Archive for Czerwiec, 2010
Muszę?
Sorry, że tak długo nie dodawałam notki ale szkoła…i tak jakoś wyszło…
Mam nadzieję, że źli na mnie nie jesteście. Odwiedzie jutro blogi bo dzisiaj nie mam już zabardzo czasu.
Notka, taka jakaś ale najważniejsze, że jest prawda?
Życzę miłego weekendu!!
Zapraszam do czytania:P
~~~~II~~~~
- Powiesz wreście, czy jak?- dociekał się Gucio.
-Jasne- odpowiedział ludzino Tom- kartki są nam po to, aby napisać tam różne rzeczy…
-Jakie różne?- spytał się bliźniak
-Tak, różne…
-Czyli?- spytałam się przerażonym wzrokiem. Jest czterech facetów i ja jedno, kto wie co mieści się w ich małych główkach?
- Czyli wszystko co przyjdzie Ci do głowy, piszesz na kartce…
-Wszystko?- powtórzył Bill z diabelskim spojrzeniem, które spoczęło na mnie.
-Bill, co ty kombinujesz?- wyrwało mi się.
-Ja? Nic, ja przecież jestem grzeczny.
-Ta, chyba jak śpisz- powiedział równo z Georg’iem. Spojrzeliśmy na siebie, i wybchneliśmy śmiechem. Nie wiem, nie pytajcie mnie dlaczego, ale tak się stało.
-Bardzo śmieszne- odpowiedział obrażony czarnulek.
-To była reakcja niekontrolowana…-uspokoiłam się. Dziwne spojrzenie wszystkich zgromadzonych na moją skromną osobę.- dobra piszmy coś na tych kartkach, bo świt nas zastanie i będzie coś…- zignorowałam ich i kontynuowałam dalej. Jak na komendę, wszyscy zaczęli pisać. Pomysły przychodziły mi różne (np. zjeść szklankę mąki, albo zaśpiewać po polsku piosnkę, oczywiście wiem że chłopcy go nie umieją.. Akurat tak się składa, że chamstwo to moje drugie imię^^). Skończyłam jako pierwsza wszystkie chamskie pomysły wykorzystałam (jakie one były dowiecie, się później).
-Skończyliście?- zapytałam się po dłuższej chwili, pokiwali głowami- super, co teraz?- skierowałam pytanie do Tom’a
-Możesz zorganizować dwie miski?- po chwili już byłam spowrotem, z dwoma miskami- szybka jesteś dobra, włóżcie do jednej miski pytania , a do drugiej zadania- zrobiliśmy tak jak powiedział- teraz siadamy wokół nich i gramy ten co kręci ten też bierze udział w zadaniu, kiedy ten na kogo wypadnie losuje zadanie!- wytłumaczył. Bałam się tej chwili, usiadłam pomiędzy Bill’em a Tom’em.
-O jakie towarzystwo mi się trafiło- uśmiechną się cwafaniacko dredziarz
-Ale podnieta, co nie?- odebrało mu mowę. Pierwszy raz nie wiedział co powiedzieć, to trzeba umieć.
-Zaczynasz…- pokazał na mnie Gucio
-Ja? Dlaczego?
-Jesteś jedyną dziewczyną w tym gronie, zaczynasz- spojrzałam błagalnie na innych, ale oni tylko przytaknęli. Zakręciłam butelką i czekałam z nerwami na kogo wypadnie. Kilka sekund butelka kręciła się wokół własnej osi. Butelka długo „myślała” na kogo ma wypaść, aż wreście wypadła na Georga.. Odetchnęłam z ulgą, on ma trochę rozumu w głowie, nie myliłam się,. Uśmiechnął się i wybrał miskę z „pytaniami”.
-Czytać na głos?
-A jak?- powiedzieliśmy wszyscy. Chociaż, nie byłam tego taka pewna, czy dobrze zrobiłam mówiąc te dwa słowa, na odwrót było już za późno…
- W takim razie pytanie brzmi: „Poszłabyś/edł na pierwszym spotkaniu z dziewczyną/ chłopakiem do łóżka?”- wiedziałam kto napisał to pytanie, są tylko dwa osobniki które mogą coś takiego napisać…
-Nie…
-Co nie?- co za myśliciel z tego Tom’a
-„Nie” to odpowiedz deklu!- zawołał Georg- teraz ja o!- zakręcił butelką z całej siły. Czekałam z niecierpliwością po raz, kolejny na kogo butelka wskaże…
-Klaudia wybieraj- zawołał Bill, kurde wypadło na mnie, dlaczego? Zrobiłam szybką wyliczankę, wypadło na zadanie. Zrobiłam duże oczy z przerażenia, przełknęłam ślinę, zamieszałam ręką w misce i wyciągnęłam biały papier rozwinęłam go drżącymi rękami, odetchnęłam z ulgą kiedy przeczytałam, że to moje zadanie.
-Zaśpiewaj swoją ulubioną piosenkę po polsku- przeczytałam z bananem na buzi.
-Ej, to niesprawiedliwe!- wrzasną Tom
-Przepraszam ja nie oszukiwałam!
- Dobra śpiewasz…- powiedział Bill
-yy..ja nie umiem
-Wieź nas tu nie bajeruj, my wiemy że umiesz….a
-a, żeby było troszeczkę trudniej zaśpiewasz po niemiecku- wtrącił się Guciowi, Tom.
-Oki, niech wam będzie- zgodziłam się, poszłam po gitarę zastanawiając się nad piosenką. Wzięłam moją ukochaną gitarę, zaśpiewałam moją ulubioną piosenką z repertuaru chłopaków. Rette Mich.
Zagrałam refren, po co więcej.
-Zaliczone, spytałam się?- kiwnęli głowami, już miałam kręcić butelką kiedy Bill mi przerwał.
-Sorry, że akurat teraz…- dziwne spojrzenie trzech samców na biednego Bill’a- no dobra później…- zakręciłam butelką z całej siły. Butelka coś mi na złość robiła, bo wypadłą na Bill’a, a znając go wybierze zadanie. Nie myliłam się.
Uśmiechną się do mnie cwaniacko, jak to bliźniacy potrafią. Zamieszał w misce, wyciągną kartkę i przeczytał z uśmiechem…
-Pocałuj tego co kręcił butelką, po „francusku” całe 5 minut…- jego uśmiechu nie da się opisać. Fakt chciał aby tamta „nagroda” się powtórzyła, ale żeby aż tak szybko?
