Nic ciekawego :)

Jestem lekko chora i dzisiaj nie poszłam do skzoły.Dodałam opisy dziewczyn i UWAGA zobaczycie jedna nową dziewczynę.Bedzie już niedługo w opo.Dowiecie sie wiecej o bohaterkach tego opowiadania.Chłopaków nie dodawalam bo która fanka nic o nich nie wie ??:DTo by było na tyle

JESZCZE TYLKO JEDNA SPRAWA DOTYCZ.ĄCA MOJEJ KOLEŻANKI :

Przepraszam jeżeli moja siostra i jej koleżanki cie uraziły.Ja nie z tego sie śmiałam.i jescze raz przepraszam w ich imieniu.

To kieruje do mojje kol z klasy .Nie wiecie o co chodzi:D new notka moze bezie w niedziele jeszcze zobacze.A co ciekawicie się :) ??Mam nadzije że tak bo w notce bedzie sie troszke działo:D

wtorek, Styczeń 19th, 2010 Bez kategorii Komentarze są wyłączone

ty tez mnie nie nawidzisz?

“ty tez jesteś przeciwko mnie,ty tez mnie nie nawidzisz?!!”

To był sms od …Marcina?!
-O boże
-Coś sie stało?-powiedział z troską Bill
Nie chciałam mu kłamać,ale co miałam mu powiedzieć.
-Nie to nic ważnego,później odczytam.
-Ok,A wracając do tamtej sprawy,czyli poprawienie ci humorku to zrobimy imprę.
-No ok
-tak i pamiętaj że to jest świetna okazja aby powiedzieć Tomowi TAK
-Jeszcze nad tym pomyśle
-Zaprosimy jeszcze Georga, Gustava , Kate i Karoline
-Kate?
-To moja kolezanka z klasy
-Acha,a u kogo odbędzie sie ta impreza?
-u nas
-Fajnie,zaproś wszystkich innych a ja zaproszę Karoline
Bill sie zgodził i wyszedł.
PRZEZ TELEFON:
-Karoline przyjdziesz an pewną imprezę?
-Zalezy u kogo
-u Billa i Toma
-No ok, zobacze co da sie zrobić
Położyłam się na łóżko “Czy naprawde się sgodzić ,moze to nie jest miłośc”-myslałam cały czas.Wreszcie podjęłam decyzję,zgodze się.Do imprezy zostały jescze dwa dni.Zastanawialam się co będe robić do tego czasu.Zdecydowałam,że zaproszę Karoline do mnie,porozmawaimy i pomożemy wybrac sobie ciuchy.
-to znowu ja,przyszłabyś teraz do mnie?
-ok będe za chwilkę
Wtedy zrozumiłam ,że musze porozmawaić z mamą o tacie.
-Mamo czy tato tu..nowiesz…będzie mieszkał?
-też tego nie chce,ale nie możemy go zostawić samego
-ale on sobie radził przez tyle lat !-wykczyczałam to
-Córeczko…
-Nie mow tak do mnie!Nienawidze cie ,taty ,wszystkich innych i całego świata!!
Sama nie wiedizałam czemu złoszcze się na mamę przeciez ona nie zrobiła mi nic złego , a jednak potrzebowąłam tego aby poczuć się lepiej.Usłyszałam dzwonek do drzwi
-O hej Karoline
-Co sie stało,czemu płaczesz?
Opowiedziałam jej wszystko
-Nie powinnaś tak krzyczeć na matke-upomniała mnie Karoline
-ty tez jesteś przeciwko mnie,ty tez mnie nie nawidzisz?!!
-to nie prawd.
Nie usłysząłam już tego do końca bo trzasnęłam drzwiami i wybiegłam.Szłam po mieście i rozglądalam się w około.Nie wiedziałam co ze sobą zrobić.Ide powiededzieć Tomowi ze sie zgadzam.O już jestem, to dom bliźniaków.Tom otworzył mi drzwi.
-Tom ja chciałabym z tobą porozmawaic
-Ok wejdź
-Ja chce tylko powiedzieć ,że sie zgadzam,chcę być razem z tobą.
-Tak?To świetnie
-Wiem :)
Mówiac to na mojej twarzy pojawił się uśmiech od ucha do ucha.Rzuciłam się Tomowi na szyję.
-A wiec dziś jest impreza i na niej będziemy juz razem
-Tak,fajn…Co?dzis?!
-No tak
-OMG,musze biec
Dzisaj impreza,przecież miała byc jutro,a ja nie mam się w co ubrać-pomyślałam-wiem pójdę do Karoline ona napewno mi cos doradzi..kurde przecież sie z nia pokłuciłam,ale moge ją przeprosić.Tak więc ruszyłam do domu Karoline mimo że zostawiłam ja u siebie w chacie.Znam ją napewno powiedziała że czas na nią dla mojej mamy.
-Przepraszam czy jest Karoline?
-Nie przed chwilka wyszła
