yy…
-zartowałam głuptasie :P Podobasz mi sie taki jaki jestes :P ale chcialam cie sprawdzic =>
-to dobrze ;> to ty idz do fryzjera i sie zetnij tak jak ja
-dobra
-zartowałem:D
-ja teez:D
-co to mialo znaczyc? nie chcesz sie sciac tak jak ja?
-oczywiscie ze nie…
-foch….oburzenie
-zartowałam:D Nie chce byc kopią kilku milionow dziewczyn i kilku chłopcow :P Bo i tak nie bede Billem Kaulitzem:P
-swieta racja!! Dobrze gadasz:P
-a ja jeszcze nie widziałem dziewczyny ktora ma dredy:( -pozalił sie Tom. Wszyscy zaczelismy sie smiac
- a wracając do tematu jak sie Tobie Lillus spało??
-Oj nie za dobrze, od jakiegos czasu dreczął mnie koszmary…
-a co ci sie snilo?
-no zebym ja wiedziala:D nie pamietam:( :D
-aha
Podeszłam do Billa i usiadłam mu na kolanach. Objął mnie a ja polozyłam głowe na jego ramieniu zastanawiajac sie dlaczego nie zrobiłam tak wczesniej i ze stalam jak jakas durna przed ta całą gatke. Z braku głowy i nadmiaru problemow zaczelam bic sie po łepetynie.
-Lilly co ci jest?-Bill
Tom odrazu chwycił za telefon, chcial chyba wykrecac numer pogotowia ale tego psychiatrycznego =P
-ej nic mi nie jest…ja….mysle =>
- o czym?-odkładając telefon
-hyymm….co zjesc na sniadanie:D
-i co wyszlo ci z tej mieszanki??
-jajecznica:D (czytajcie to tak jakbyscie czytali jakis wiersz na jez. polskim => )
-dobra ja tez chce-Bill
-no to zabieram sie do pracy ;>-Tom
-arcydanie na sniadanie-krzyknelam z lolem na twarzy(usmiech:D)
Tom zajzał do lodowki. Wyciagnął z niej 5 jajek (bo tyle było) bekon,ser i mleko
-dzis bedą jajka z serem na bekonie:D a potem kakao:D
-oo pysznosci…jak tylko nie przypalisz…;>
-ha ha ha bardzo smieszne…-pełen ironi Tom
-raz sie zdarzyło a ty mi Bill bedziesz to wypominał do konca zycia…
-a jak…dopoki sie nie ozensz =>
-czyli do konca:D
-jeszcze sie zobaczy…
Po zjedzeniu pysznej jajecznicy i wypiciu pyysznego kakaa Bill poszedł sie kąpac a ja z Tomem poslzismy na gore. Po 5 minutach uslyszałam jakze donosne ‘wycie’ Billa. Podeszłam do łazienki
-czego?-rzuciłam
-Lill chodz tutaj!!
-?!? snisz….
-ale ja mam cos na plecach….cos tu łazi-skomlał
-?!?
-piana jest…duzooo !
-no dobra, patrz zeby to ‘cos’ było wielkie bo jak…hrr
Weszłam. Bill kąpał sie w wielkiej wannie. Piana była 2 metry nad wanną. Bill wygladał w niej jak mrowka…=>
-no i gdzie to jest?
-na plecach
Podeszłam do nieo i zaczełam szukac ”tego czegos”
-nic tu nie ma :/-wybełkotałam
-wiem => -nie zorientowałam sie kiey Bill mnie chwycił i wciagnał do wanny
-ej bałwanie!!!!!! Ukatrupie!! hRRR a jak tu gorąco!!-darłam sie
Woda sie wylewała
-sama chcialas!!
-ale nie do takiej gorącej…aj wcale nie chcialam heh
-sama sie przyznalas!
-hyh…
-no wlasnie:D
Objął mnie i zaczął całować…Odwzajemniłam pocałunek, po chwili juz lezelismy na sobie. Przyznam, swietnie to zaplanował:D Było swietnie. Chwycił w reke ‘garsc’ piany i zaczał mnie obrzucac. Ja oburzona i na niby fochnieta zrobiłam to samo:D Po wojnie lazienka wygladała jak…no coz…jak po wojnie:P Wszedzie było mokre…piana opanowała wszytsko… Gdzie jej nie było… nie było takiego miejsca ;> Bill naszczescie był w bokserkach. Znowu zaczelismy sie całowac. Objełam go mocno za szyje zeby nie stracic tej chwili…zeby nie znikła tak jak piana…nie pekła jak banka mydlana…lecz tak stac sie musiało….