Nie, nie zgadzam się!
-yyy…- wydałam z siebie dziwny dźwięk. Bill wstał wyciągając do mnie rękę.
-Muszę?
-To był twój pomysł na granie w butelkę.- fakt facet miał racje, czarnulek cały czas miał wyciągnięta, zawahałam się jeszcze przez chwilę, ale po jakimś czasie moja ręka ujęła jego dłoń. Przeszedł mnie dreszcz, tak sam jak w tedy kiedy pożyczył mi swoją kurtkę…
„Kurde, zapomniałam mu jej oddać”-pomyślałam.
Nie zdążyłam pomyśleć do końca. Bill spojrzał głęboko w moje oczy, w jego brązowych oczach „latały” wesołe iskierki…
-Włączasz stoper- powiedział do Georga, nadal patrząc w moje oczy. Kiedy basista dał znak, Bill pochylił się na demną. Zaczęliśmy się całować tak jak wcześniej.
To był nasz drugi pocałunek w ciągu godziny, znaliśmy się tak krótko a już znał moją największą tajemnice. Bill coś w sobie ma, co roztopiło lód w moim sercu, który oddalał mnie od chłopaków bo bałam się zranienia, bólu który sprawił mi Kordian…
Te pięć minut na zawsze utkną w mojej pamięci.
Graliśmy długo, nikt nie trafił już więcej na takie zadanie jak Bill. Zbieg okoliczności, czy jak?
***
Wstałam dość wcześnie jak na wolny dzień od szkoły. Postanowiłam, że dzisiaj zadzwonię do rodziców i powiem o pozytywnie rozpatrzonej decyzji co do koncertu od „tyłu”, jak to nazwała moja kochana babunia. Mama nic nie powie, gorzej z tatą. Będzie jednak musiał uszanować moją decyzje. Wstałam, założyłam szlafrok i zeszłam na dół. Było cicho, czyli chłopacy jeszcze spali, weszłam do salonu po którym walały się: chipsy, popcorn ogólnie mówiąc nie zdrowie jedzenie i puszki po napojach. Ogarnęłam pokój aby wyglądało u nas jak u ludzi, a nie jak w mojej szafce gdzie można znaleźć kawałek pizzy z zielonym „futerkiem” (no co, każdemu może się zdarzyć^^). Uwinęłam się ze sprzątaniem migiem, sprzętu już nie było, chłopcy „odstawili” go na swoje miejsce (czyt. piwnica). Zastanawiałam się co chłopcy mieli by ochotę zjeść na śniadanie (chyba poproszę ich o całe menu na tydzień^^).
Z tegoż, ciekawego zajęcia wyrwał mnie dzwonek telefonu.
-Tak, słucham?
-Dzień doby, Klaudio!
-Cześć Simona, co tak oficjalnie?
-A, tak jakoś, co tam u Ciebie?
-Jak, u mnie? Przeciesz Bill, Tom i reszta też tu jest…
-Naprawdę moi synowie raczyli odwiedzić, starą matkę…- usłyszałam smutek w głosie Simony.
-Wcale nie jesteś stara, jeśli jeszcze raz coś takie powiesz to nie wiem co Ci zrobię…
-Oki, oki nich Ci już będzie.
-I, tak ma być.
-A tak, w ogóle to co teraz robisz?
-Teraz to się zastanawiam co zrobić, na śniadanie tym głodomorom.
-Zrób tosty, lubią je…- przytaknęłam, rozmawiałam z mamą bliźniaków jednoczenie przygotowując śniadanie. Zrobiłam oczywiście kawę, stały punkt programu (mojego^^).
-Pa- pożegnałam się z „moją” drugą mamą, wzięłam tosty, jogurt i kawę, poszłam do oczyszczonego salonu usiadłam sobie wygodnie na sofie, w tej samej chwili spadła mi barki kurtka Bill’a, kurtka była odemnie. Miał ją chwilę, a już przesiąkła jego perfumami. Położyłam ją koło siebie, włączyłam TV. Przerzucałam kanały szukając czegoś odpowiedniego, aż wreście trafiłam na bardzo ciekawy wywiad. Słuchałam go uważnie a kopara coraz bardziej dotykała ziemi…
Jak Bozie kocham
Na początku wielkie sorry, za to że tak dawno nie pisałam. To wina szkoły i braku wane i wogołe. Przepraszam też za, zaniedbanie niektórych blogów, obiecuję, że jutro spróbuję wszystko nadrobić i wogóle.
A i mam pytanie: Jak myślicie, mam doać moje opowiadanie do oceny?
Czekam na podpowiedzi.
Zapraszm do czytania:
***
Nie dokończyłam tylko zaczęłam grać, kopary opadły im do podłogi a oczy zrobili jak spodki, myślałam że parsknę śmiechem ale jakoś wytrzymałam.
-Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, sorry że dzień później, ale do wiedziałam się dopiero dzisiaj- powiedziałam jednym tchem- proszę tu są dla was drobne upominki, mam nadzieje, że będą się podobać.- chłopaki nie wiedzieli co powiedzieć.
-S..skąd wiedziałaś?
-Yyyy….od takiej gazety „BRAVO”.
-Kurde, zawsze musza zepsuć wszystko…
-Ale co zepsuli?
-Jesteśmy wykończeni koncertami, wywiadami i imprezy jak na razie nie są dla nas, chcieliśmy sobie odpocząć z tydzień i wyprawić urodziny razem z Guciem- opowiedział Tom.
-Przepraszam, a czy ktoś spraszał kogoś?
-No ty…-wskazał na mnie Bill
-Co ja?
-No, przeciesz ty zrobiłaś przyjęcie…
-Ale, ja nikogo nie spraszałam, chciałam żebyśmy zrobili sobie „mini” przyjęcie w piątkie.
-Czyli, nie zwali nam się pół miasta na głową- pokiwałam głową- Fajnie.
-Rozpakujcie prezenty i powiedziecie czy mam dobry gust- powiedziałam wsypując chipsy di miski leżącej na stole. Bill kulturalnie „rozpakował” podarunek, a Tom na chama (ale ja się nie czepiam^^).
- Klaudia, skąd wiedziałaś, że muszę kupić sobie nową czapkę?- zapytał Tom, ciesząc się jak dziecko widząc swój prezent.
-Nie wiedziała, zgadywałam- w podziękowaniu dostałam buziaka w policzek. Bill poszedł w ślady brata, rozpakował to co trzymał w ręce. Gdy zobaczył co dostał zaniemówił.