-Szkoda
-Moze jej cos przekazać?
Nie dziękuje
Tak więc ruszyłam przed siebie.Przechodzilam właśnie obok kina i zoabczyłam ulotkę z jej ulubionum filmem.Teraz już nie miałam wątpliwości że jest w kinie.
-O nie juz sie zaczęło
_tak słucham panienko?
-Ja poprosiłabym bilet na ten film
-Ale seans zaczął się 5 minut temu
-To nic
Weszłam do sali,ale nigdzie nie widizałam Karoline.
-o widze ją-powiedziałam po cichutku
Natychmiast sie do niej dosiadłam,nie poznała mnie wieć zaczęłam ją szturchac łokciem
-Karoline,Karoline musze ci cos powiedzieć
-Słucham?
Wtedy zobaczyłam że to nie żadna Karoline tylko Ricca z 3 liceum.
-O przepraszam
Wtedy usłyszałam:
-Laura?Co ty tutaj robisz? nie lubisz tego filmu
-Przyszłam do cebie,a po drugie mówiłam ci to ten aktor mnie wkurza.
-Ale ona gra główną rolę,występuje w każdej scenie
-Tak?Nie wiedziałam,dobra mniejsza o to,wyłaź z tad
-No doba,ale po filmie
Gdy skończył się film wyszłyśmy przed drzwi kina.
-słuchaj ja bardzo cie przepraszam,poprostu byłam rozdrazniona
-Okej zdaża się
-No dobra a teraz ważniejsza sprawa
-He..dobre sobie ,a to nie była ważna sprawa?
-No była ,ale …no okej dwie sa ważne
-A co sie stało?
-Słuchaj impreza będzie dziś a nie jutro ,zostały nam dokładnie 3 godziny
-No wiesz co,tak informowac człowieka-poklepała mnie po plecach.
Szybko pobiegłyśmy do mego domu
-Słuchaj pożyczę ci ten ciuch ,o który prosiłaś mnie na dyske w szkole,jeszcze w Polsce-posmutniałam troszke
-Polska…wszyscy przyjaciele,chłopak i mój stary dom-powiedziała równie smutna Karoline.
- …i rodzina…
-Ale nie ma co się martwic przeszloscia.cieszmy sie jutrem-uśmiechnęła sie
-Zgadzam się w 100 % ,ale hej… dlaczego ty masz się w co ubrać, a ja nie?
-Znowu się zaczyna-pokręciła głową.
Po tym co powiedizła moja przyjaciółka i ja zaczęłyśmy sie taczać po podłodze ze śmiechu.
-No ok zostały jeszcze 2 godziny,ale cieszę sie że poznam Gustava i Georga.Napewno sa tacy fajni jak mój Bill
-I mój Tom,a skoro już gaamy o bliźniakach to… zgodziłam sie ,jestem z Tomem
-Jeeeeeee wiedziałam że do siebie pasujecie.
-Dobra, dobra nie podlizuj sie:)Słuchaj czy to do siebei pasuje?-wskazałam na spódnicę i pewna bluzkę(nie chce mi sie opisywać :>)
-No jasne,będziemy ślicznie wyglądały:)
-A czy my kiedykolwiek wyglądałyśmu nie ładnie:)?
-Pewnie ,że nie jak mogłaś o tym pomyślec.
I znów zaczełyśmy się taczac po podłodze
-Jeszcze tylko makijaż i…tak wyglądamy cudownie
-A jak,ha..
Tak więc cuuuuuudownie ubrane i wymalowane wyruszyłyśmy na imprezę
NA IMPREZIE;
Siedziałam tylko na kanapie po tym jak zapoznałam sie z wszystkimi.Wtedy Bill sie do mnie doisadł i spytał
-Czy cos się stało?
-Nie Bill wszystko jestw porządku
-Nie oszukuj mnie,co się stało?
-Tom ani razu nie zatańczył ze mną ,ani razu nie pocałował,nic go nie obchodzi tylko cały czas tańczyz tą głupią Kate-powiedziłam jej imie z obrzydzeniem
-Nie prawda,no może,ale wiesz jaki jest Tom szybki do nawiązywania nowych znajomości.
-Masz racje,ąz za szybki,przytul mnie.
Najbradziej lubie rozmowy z Billem,bardzo go kocham jak brata oczywiście.
-Zatańczysz?-zapytał Bill
-jasne
Zatańczyliśmy razem,Tom nawet mną sie nie zainteresował,nawet się na mnie ani razu nie popatrzył.Gdy skończyliśmy zatańczyłam tez z Georgiem i Gustavem potem znów usiadłam na kanapę.Nagle zoabzcyłam jak Tom wychodzi z tą idiotką,grubym tyłkiem,trzydrzwiową szafą itd.Zrozumiłam, że teraz już na serio musze mu pwoiedzieć co mi leży na sercu.Naszczeście ,a moze i nie, drzwi były trochę uchylone i wtedy..

