Archive for Czerwiec 27th, 2010
Muszę?
Sorry, że tak długo nie dodawałam notki ale szkoła…i tak jakoś wyszło…
Mam nadzieję, że źli na mnie nie jesteście. Odwiedzie jutro blogi bo dzisiaj nie mam już zabardzo czasu.
Notka, taka jakaś ale najważniejsze, że jest prawda?
Życzę miłego weekendu!!
Zapraszam do czytania:P
~~~~II~~~~
- Powiesz wreście, czy jak?- dociekał się Gucio.
-Jasne- odpowiedział ludzino Tom- kartki są nam po to, aby napisać tam różne rzeczy…
-Jakie różne?- spytał się bliźniak
-Tak, różne…
-Czyli?- spytałam się przerażonym wzrokiem. Jest czterech facetów i ja jedno, kto wie co mieści się w ich małych główkach?
- Czyli wszystko co przyjdzie Ci do głowy, piszesz na kartce…
-Wszystko?- powtórzył Bill z diabelskim spojrzeniem, które spoczęło na mnie.
-Bill, co ty kombinujesz?- wyrwało mi się.
-Ja? Nic, ja przecież jestem grzeczny.
-Ta, chyba jak śpisz- powiedział równo z Georg’iem. Spojrzeliśmy na siebie, i wybchneliśmy śmiechem. Nie wiem, nie pytajcie mnie dlaczego, ale tak się stało.
-Bardzo śmieszne- odpowiedział obrażony czarnulek.
-To była reakcja niekontrolowana…-uspokoiłam się. Dziwne spojrzenie wszystkich zgromadzonych na moją skromną osobę.- dobra piszmy coś na tych kartkach, bo świt nas zastanie i będzie coś…- zignorowałam ich i kontynuowałam dalej. Jak na komendę, wszyscy zaczęli pisać. Pomysły przychodziły mi różne (np. zjeść szklankę mąki, albo zaśpiewać po polsku piosnkę, oczywiście wiem że chłopcy go nie umieją.. Akurat tak się składa, że chamstwo to moje drugie imię^^). Skończyłam jako pierwsza wszystkie chamskie pomysły wykorzystałam (jakie one były dowiecie, się później).
-Skończyliście?- zapytałam się po dłuższej chwili, pokiwali głowami- super, co teraz?- skierowałam pytanie do Tom’a
-Możesz zorganizować dwie miski?- po chwili już byłam spowrotem, z dwoma miskami- szybka jesteś dobra, włóżcie do jednej miski pytania , a do drugiej zadania- zrobiliśmy tak jak powiedział- teraz siadamy wokół nich i gramy ten co kręci ten też bierze udział w zadaniu, kiedy ten na kogo wypadnie losuje zadanie!- wytłumaczył. Bałam się tej chwili, usiadłam pomiędzy Bill’em a Tom’em.
-O jakie towarzystwo mi się trafiło- uśmiechną się cwafaniacko dredziarz
-Ale podnieta, co nie?- odebrało mu mowę. Pierwszy raz nie wiedział co powiedzieć, to trzeba umieć.
-Zaczynasz…- pokazał na mnie Gucio
-Ja? Dlaczego?
-Jesteś jedyną dziewczyną w tym gronie, zaczynasz- spojrzałam błagalnie na innych, ale oni tylko przytaknęli. Zakręciłam butelką i czekałam z nerwami na kogo wypadnie. Kilka sekund butelka kręciła się wokół własnej osi. Butelka długo „myślała” na kogo ma wypaść, aż wreście wypadła na Georga.. Odetchnęłam z ulgą, on ma trochę rozumu w głowie, nie myliłam się,. Uśmiechnął się i wybrał miskę z „pytaniami”.
-Czytać na głos?
-A jak?- powiedzieliśmy wszyscy. Chociaż, nie byłam tego taka pewna, czy dobrze zrobiłam mówiąc te dwa słowa, na odwrót było już za późno…
- W takim razie pytanie brzmi: „Poszłabyś/edł na pierwszym spotkaniu z dziewczyną/ chłopakiem do łóżka?”- wiedziałam kto napisał to pytanie, są tylko dwa osobniki które mogą coś takiego napisać…
-Nie…
-Co nie?- co za myśliciel z tego Tom’a
-„Nie” to odpowiedz deklu!- zawołał Georg- teraz ja o!- zakręcił butelką z całej siły. Czekałam z niecierpliwością po raz, kolejny na kogo butelka wskaże…
-Klaudia wybieraj- zawołał Bill, kurde wypadło na mnie, dlaczego? Zrobiłam szybką wyliczankę, wypadło na zadanie. Zrobiłam duże oczy z przerażenia, przełknęłam ślinę, zamieszałam ręką w misce i wyciągnęłam biały papier rozwinęłam go drżącymi rękami, odetchnęłam z ulgą kiedy przeczytałam, że to moje zadanie.
-Zaśpiewaj swoją ulubioną piosenkę po polsku- przeczytałam z bananem na buzi.
-Ej, to niesprawiedliwe!- wrzasną Tom
-Przepraszam ja nie oszukiwałam!
- Dobra śpiewasz…- powiedział Bill
-yy..ja nie umiem
-Wieź nas tu nie bajeruj, my wiemy że umiesz….a
-a, żeby było troszeczkę trudniej zaśpiewasz po niemiecku- wtrącił się Guciowi, Tom.