-Nie podoba Ci się?- zapytałam smutnym głosem. Popatrzył na mnie dziwnym wzrokiem, czekałam cały czas na odpowiedzieć.
-Brat język Ci ukradli czy jak?- poganiał go Tom.
-yyy, nie wiem co powiedzieć- wydukał
- No, jak na kulturę przystało to trzeba podziękować.
-hm…dzięki za lekcję, ale ja znam kulturę.
-W takim radzie na co czekasz?
-Chcę Klaudii inaczej podziękować, nie tylko słowami.- wszystkie głowy spojrzały na mnie.
-A, co ja takiego zrobiłam?
-wiesz rzadko kto trafi w mój gust, oczywiście do kurtek.
-A, no fakt. Zapomniałem, że jak mama Ci kurtkę kupiła to ją przerobiłeś….już nawet nie pamiętam na co- kontynuował dredziarz (nie wiem jak to się pisze).
-Mam pomysł- wpadł na coś Gucio- wszyscy do mnie! Oczywiście oprócz Klaudii- podkresił moje imię. Naradzali się dosyć długo, nie przejmowałam się tym. Dalej „przygotowywałam” przyjęcie. Po jakimś tam czasie, stół w salonie uginał się od wszystkich nie zdrowych potraw. Chłopaki zginęli w piwnicy. Wrócili w pełnym składzie (a czegusz, ja się spodziewałam?!^^), tylko, że z instrumentami i tym całym sprzętem (nie wiem jakim cudem oni to wnieśli
), tylko Tom był bez gitary. Wywaliłam gały, a oni odpowiedzieli mi uśmiechem.
-Czego suszycie zęby?
- Zrobiłaś nam niespodziankę- zaczął Bill- ja ze swojej strony chciałem Ci podziękować, ale nie słowem tylko gestem. Nasz wspaniały perkusista- wskazanie na Gucia- wpadł na genialny pomysł, abyśmy zagrali dla Ciebie koncert, wszyscy się zgodzili- zgodnie pokiwali głowami.
-Pozwolisz, że pożyczę, to moja ulubiona gitara- powiedział Tom.
-Tak jasne, ale skoro to twoja ulubiona gitara to dlaczego nie wziąłeś jej na wasze koncerty.- zapytałam podając mu „moją” świętość
-A, wiesz tak jakoś wszyło, ten pośpiech i w ogóle…
-Tak, tak rozumiem, oczywiście że rozumiem.
-Zaczynamy…jazda!!!- zawołał Bill do mikrofonu.
Nie mogłam uwierzyć, że grają dla mnie. Każda dziewczyna będąc na moim miejscu skakała by z radości.- „ Co ja takiego zrobiłam?”- pomyślałam. Najpierw zagrali „Beichte”, „Durch den Monsun”, „Rette mich”, i inne. Oczywiście nie zabrakło „Ich bin nicht Ich“, na koniec zagrali „Schrei“, ale zatrzymali się w połowie piosenki.
- Jest nam miło, że możemy tu być i grać dal ciebie- znów zaczął wokalista- chciałbym abyś pomogła mi zaśpiewać ten utwór, znasz go?- jak go można nie znać, jeśli w ciągu tygodnia słyszałam tą piosenkę kilka tysięcy razy? ( chcę tu zaznaczyć, że mama bliźniaków włączała ich płytę z 5 razy dziennie), pokiwałam głową. Bill pociągną mnie w swoją stronę. Przez ułamek sekundy patrzeliśmy sobie w oczy.
-Za śpiewasz z zemną?- zapytał szeptem tak aby pozostali tego nie słyszeli
- Mogę nawet, zaśpiewać dla ciebie…- odpowiedziałam cicho. Dostałam drugi mikrofon i bez żadnego znaku zaczęłam śpiewać razem z Bill’em. On śpiewał niżej, ja wyżej, po skończonym szaleństwie powiedziałam:
-Chłopaki, dzięki wam za ten koncert. Tylko za co?
-A, tak za wszystko- powiedzieli zgodnie.
-To co? Teraz zabawa?- pokiwali głowami, sprzęt postawili tak aby nie przeszkadzał nam w zabawie.
- To jak? Co robimy?- spytał się Georg.
- Graliście kiedyś w butelkę?
- Tak, bo co?
- Więc tak , kto opróżni najszybciej jakąś butelkę, która się kręci dostanie….
-Buziaka w usta- zakończył za mnie Gustav
-Dobra, niech będzie idziemy na całość-zgodziłam się. Każdy chwycił butelkę coli, która mieściła w sobie 1 litr płynu. Czekałam z niecierpliwością kto wygra.
Napięcie rosło, „szli” łeb w łeb, ale jednak wygrał…
-Bill, zapamiętam Ci to zobaczysz!- zawołał Georg.
-No, co? Moja wina, że byłem spragniony po koncercie?
-„Dlaczego on?!”- wyrwało mi się w myślach- „za jakie grzechy”.- ale obietnica to obietnica, musiałam go pocałować.
-Gdzie moja nagroda?- obejrzał się czarnulek, powiedział to takim słodkim głosikiem jakby czekał na to od wieków.
-TAM!- pokazali na mnie. Stałam spokojnie i czekałam na dalszy bieg wydarzeń.
-Więc?- zagadnęłam kiedy pojawił się naprzeciwko mnie.
-Decyduj, A czy B?- nie wiedziałam o co mu chodziło, jakie A, jakie B?
-B…- powiedziałam, wyliczając w głowie, którą literę powiedzieć.
-Jak chcesz twój wybór…- powiedział z cfanym uśmieszkiem. Już wiedziałam o co mu chodziło ( wy chyba też, prawda?^^). Zbliżał się coraz bardziej, chłopcy obserwowali całe zajście, w Georg’u gotowało się, dlaczego? Stykaliśmy się już nosami.
Nasze usta połączyły się w pocałunku, ale nie takim zwykłym. Prawdziwym namiętnym, dreszcz przeszedł mnie od czubka głowy do małego palca u nogi. Nie wiem ile trwała „nagroda” Bill’a, ale chciałam żeby nikt ten pięknej chwili nie przerwał. Po 1,5 roku pocałowałam chłopaka. Tak długo czekałam, ale chyba było warto czekać tak długo, żeby teraz stać i całować się z Bill’em, ale nie z Bill’em tym sławnym z Tokio Hotel. Tylko z zwykłym chłopakiem który też posiada serce i duszę romantyka.