C.D.N

wtorek, Styczeń 12th, 2010 Bez kategorii Komentarze są wyłączone

STARTER

- O cholera! Tom! – krzyknął Gustav
- Kurwa mać… On jest naładowany?! – zdziwił się Bill. Samochód zaczął jechać zygzakiem, po kilku sekundach, przyrąbał w drzewo
- Co ty do cholery chciałeś zrobić?! – wydarł się Georg
- Ja, ja tylko chciałem go nastraszyć… – jąkał się Bill
- Ty skurwysynu! – wrzasnął Tom i rzucił się na brata – Chciałeś mnie zabić!!!
- Wcale nie! – protestował Bill bijąc się z Tomem
- Ej, jak to? Tom żyje? – zdziwił się Gustav
- Jasne, że tak! Wycelowałem w podłogę! – warknął Bill i wygrzebał się spod brata
- Który to kurwa strzelił?!! – wydarł się kierowca
- Myślałem, że nie jest naładowany! – tłumaczył się Kaulitz i jeszcze raz spojrzał na dziurę w podłodze. Po kilku minutowej kłótni wszyscy wysiedli, a kierowca próbował ustalić co tak dokładnie przestrzelił Bill.
- No to pięknie!! Po prostu zajebiście!! Ten ćwok, rozwalił połowę podwozia! – wydarł się facet i rzucił czarnymi okularami o samochód – Cholera…
- A tak w ogóle, skąd ty masz tego gnata? – powiedział Georg
- Jak wychodziliśmy z samolotu ten pilot dał mi walizkę z czterema pistoletami i nabojami, powiedział, że to od agencji w razie, gdy będziemy musieli, w ostateczności się sami bronić
- Ej! Ty chamie! Czego nam nie dałeś naszych! – zapytał wkurzony Gustav
- Jakoś zapomniałem – odpowiedział
- Dawaj mi mojego… Odstrzelę ci dupę!! – wrzasnął Tom
- To chyba na lotnisko pójdziecie se piechotą, dzięki waszemu koledze… – warknął kierowca i zaciągnął peta
- Ale jak to? Przecież to beemka! To nie możliwe, żeby przestrzelił! – zdziwił się Georg
- Możliwe, jak to broń od cipy… Obejrzyj se zwłaszcza pociski – odpowiedział i wsiadł do samochodu
- Daj to Bill – powiedział Listing, Kaulitz podał mu gnata.
- Zwykły gnat, tylko cholernie ciężki – mruknął Bill
Georg długo przyglądał się, po czym powiedział:
- Długość 39cm, waga 16 kg, sześć naboi. To pierwszy pistolet, który używa specjalnych naboi, a nie przeróbek 454 od Casulla, a mianowicie pociski to czyste srebro wzmacniane macedoniumem. Ładunek miotający to nitrocelulozowy proch Mabelles NNA9, głowice są wykonane z rtęci. Eksplodujące naboje przeszywające. „Jackal” 13mm, broń uważana za nieludzką, nadająca się do walki z… No właśnie, po co wam taka broń? – zakończył Georg
- A nie wiem, ten idiota Dan robi projekty broni – odpowiedział kierowca
- Dan? – zapytali równocześnie chłopcy
- A co? Znacie go?