-Oki, niech wam będzie- zgodziłam się, poszłam po gitarę zastanawiając się nad piosenką. Wzięłam moją ukochaną gitarę, zaśpiewałam moją ulubioną piosenką z repertuaru chłopaków. Rette Mich.
Zagrałam refren, po co więcej.
-Zaliczone, spytałam się?- kiwnęli głowami, już miałam kręcić butelką kiedy Bill mi przerwał.
-Sorry, że akurat teraz…- dziwne spojrzenie trzech samców na biednego Bill’a- no dobra później…- zakręciłam butelką z całej siły. Butelka coś mi na złość robiła, bo wypadłą na Bill’a, a znając go wybierze zadanie. Nie myliłam się.
Uśmiechną się do mnie cwaniacko, jak to bliźniacy potrafią. Zamieszał w misce, wyciągną kartkę i przeczytał z uśmiechem…
-Pocałuj tego co kręcił butelką, po „francusku” całe 5 minut…- jego uśmiechu nie da się opisać. Fakt chciał aby tamta „nagroda” się powtórzyła, ale żeby aż tak szybko?
Nie, nie zgadzam się!
-yyy…- wydałam z siebie dziwny dźwięk. Bill wstał wyciągając do mnie rękę.
-Muszę?
-To był twój pomysł na granie w butelkę.- fakt facet miał racje, czarnulek cały czas miał wyciągnięta, zawahałam się jeszcze przez chwilę, ale po jakimś czasie moja ręka ujęła jego dłoń. Przeszedł mnie dreszcz, tak sam jak w tedy kiedy pożyczył mi swoją kurtkę…
„Kurde, zapomniałam mu jej oddać”-pomyślałam.
Nie zdążyłam pomyśleć do końca. Bill spojrzał głęboko w moje oczy, w jego brązowych oczach „latały” wesołe iskierki…
-Włączasz stoper- powiedział do Georga, nadal patrząc w moje oczy. Kiedy basista dał znak, Bill pochylił się na demną. Zaczęliśmy się całować tak jak wcześniej.
To był nasz drugi pocałunek w ciągu godziny, znaliśmy się tak krótko a już znał moją największą tajemnice. Bill coś w sobie ma, co roztopiło lód w moim sercu, który oddalał mnie od chłopaków bo bałam się zranienia, bólu który sprawił mi Kordian…
Te pięć minut na zawsze utkną w mojej pamięci.
Graliśmy długo, nikt nie trafił już więcej na takie zadanie jak Bill. Zbieg okoliczności, czy jak?
***
Wstałam dość wcześnie jak na wolny dzień od szkoły. Postanowiłam, że dzisiaj zadzwonię do rodziców i powiem o pozytywnie rozpatrzonej decyzji co do koncertu od „tyłu”, jak to nazwała moja kochana babunia. Mama nic nie powie, gorzej z tatą. Będzie jednak musiał uszanować moją decyzje. Wstałam, założyłam szlafrok i zeszłam na dół. Było cicho, czyli chłopacy jeszcze spali, weszłam do salonu po którym walały się: chipsy, popcorn ogólnie mówiąc nie zdrowie jedzenie i puszki po napojach. Ogarnęłam pokój aby wyglądało u nas jak u ludzi, a nie jak w mojej szafce gdzie można znaleźć kawałek pizzy z zielonym „futerkiem” (no co, każdemu może się zdarzyć^^). Uwinęłam się ze sprzątaniem migiem, sprzętu już nie było, chłopcy „odstawili” go na swoje miejsce (czyt. piwnica). Zastanawiałam się co chłopcy mieli by ochotę zjeść na śniadanie (chyba poproszę ich o całe menu na tydzień^^).
Z tegoż, ciekawego zajęcia wyrwał mnie dzwonek telefonu.
-Tak, słucham?
-Dzień doby, Klaudio!
-Cześć Simona, co tak oficjalnie?
-A, tak jakoś, co tam u Ciebie?
-Jak, u mnie? Przeciesz Bill, Tom i reszta też tu jest…
-Naprawdę moi synowie raczyli odwiedzić, starą matkę…- usłyszałam smutek w głosie Simony.
-Wcale nie jesteś stara, jeśli jeszcze raz coś takie powiesz to nie wiem co Ci zrobię…
-Oki, oki nich Ci już będzie.
-I, tak ma być.
-A tak, w ogóle to co teraz robisz?
-Teraz to się zastanawiam co zrobić, na śniadanie tym głodomorom.
-Zrób tosty, lubią je…- przytaknęłam, rozmawiałam z mamą bliźniaków jednoczenie przygotowując śniadanie. Zrobiłam oczywiście kawę, stały punkt programu (mojego^^).
-Pa- pożegnałam się z „moją” drugą mamą, wzięłam tosty, jogurt i kawę, poszłam do oczyszczonego salonu usiadłam sobie wygodnie na sofie, w tej samej chwili spadła mi barki kurtka Bill’a, kurtka była odemnie. Miał ją chwilę, a już przesiąkła jego perfumami. Położyłam ją koło siebie, włączyłam TV. Przerzucałam kanały szukając czegoś odpowiedniego, aż wreście trafiłam na bardzo ciekawy wywiad. Słuchałam go uważnie a kopara coraz bardziej dotykała ziemi…