***
-Wreście…- powiedział Tom, kiedy oderwaliśmy się od siebie- myślałem, że nigdy nie skończycie…
-Zadanie wykonane- rzuciłam, ale czułam się jakoś inaczej.- „Nie Klaudia nie możesz, pamiętaj co on ci zrobił…”- przypomniał mi głosik w głowie.
-„Ale on jest inny”- opowiedziałam.
-„Rób, co chcesz ale uważaj, chociaż z drugiej strony przydało by, Ci się trochę szczęścia…”
-„Co racja to racja…”- ja zwariowałam rozmawiam z sumieniem, odwala mi jak Bozie kocham.- Siadamy na podłodze- rozkazałam, zrobili tak jak powiedziałam- na co gramy?
-Nie wiem- opowiedział perkusista
-Jakieś propozycje?
-Wiem- wyrwał się Tom, popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem- tak więc, przynieś jakieś kartki i długopisy- zrobiłam tak jak poprosił.
-Po co, to?
-A po to, żeby….
Klaudia ty żyjesz?
I znowu kurde zapomniałam, ta notka jest dla mojej kumpelki Weroniki vel Gwiazdki. Na początku twierdziła że Tokio Hotel to pozerzy, ale z czasem dostała więszkej głupawki niż kto kolwiek inny:D (którego znam oczywiście), nawet ostatnio weny dostała i kilka wierszy napisała i pozwoliła mi je wrzucić na bloga. Dziękuję:*
(narazie tylko dwa jeśli ktoś będzie chciała skopiować te wiersz na swojego bloga to proszę abyście napisali mi w komęcie dlaczego i żebyście podpisali “Twórczość Gwiazdki” oki?)
Bill wciąż zmienia fryzury,
W spodniach ma same dziury,
Tom zarzuca dredami a Georg rzuca gitarami,
Spokojny jest tylko Gustav może jeden z nich zrobi mi usta, usta
Oprócz Georga i Gustawa bo z nimi to ohydna spawa.
***
Chciałby Bill’a spotkać każdy.
Z nim popatrzeć razem w gwiazdy.
Zagrać na gitarze z Tom’em i popływać chwile promem ja
Jedno sobie życzę: wyprowadzić ich na smyczy.
~~~~II~~~~
-Chłopcy, poznajcie Lili
-Cześć- odpowiedzieli chórem nie patrząc.
-Jak oni mogą przez 4 bite godziny siedzieć i gapić się w ekran? Nie wiem, ja bym chyba pierdylca dostała.- pomyślałam, zaciągnęłam moja kumpelkę do kuchni.
-Będzie Ci przeszkadzać jak, krzątać się będę?
-Jasne że nie.
-Chcesz coś do picia?- zaproponowałam- cola, herbata, sok, Red Bull?- zaczęłam wymieniać otwierając lodówkę.
-Sok- podała, a zaraz potem główką się co zrobić facetom na obiad.
-Nad czym, tak myślisz?- spytała kumpelka
-Co mam, zrobić tym baronom na obiad- powiedziałam z uśmiechem.
-Hm…może spagetii?
-Ty, Dory pomysł. Dzięki
-A, mogę ci pomóc w przygotowaniach?
-Jasne, jak msz ochotę?
- Ja, lubię siedzieć w kuchni i gotować, po za tym, we dwie raźniej.
-No, fakt. Masz racje.- zabraliśmy się do roboty. Ja zabrałam się za sos ,a koleżanka za makron. Przy pracy rozmawialiśmy wesoło, śmiejąc się ze, wszystkiego.
-Serio, nazwaliście go Mop?
-No pewnie, mimo iż mojej koleżance się podoba.
-Wy, to jesteście porąbane….
-No chyba, my zawsze mamy fajne pomysły. Mam nadzieje że zjesz z nami…
-No, nie wiem czy mogę…
-Wieś nie gadaj, zostajesz i tyle, Simona zrobiła mi takie zapasy, że jakby lodowce się roztopiły i zalało by nas na trzy lata nie opuściłabym z chłopakami żadnego posiłki- koleżanka po tych słowach tarzała się po ziemi.- Do której masz czas?
-W weekendy do 23, a w dni ‘robocze’ do 21.
-Super mamy, jeszcze sporo czasu…- sos dochodził do odpowiedniego ‘stanu, a makaron studził się w zlewie ( miałam problem jak to napisać, proszę o wybaczenie jeśli nie jest po polsku^^).
-Szybko, na to poszło. Dzięki że mi pomogłaś…
-Nie ma za co, jak już wspomniałam kuchnia to mój drugi dom, twój chyba też?
-Dokładnie, kocham gotować. Czego?- zapytałam, kiedy zobaczyłam czuprynę Tom’a.
-Jakiś ty miła- odpowiedział oburzonym tonem.
-Jak zawsze. Czegoś pan chciał?- zmieniłam ton, na poważny.
-Co tak ładnie pachnie?
-Facet, czy ty nie znasz innego w zwrotu jak wchodzisz do kuchni?
- Póki ty gotujesz, to niestety inne pytanie mi się nie nasuwa.
-Super…Obiad, tak pachnie
-A, konkretnie?
-Dowiesz się, jak pójdziesz resztę bandy, że jest posiłek- ten zamiast pójść, to se klapną przy stole. Naprał powietrza i…
-CHŁOPAKI KLAUDIA ZROBIŁA OBIAD!!!- wrzasną aż szyby się zatrzęsły (dziwię się że jeszcze są na swoim miejscu…)
-Czy ty wiesz co to znaczy, powiadomić?- zapytałam, ale nie usłyszałam odpowiedzi ponieważ huragan przybył w postaci chłopaków.
-Macie wejście, nie ma co…- odezwała się Lili, szukając talerzy.
-Dolna szafka po prawej- powiedziała, chłopaki nie skumali- Wy, to macie spida ale żeby coś pomóc to ostatni.
-Chyba, od tego mamy ciebie…-skwitował czarnulek, chwyciłam pomidora. Trzymałam go już w górze, Bill zrobił przepraszający wzrok, kto by takiemu nie uległ?
-Dobra wybaczam- od razu na buzi Bill’a pojawił się banan.
-Wiesz od kiedy zaczęłaś gotować to wiesz…
-Nie nie wiem- (chamska jestem wiem ^^)- może mnie uświadomisz?
-Później.
-Nie teraz bo…bo obiadu nie dostaniecie?
-A, co jest?
-Czy to ważne?