- Czy chodzi o tego, skończonego ćwoka, to znaczy miłego palanta… Dana Schwerelosa, tego, co pracuje jako psycholog szkolny i zarazem informatyk na pól etatu? – spytał Georg
- Tak, jego brat, Jens pracuje ze mną w agencji. Ten szczeniak Dan zawsze przyłazi i grzebie w systemie, no, czasem się na coś przyda, to program zrobi, wirusa usunie, pornosa ściągnie, kawki zrobi…. Jest fanatykiem broni i robi projekty dla agencji, jak dla mnie to on się naoglądał za dużo „Dowodów zbrodni” i „Medycyny sądowej”…
- To już wiadomo, dlaczego pomagał dyrektorce i wiedział o wszystkim… – mruknął Bill – Dobra, co robimy?
- Chciałeś przyjechać to Lublina, to masz. Jesteśmy w Lublinie! Zadowolony? – nabijał się kierowca
- To spoko, teraz tylko musimy znaleźć szpital… – uśmiechnął się Bill
- Po jakie gówno?! – wkurzył się Tom
- Zobaczysz. Ty, to znaczy… jak pan się nazywa? Bo nie wiem jak mówić… – powiedział młodszy Kaulitz
- David, David Sorenson – powiedział i podał Billowi rękę – Tak przy okazji, nawet dobrze, że musicie uciekać, bo inaczej miałbym przez najbliższy tydzień dyżury nocne, eh…
- Dobra, ale… w którą stronę ten szpital? – spytał Bill
- Eh em… -odchrząknął David i wskazał gdzieś za Billem. Kaulitz odwrócił się i przerąbał w wielką tablicę. Po chwili wstał i przyjrzał się napisowi
- ‘Szpital – Hospital – Krankenhaus – Hopital’ – odczytał Bill – O, to już trafiliśmy, chodźcie…
Chłopcy ruszyli w stronę drzwi, David stał na parkingu i rozglądał się za czymś
- Idziesz? – zawołał Bill
- Nie… pospieszcie się, a ja w tym czasie skombinuje jakiś środek transportu… – odpowiedział
Chłopaki weszli do budynku, Bill nadal nie powiedział kolegom, w jakim celu tu przyszli. Tak naprawdę to bez przerwy krążyli bez celu
- Może jakbyś się zapytał o to, czego szukasz, to by było prościej… – mruknął Gustav
- Nie, ja se poradzę, spoko… – odpowiedział Kaulitz po chwili spostrzegł, że byli w tym miejscu już dwa razy – No dobra, może raczej nie… Gustav? Gdzie ty…?
- Ta pielęgniarka nam pomoże – powiedział Schäfer, obok niego stała wysoka szczupła blondynka o niebieskich oczach
- O co chodzi chłopcy? – zapytała
- Cześć mała, jestem Tom, może byś mi pokazała… – zaczął Tom, ale Bill popchnął go i powiedział:
- Gdzie jest sala przedoperacyjna?
- Chodźcie za mną, zaprowadzę was… – powiedziała i poszła wzdłuż korytarza, teraz dokładnie było widać jej seksowne nogi i zgrabny tyłeczek
- Nie mogę, od samego patrzenia, mam ochotę pomacać – szepnął Tom. Po chwili doszli na miejsce, Bill uchylił, drzwi chłopcy weszli na salę, na jednym z łóżek leżała Lucyna