Po tej ‘kąpieli” moje ubrania były mokre. Nałozyłam bluzke Billa i spodnie => Wyglądałam idiotycznie…Bill wygladał ich o niebo lepiej:P Powiesili moje ubrania na kaloryferze i szykowali cos do jedzenia. Bill byl w lepszymhumorze podspiewywał sobie freunde bleiben. A ja ze zwieszoną miną i ze spadającymi spodniami…
-a zdawało sie takie małe-pomyslalam
Majtki i stanik tazke miałam przemoczony, ale one zostały na swoim miejscu:P Gdy tylko wyschły moje ciuchy pojechałam z blizniakami do mojego domu. Wziełam kilka ciuszkow, bo Bill zaproponował mi zebym spała u nich do poniedzialku, bo ich starsza poejchała w delegacji. Zgodziłam sie, bo nie miałam wyjscia…bałam sie. Wziełam pieniadze
-pojedziemy do centrum, ok?
-jak sobie zyczysz-puscił oko Tom
-fajnie, chce kupic sobie jakas bluzke i spodniczke-zatrzepotałam rzesami
Spakowałam do plecaka potrzene rzeczy. Wygrzebałam swoją karte do telefonu i postanowiłam zadzwonic do taty. Bill urzyczył mi komorke. Przełozyłam karty i zatelefonowałam do starszego. właczylam na głosny
-pi….pi….pi…..halo
-yyy czesc tato
-czesc co z tobą sie dzieje?? nie moglismy sie dodzwonic do ciebie na komorke, domowego nie odbierałas…
-spokojni wszytsko jest po kontrolą ;> komorka mi sie…rozpier…rozwaliła ;> a ja bylam w …szkole i u blizniakow :D
-aha a gdzie teraz jestes??
-yyy…a gdzie mam byc??
- w szkole…
-yyy no tak, bo jestem:D na przerwie:D-skłamałam
-a jakos tak…cicho…
-a..widzisz:D bo jestem na podworku, tak na podworku, za szkołą…tam nikt nie chodzi, tak tam nikogo nie ma…tylko Bill z Tomem:O hehe:D -zaglebialam sie w kłamstwo sama siebie wkopując w to gowno! Prawie jak gowno 27 hehe :D
Bill z Tomem turlali sie po podłodze ze smiechu, zapewne lali w majtki przez to co mowilam…i jak wyglądałam:D
-ej tato, wlasnie….telefon mi sie ro….roozwalił:D
- a co sie stało?
-eghmm upadł…na kamien…tak na kamien..ostry kamien…tak na serio ostry i tak upadł ze juz nie zdołałam go podniesc, z braku 5 dodatkowych rąk:P hhe tak upadł ze juz nie wstał…
Chłopacy mieli juz pełne gacie
-oj coreczko…cos nie umiesz kłamać…
-co? ojej….
-mow co sie naprawde stało albo ty upadniesz i juz nie wstaniesz….
-hehe…. no bo wiesz…zdenerwowałam sie i…
-dobrze, wiem rozumiem…nie musisz dokanczac…
-i o sciane tak o wiesz…mocno-ale i tak dokonczylam =>
-moze przyjedziemy z mamą juz do Niemiec?-zapytał ironicznie
-nie ma potrzeby naprawde.. tylko kaska na kome załatwisz??
-oj dobra zalezy ile?
-hyh…2 000 polskich….:/
-co??
-ale na taką naprawde dobrą:D Juz wypatrzyłam, mam na oku sony ericson w 800i
-hmm…no nie wiem..
-plosie
-nie
-co?????
-nie
-no wes….
-zartowałem:D sprzedane:D
-jejej dzieki:*
-ale zmywasz jak przyjedziemy
-dobra….CO????
-no za 2 000 …
-no dobra….(i tak nie bede zmywac-pomyslalam)
-no to zaraz bedziesz miala pieniadze na koncie
-dzieki tatus jestes wielki
-bo pije mleko
-heh pap a keidy wracacie?
-w poniedzialek
-ok papa caluski
-pa curus pozdrowienia ode mnie i od mamy
-nom ja tez caluje pa
nacisnełam czerwoną słuchawkę
-TAK!!-krzyknełam i skoczyłam do gory
-ale twoj ojciec jest super-przyznał Bill
-nom wiem, gorzej z mamą…
-to gdzie idziem??
-do banku!!:D
Pojechalismy do banku w ktorym mialam odebrac przelew. Pobrałam te 2 tysiace i pojechalismy do salonu ERY. Załatwiłam tam wszytsko. Podpisałam umowe. Siedzielismy tam chyba z 2 godziny. Nikt sie nie spieszył
Wyszłam z moim pieknym pomaranczowym telefonikiem
-faktycznie jest super!
-wiem, wypatrzyłam go niedawno:D
-to jescze mam 200E super:D Jedziem na zakupy i załaduje konto;D

W centrum:
-to gdzie?
-najpierw do H&M
-ok
Kupiłam tam bluzke ale raczej taką sportową i torebke. W drogerii kilka bransoletek i kolczyki. Do nike zaszlismy po frotki. Kupiłam 2 rodzaje. Małe 2 czarne i 2 duze granatowe . Jescze zachodzilismy do roznych butikow. Do Empiku. Wypatrzyłam tam polską gazete i kilka słowackich. Na okładkach oczywiscie nie kto inny jak TOKIO HOTEL :D Zaszlam jescze do kilku sklepow odziezowych i kupilam czarną bluzke na grubych ramiączkach z aksamitu. Na przedniej stronie było Angel a na tylej Fallen i sprzedawczyni powiedziala ze bede musiala sie witac tylem zeby zobaczyli ze jestem upadłym aniolem :P

Do domu wrocilismy po 18. Było juz ciemno. Jesczze wczesniej zajechalismy do mnie zostawic to wszystko co nakupilismy w centrum. Byłam zadowolona z tych wsyztskich nabytych rzeczy. Zostały mi resztki z tych 2 000
-nasteonym razem poprosze o 3 000 -pomyslalam.
Połozyłam torbe przy biorku. Zeszłam na doł
-Bill bądz tak dobry i zrob mi kakao
-ok skarbie ,tez miałem na nie ochote! Rzuciłam sie na kanape i odrazu wyciagnełam komorę aby ją rozpracować do perfekcji. Ustawiłam dzwonki, wygaszacz, pulpit, budzik, powitanie itp. Dostałam po chwili kubek gorącego kakaa i sms…wiadomosc była od rodzicow…CDN….

W nastepnym odcinku:
-tresc sms
-’niespodzianka’
-co sie stanie z Lill
-Czy rodzice mowią na powaznie…

poniedziałek, Kwiecień 26th, 2010 Bez kategorii Komentarze są wyłączone
Kwiecień 2010
P W Ś C P S N
« mar   maj »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031