-Wiesz musze dbać o mój żołądek- kontynuował rozmowę Bill
-Od kiedy?
-Od kiedy, ty zaczęłaś gotować, więc co jest?
-Spagetii- odpowiedziała za mnie koleżanka, posłałam jej mordercze spojrzenie (chciałam się jeszcze z nim troszeczkę podroczyć ^^), a spojrzenie Tom’a mina mówiłam „Błagam”.- No słucham?- nie dałam za wygraną, a oni tylko przewrócili oczami.
- Od kiedy zaczęłaś nam gotować, dowiedziałem się że nogi nie tylko służą do chodzenia i skakania na scenie, ale również można dzięki nimi biegać. A, kto pierwszy ten lepszy.
-Nie rozumiem tego ostatniego zdania?
-No, kto pierwszy ten więcej i szybciej dostaje.
-Aaaa, a o to chodzi….-skończyłam, podałam na stół sos i makaron- Smacznego mam nadziej że będzie smakować, a i jeszcze jedno nie gotowałam sama. Lili mi pomogła
-Ale dużo, makaron ugotować.
-Wiesz niektórzy, potrafią wodę przypalić- zakrztusiła się kumpelka- ale o tym później, do której, są tu sklepy otwarte?
-Do 21, bo co?
-Super…Lili idziemy na zakupy, a wy –zwróciłam się do chłopaków, groźnym tonem- a wy, tu macie posprzątać, rozumiemy się?- pokiwali głowami. Chłopcy ja to mieli już w zwyczaju zachwalali moją kuchnię, już ich słuchać czasami nie mogę. Znudziło mi się ta gadanina, wstałam pobiegłam do swojego pokoju, wzięłam kome, kase i klucze, Lili i wyruszyłam w trans zakupów. (jakie to szczęście że Martin i jego bat pokazali mi sklepy).
Po dwóch godzinach łażenia i szukania paska z ćwiekami koleżanka miała dosyć. Mimio iż, już miałam trzy torby, nadal chodziłam i szukałam to na co się uparłam.
-Klaudia, nogi mnie bolą….
-Nie marudź, chodź w tę stronę- pociągnęłam towarzyszkę za sobą- o, zobacz sklep dla metalów, tu na pewno będzie. Ej…słyszysz?
-Kl…Klaudia?
-No…-odwróciłam się, zobaczyłam kiosk, a w witrynie nowe BRAVO z bliźniakami na okładce i napis „Najlepsze życzenia dla braci….”
-Kurde muszę coś im kupić, ale najpierw pasek…- odwróciłam się i weszłam do mojego upatrzonego sklepu ( już wiem, gdzie będę robić zakupy^^). Kupiłam to co chiałam, rozglądając się za jakimś upominkiem dla bliźniaków. Moją uwagę przykuła czerwona skórzana kurtka „na miśku”. Próbowałam w myślach przypomnieć sobie Bill’a
Ma pani może „S” z tej serii
-Chyba by się znalazła, ale ta jest dla Ciebie proponuję tę- wskazała na podobną tylko że czarną i damską.
-Dziękuję, ale to nie dla mnie.
-Acha, rozumiem.- odparła sprzedawczyni i znikła na kilka minut. Wróciła z kurtką, zapłaciłam i było git, gorzej z tym drugim. Nadmiar złego Lili gdzieś wsiąkła.
-Klaudia, jesteś już się bałam że Cię zgubiłam.
-No, ja też się przestraszyłam. Gdzie Cię wcięło?
-Kupiłam nowe Bravo, masz zobacz- podała mi gazetę, otworzyłam i kogo zobaczyłam na początku? Moje zdjęcie jak idę w kierunku szkoły z chłopakami i tytuł artykułu „Kim jest ta dziewczyna? Nowa inspiracja a może miłość?”.
-yyy- wydukałam. Dopiero wczoraj ich poznałam a już coś takiego, nie coś tu nie gra.
-Klaudia żyjesz?
-No, jakoś. Spadamy to jakiegoś sklepu kupujemy coś dla drugiego zioma na urodziny i spadamy bo ktoś mnie jeszcze pozna i będzie źle.- koleżanka przytaknęła, szybko znalazłyśmy sklep dal takich jak Tom, kupiłam mu czapkę taką fajną czarną, do tego białą opaskę (ba…na się gust^^). Do domu szyliśmy gadając tylko i wyłącznie o gazetach.
-Jakim, cudem oni zrobili mi to zdjęcie?
- Nie wiem, ile ty ich znasz?
-Wczoraj dopiero przyjechali…
-I już coś takiego?- pokiwałam głową- To jakieś chore, ja spadam złóż odemnie życzenia, pa.- pokiwałam zamiast odpowiedzieć. Szłam szybkim krokiem nie oglądając się za siebie. Doszłam do domu, jakoś przemknęłam się niezauważona przez tłum fanek (jak to dobrze że są tylne drzwi^^).
-Klaudia ty żyjesz?- przywitał mnie w progu Gucio- Myślałem że Cię nie wpuszczą….
-Jakoś się udało…zaraz wracam- wbiegłam do siebie, zapakowałam chłopakom prezenty ( dobrze że ktoś wymyślił torebki^^), i pobiegłam do kuchni. Wyciągnęłam lody i chipsy popcorn i cole do salonu. Chłopcy popatrzeli na mnie ze zdziwieniem, chwilę potem już byłam w piwnicy i brałam gitarę, przypominając sobie melodie urodzinowej piosenki którą kiedyś napisałam dla Ani. Chłopcy nadal gapili się na mnie jak na kosmitkę.
- Czy myśmy o czymś zapomnieli?- zapytali się.
- Więc tak…-zaczęłam
Żeby nazbierać 10 konów to nie macie żadnej trudności, ale żeby coś więcej….no juz nie będę taka okruta i dodam new nocie….
A i napiście mi kogo mam informować bo juz powoli się gubię…Pozdrawiam..
Jaki kumaty, no nie?
Więc tak, zapomniałam kompletnie…wczoraj basista (on ma moja czarna gitare^^) z zespołu Tokio Hotel miał urodziny. I tu jest moja proźba do was: MA KTOŚ JEGO E-MIL? Bo ja nie mam, i nie weim jak mu wyslać życzenia, spóźnione ale szczere…albo jeśli ktoś wysyła to niech też dopisze mnie oki? Będę wdzięczna.
~~~~II~~~~
-Gnojek…takiego zabić to za mało- powiedział wysłuchując mojej historii- ale, co to ma wspólnego z blizną-(jaki kumaty, no nie?). Wzięłam głęboki wdech.
-Nie chciałam, nie umiałam żyć, funkcjonować bez Kordiana – kontynuowałam, dziwne spojrzenie Bill’a- chociaż wiedziałam że samobójstwo dobije moją babcie, więc wzięłam żyletkę i wyryłam sobie literę K, prawie wszystko zniknęło, ale ta kreska została i zostanie na zawsze- wskazałam na obiekt rozmowy.
-Zwariowałaś?! Dla takiego palanta chciałaś się zabić?! Pogięło Cię?!- nie dokońca rozumiałam tej reakcji. Poznaliśmy się dopiero dzisiaj, dopiero dzisiaj. –Dobrze że jesteś –powiedział po chwili milczenia.
-Dlaczego?
-Pomyśl…gdybyś popełniła samobójstwo, byś tutaj nie przyjechała poznała: mamę, Jörg’a, Andreasa i Martina…
- oraz was, Lili, nie nauczyłam bym się grać. Fakt są jakieś dobre strony życia –powiedziałam z uśmiechem.
-Widzisz jakie życie może być piękne?- po tych słowach zadzwoniła komórka mojego rozmówcy.
-No…-(jakie przywitanie^^)
-Gdzie wy się szlajacie?- to był Tom
-Siedzimy w parku i gadamy to o ty, i o tamtym
-To może byście ruszyli swoje tyłki, zbliża się 23, was w domu nie ma.
-Ok., zaraz będziemy nara- rozłączył się- No słońce chyba musimy się zbierać – wstaliśmy i razem poszliśmy do domu.
Po rozmowie z Bill’em było, mi tak jakoś lżej na duchu. Dlaczego tak długo milczałam? Ani Ania, Magda czy Daria o tym nie wie, a znamy się kope lat. Bill’a znam ile? Kilka godzin, dzień? A, już zna moją największą tajemnice.
Szliśmy w milczeniu, mając na sobie jego kurtkę nasuwały mi się jakieś takie nie moje myśli(bez podtekstów proszę^^). Czarnulek szedł obok mnie, patrząc w dal. Jego brązowe tęczówki była szklane, chyba od wiatru który muskał nasze twarze delikatnym zimnem.
-Bill…-zagadnęłam cicho, przerywając ciszę.-Czemu milczysz?
-Myślę…-opowiedział patrząc w moje oczy. Znając mnie, pewnie walnęłabym jakimś tekstem, ale nie mogłam żadne słowo nie chciało mi przejść przed gardło.
-A, nad czym jeśli można spytać?
-Dowiesz się w odpowiednim czasie i miejscu.
-Mam to rozumieć że myślisz o mnie?- kiwną głową.
„Czemu o mnie? Znamy się ile?”- znów te same słowa nasuwały mi się, który to raz?
Weszliśmy do domu, w progu przywitali nas ‘domownicy’ którzy zostali w domu. Patrząc na mnie, to na Bill’a, największą uwagę chłopaków przykuła kurtka mojego towarzysza, spoczywająca na moim ciele.
-Fajna mi chwila- przerwał nam Tom
-No, troszeczkę nam się przydłużyło- powiedział Bill patrząc na mnie, posłałam mu nieśmiały uśmiech odwzajemnił go (^^).
-Taaa…troszeczkę- ciągną Tom, spoglądając na zegar ścienny-Półtora godziny to jest troszeczkę…
-Jesteście głodni?- zmieniłam temat- zrobić wam kanapki?
-Nie, dzięki- odpowiedzieli razem
- Aha, czy nie obrazicie się, gdy pójdę do siebie?- kiwnęli głową- a…i mam nadzieje że nasi goście zostają na noc– po raz drugi kiwnęli głowami. Poszłam do swojego pokoju, usiadłam na łóżko.
-Kurde!- powiedziałam sama do siebie- No tak, jak to ja!- kurtka Bill’a została na mnie. Zapomniałam jej oddać, a może nie chciałam jej oddawać?
Kurtka była czarno-biała, i taka ciepła (nic dziwnego ze nie chciałam jej oddać^^). Przebrałam się w piżamę, nałożyłam słuchawki, a obok mnie położyłam kurtkę czarnulka.
„Co TY robisz? Przeciesz faceci to świnie”- mówiło mi coś w głowie. W odtwarzaczu popłynęła piosenka „Rette mich”, jedna piosenka Tokio Hotel znajdująca się na moim sprzęcie. Dlaczego mnie to spotyka?!
***
Obudziłam się wcześnie jak na sobotę 8, a ja już w łazience, patrzałam na obraz nędzy i rozpaczy (czyt. Moje odbicie w lustrze): oczy podkrążone, smutna mina.
Wzięłam szybki prysznic, myśląc o propozycji chłopaków.
„Dlaczego, oni akurat mnie chcą? Bo umiem gotować, to każdy potrafi, a nie sorry….Ola, koleżanka z byłej klasy nawet ziemniaków nie potrafi obrać, i wodę przypalić więc są jakieś wyjątki.”- pomyślałam. Zeszłam do kuchni w turbanie ubrana w czarną spódniczkę ( ja i spódniczka, cuś tu nie gra^^) i czarny t-shirt. Przez dłuższą chwile szukałam czegoś co by się nadawało do spożycia na śniadanie dla chłopców, dla siebie znalazłam jogurt.
Mieszałam składniki, cały czas myśląc co odpowiedzieć chłopakom.
-A, ty co? Spać nie możesz?- przywitał mnie Tom.
-Jak widać a ty?- odpowiedziałam z niewyraźnym uśmiechem.
-No, ja już się wyspałem, A, ty co znowu kombinujesz?
-Śniadanie…
-Czy ty zawsze musisz być taka tajemnicza?
-Taka już jestem, a pyzaty co chcesz wiedzieć? Z jakiego sklepu były produkty, ile kosztowało jedno jajko, jakie przyprawy użyłam?- spojrzał na mnie jak na chorą psychicznie, (ale mi nowość^^)- Co się tak na, mnie patrzysz jak bym ci matkę i ojca harmonia zabiła?
-Że jak? –potrząsną głową- Możesz powtórzyć?- jego mina zasługiwała na Oskara.
-Śniadanie? – pokiwał głową i klapną przy stole. Chwilę później pojawili się chłopcy, zadziwiające że pociągali nosami (hm…ciekawe
).
-Co tak ładnie pachnie?- zapytali chórem.
-Zgadnij…-opowiedział za mnie Tom trzymając widelec w ręku.
-Dwa czy trzy?- spytałam się.
-Trzy!!!- odpowiedzieli zgodnie. Zrobiłam tak jak chcieli, włożyłam każdemu na talerz trzy omlety, ciekawe czy to zjedzą…
-Smacznego!- powiedziałam radośnie, biorąc moje śniadanie siadając koło Tom’a. Gdy zobaczyli „zawartość” talerzy, zrobili duże oczy.
-My to, mamy zjeść?- zapytał się Gucio.
-Sami chcieliście trzy- odpowiedziałam grzebiąc w moim jogurcie.
-A, ty nie jesz?- zmartwił się Bill
-Jak nie, a to?- pokazałam na jogurt, popatrzył na mnie pytającym wzrokiem.
-Jestem weganistką.
-Czym?
-Jak by to najprościej wytłumaczyć… Wiem, jest to wegetarianin który odpuszcza do swoich posiłków nabiał.
-To ty nie jesz mięsa?
-No trudno, być weganistą i jeść mięso.
-Podziwiam Cię.
-Za co?
-No, ja nie mógł bym zrezygnować z mięsa.- kontynuował czarnulek.
-Ja, na początku też tak myślałam, że nie dam rada ale jakoś wytrzymałam 3 lata.
-Ile?!- tym razem wszyscy krzyknęli.
-TRZY LATA!- powtórzyłam
-Wow!- pokręciłam głową i uśmiechnęłam się do wszystkich.
-Jecie, bo wam wystygnie- zabrali się za swoje posiłki ja również. Minę mieli taką jakby mieli: „Niebo w gębie”.
-Boże, jakie to pyszne- zachwycał się Bill
-Znowu?- skrzywiłam się lekko.
-Ny, ty yest yszne- wtrącił Tom z pełnymi ustami.
-Te facet, mama Cię nie nauczyła że z pełną buzią się nie mówi, a w szczególności przy damie?- zaczął Georg
-I znowu się czepiasz?
- Zachowuj się! Kultura!
- Tak, zachowuj się bo nic więcej nam nie ugotuje- wtrącił swoje trzy grosze Gustav.
-Dobra, skończcie.- wstałam wyrzuciłam to co zostało z mojego śniadania do kosza- To ja dziękuje idę…
-To było twoje śniadanie?- nie pozwolił mi dokończyć brat czarnulka, kiwnęłam głową- i tobie to starczy do obiadu?
-No, bo co?
-Czy ty się odchudzasz?
-Nie. Sorry, ale opuszczę was na chwilę muszę się przebrać
-Przeciesz ładnie wyglądasz w tym- spojrzenie które posłałam Gustawowi, zamknęło go.
W swoim pokoju szukałam czegoś normalnego, co by nadawo się do ubrania. Po przeszukaniu wszystkich szaf, stwierdziłam że ubiorę moje ukochane czarne bojówki. Wysuszyłam włosy i zaplotłam je w dwa warkocze (ulubiony fryz mojej babuni:*). Spojrzałam na zegarek, 10. Do przyjścia Lili jest jeszcze trochę czasu.
-„I, co zrobisz w sprawie tego chłopaka?”- zapytał się, pewien starszy głosik w mojej głowie- „Pamiętaj…”- dokończył. Już wiedziałam o co chodzi. Zeszłam do salonu, chłopcy siedzieli rozwaleni przed telewizorem, oglądali vive.
-Już?- kiwnęli głową. Wzięłam telefon i wykręciłam do babci (jakie to szczęście że telefon jest bezprzewodowy^^).
-Słucham?- usłyszałam w słuchawce.
-Cześć babciu.
-Klaudia, jak miło Cię słyszeć, jak tam na wymianie?
- Dziękuję, wszystko w porządku a co u was?
- Również wszystko w porządku ale coś czuję że, nie po to tu dzwonisz?- jak zwykle, babcia jest nie zawodna, Oszukać jej się nie da.
Opowiedziałam babci o wszystkim: zaczynając od tego u kogo mieszkam, kończąc na propozycji chłopaków i o Bill’u
-Coś mi zdaje, że ten chłopak nie jest tobie obojętny- odpowiedziałam zamknięciem oczu, wiedziałam że, babcie wie o tym, zawsze wie co robię (jasnowidz jakiś normalnie^^)- zobaczymy jak to się potoczy dalej. A, co do propozycji: chcesz z nimi jechać?- przytaknęłam- więc w czym problem?
-Przeciesz babcia wie, przyjechałam tu na wymianę a nie na wakacje, pozatym rodzice.
-Przeciesz zawsze jak przyjeżdżałaś do nas, to mówiłaś że byś chciała byś na takim konercie od „tyłu”, a rodzicami się nie przejmuj pogadam z nimi, tylko zadzwoń do nich, dobrze?
-Naprawdę, zrobisz to dla mnie?
-No pewnie, jeszcze się pytasz?
-Dziękuje Ci babciu jesteś kochana.
-Wiem, twój dziadek zawsze mi to powtarzał po ślubie.
-A, teraz to co?
-A, teraz powtarzają mi to wnuki. Dobrze, ja już muszę kończyć bo dziadek przyszedł ze sklepu i będzie chciał obiad, rodzicami się nie przejmuj załatwię to, tylko odzywaj się częśćej.
-Dobrze obiecuje, ucałuj dzidka odemnie.
-Na pewno,pa.
-PA!.- jak zwykle babcia jest niezawodna, rozwiała wszelkie moje obawy.
***
Coś widzę, że cięszko wam nazbierć te 15 kmów, i dlatego zmiejszam ich ilość do 10, notka troszeczkę dłusza niż przwidzałam, no ale cóż. Jeśli się pośpieszycie to bedzie już niedługo kolejna część, ale to tylko odwas zależy. Pozdrawiam wszystkich serdecznie:* ( A obrazki będą pźniej, muszę się nuczyć je dodawać)
Kopara mi opadła
-No, co pomyśleliście?- poganiałam ich.
-Może my Ci to powiemy, bo prędzej śmierci się doczekasz zanim oni ci to przekażą- wtrącił się Gucio- ale radze Ci usiądź- zrobiłałam tak jak mi kazał. Klapnęłam na fotelu, a oni naprzeciwko mnie.(Nie no, co za kultura^^).
-No więc?
-Więc jakieś 2,5 godziny temu Bill zadzwonił do mnie, a Tom do Georg’a, żeby się spytać czy byśmy niemieli nic przeciwko temu, aby kogoś przyjąć do naszego grona.- zaczął tłumaczyć Gustav, ja JAK na razie siedziałam cicho-zgodziliśmy się, potem wykonali telefon do naszego menagera i zadali mu to samo pytanie.
-I, co mi to tego?
-No właśnie, właśnie w tym ta całą sprawa, bo tą osobą masz być TY.-wtrącił Georg
*Kopara mi opadła do ziemi, a oczy zrobiłam jak spodki.
-Czekaj, czekaj….czy ja dobrze zrozumiałam, wy chcecie PRZYJĄĆ MNIE DO ZESPOŁU??
-Nie, nie tak od razu. Tylko rozumiesz tak naprawdę nie mamy ani chwili wolnego, koncerty, wywiady, a po nowym roku będzie jeszcze gorzej- wtrącił Tom
- Już od bardzo dawna zastanawialiśmy się, kto by się nadawał na taką „nianie”- wtrącił się bratu, Bill.
-„NIANIE”- powtórzyłam- to ja mam wam prać, gotować, i wogóle? Po co?
-Sprzątać, gotować i prać nie zawsze. Ale pomagać w zestawieniu piosenek na koncert, powiedzieć doradzić co trzeba poprawić i co najważniejsze być kimś komu można się wygadać- skończył czarnulek.
Chwytałam każde słowo wypowiedziane przez chłopców.
„ Nie, nie to na pewno nieprawda mi się, to tylko śni”- pomyślałam- „ Ja, dlaczego ja?”
-Klaudia żyjesz?- zmartwił się Georg
-Dlaczego JA?
-Dlatego bo powiedziałaś prawdę o co sądzisz o naszej muzyce, nie rzuciłaś się na nas, ostro po nas pojechałaś a w szczególności po Bill’u. Ale dobrze robi taka krytyka.- wyliczył Gucio.
- I, co najważniejsze umiesz gotować- po raz kolejny wtrącili się bliźniaki.
-I co z tego? Przeciesz mieszkacie w hotelu podczas trasy koncertowej, wiec po ja wam?
- Widzisz i tu już są schodu. Nie zawsze mieszkamy w hotelu- podniosłam lewą brew (ze zdziwienia oczywiście^^)- czasami wynajmujemy domek, kiedy chcemy być sami i w tedy nie ma kto nam gotować i się nami zaopiekować.-chłopcy mówili wszystko poważnie, widać było w ich oczach powagę, że ta decyzja jest przemyślana. Obalone wszystkie za i przeciw,
-Teraz chcemy zadać Tobie pytanie: Czy chcesz, być w naszej gromadce?!- powiedzieli to razem. Nie wiedziałam co mam robić. Dopiero co przyjechałam, zaczęłam chodzić do szkoły, poznawać okolice teren, ludzi, co ja mam zrobić? Rzucić to wszystko?
-Chłopcy, sorry…- miny zrobili takie jakbym, już wypowiedziała wyrok- ale przejdę się chwilę- nie czekałam na ich jaką kolwiek reakcję. Wstałam z mojego miejsca i wszyłam. Szłam tak naprawdę nie wiedząc, gdzie idę. Doszłam do jakiegoś niewielkiego parku. Chodziłam pomiędzy alejkami i drzewami rozmyślając na pytaniem chłopców.
„Nie mogę podjąć decyzji od tak sobie”- pomyślałam sobie.
Usiadałam na ławce.
Jesień się zbliżała wielkimi krokami, liście powolni zmieniały kolor. Nienawidziłam jesieni. Nie, nie dlatego bo zimno i szkoła, ta pora roku kojarzyła mi się z Kordianem, z chłopakiem którego kochałam, z którym byłam dokładnie rok, dzień po naszej rocznicy zerwał z zemną.
„ Kurwa odrzuć te cholerne myśli! Było minęło!”- powiedział głosik w mojej głowie.
-Mogę się dosiąść?- podskoczyłam ze strachu.
-Bill, co ty tu robisz?
-A, wiesz duszno było w salonie, to co mogę?
-Jasne, siadaj- zrobiłam mu miejsce koło siebie, gapiąc się w moje trampy.
-Dlaczego wyszłaś?- spytał po dłuższej chwili milczenia.
-Musiałam przemyśleć kilka spraw.
-Tę naszą sprawę też?
-Głównie TĄ sprawę.
-Jeśli nie chcesz to nie musisz się godzić, to twoja decyzja, nikt Cię nie zmusi.
-Nie o to chodzi że nie chce. Chce i to nawet bardzo.
-Więc o co chodzi?- spytał się patrząc w moje oczy. Mimo tego iż jesień dopiero się zbliżała, to wieczór ten nie należał do najcieplejszych. Bill widząc że dostałam gęsiej skórki
(no dziwne, bardzo. Mając na sobie koszulkę z krótkim rękawkiem^^), narzucił mi na ramiona swoją kurtkę.
-Coś ty zdurniał do reszty?! Chory będziesz i fanki mnie zabiją, zabierz to!
-Nic mi nie będzie. Ty się przeziębisz….- jego kurtka była tak ciepła, nawet nie zauważyłam kiedy jego wzrok spoczął na mojej bliźnie, na prawym nadgarstku.
-Co, to jest?
-Co?
-No, ta blizna na twoim nadgarstku.
-Ach, nic…nic- pośpiesznie zakryłam bliznę rękawem kurtki.
-Od czego ona jest?- (czy faceci muszą być tacy nie kumaci?) nie odpowiedziałam nic.
Łzy cisnęły mi się do oczu, kolejna pamiątka po Konradzie. Po wymówieniu tego imienia w myślach, już nie umiałam się powstrzymać, łzy samie strumyczkiem płynęły po moich policzkach prosto na moje spodnie
- Hey, mała co się stało? Nie chcesz to nie mów…- czarnulek przytulił mnie, ciepło które przeszyło moje ciało było takie przyjemne.
-Chcę, tylko nie wiem od czego zacząć….
-Od początku….
-Będziesz pierwszą osobą której to powiem…- skiną głową.
Zaczęłam mu opowiadać dokładnie o wszystkim co łączyło .
***
Dziekuje za wszystkie komętarze^^. Bardzo miło się robi na duszy ja się czyta, że komuś się podoba moje opowiadanie.
New pojawi się dpoiero jak zobaczę 15 komci (coraz więce^^), ale nie od jednej osoby^^. Pozdrawiam.