- Co ty tu robisz? – spytał zdziwiony Tom
- Jeszcze nie wiem, dlatego potrzebny mi Bill – uśmiechnęła się – Co wy tu robicie? Myślałam, że zadzwonisz, a nie…
- Oj, dobra. Lepiej bezpośrednio, niż przez słuchawkę… możecie nas na chwilę zostawić? – spytał Bill
- Jasne – odpowiedział Gustav, chłopcy wyszli za drzwi
- No to jak myślisz? Lepiej, żebym się zgodziła na te operację? – zapytała Lucyna
- Nie wiem, nie znam się na tym za bardzo… tak w ogóle, dlaczego mnie pytasz o poradę? – odpowiedział
- I tak byś nie uwierzył, jakbym ci powiedziała…
- To powiedz mi, co masz do wyboru? Co będzie jak nie przejdziesz operacji?
- Jeśli nie przeprowadzą operacji, wszystko może być spoko i nadal będą mi wypadały kości, ale mogę też zostać sparaliżowana lub umrzeć.
- A operacja?
- Jest duże ryzyko, że jej nie przeżyję, bo będzie za duży upływ krwi i jakieś tam powiązania, zakażenia itede… – odpowiedziała
- Heh, to wychodzi, że jedno to czekanie na śmierć, a drugie „rosyjska ruletka” – rzekł – Ale wiesz co? Trzeba, żyć chwilą, bo życie jest zbyt krótkie na zastanawianie się. Poza tym dla mnie lepsza jest śmierć niż siedzenie z myślą, że może przyjść w każdej chwili, ja ci radzę, żebyś się zgodziła na operację…
- Dzięki Bill – uśmiechnęła się
- I nawzajem, mam nadzieję, że kiedyś się jeszcze zobaczymy
- Jeśli będziesz grzeczny to na pewno…
- Na pewno… – powtórzył – Mam takie pytanie, czy ty się boisz śmierci?
- Nie, nie ma czego się bać, to tylko przemijanie i tego się nie zmieni, tak naprawdę to nikt się nie boi śmierci, boimy się tylko bólu… zapamiętaj to – powiedziała i westchnęła – Zawołaj już ich, chcę się pożegnać..
- Mam nadzieję, że nie na zawsze – uśmiechnął się Bill i wpuścił chłopaków
- Tak właściwie, to, co ci jest, bo nie wiele zrozumiałem z tego, co mówiła ta pielęgniarka – powiedział Georg
- Pamiętasz jak na dyskotece mój kolega powiedział: „Biodro ci nie wypadnie”? Mam ruchome stawy, można powiedzieć, że kości mi z nich wypadają – odpowiedziała. Chłopcy nie zadawali już pytań, tylko pożegnali się i wyszli. Przed budynkiem panowało wielkie zamieszanie, kilku pielęgniarzy biegało i krzyczało coś. Nagle podjechała karetka.
- Właźcie, zapakowałem już wasze rzeczy – powiedział facet siedzący za kierownicą, to był David
- Ale jak ty… – zaczął Tom
- Pytania później, ruszcie tyłki! – pośpieszył ich. Chłopcy już bez namysłu wsiedli do środka.
- Co ty wyprawiasz?! Przecież to własność szpitala! – wkurzył się Gustav
- Załatwiam nam transport, poza tym tylko pożyczyłem… – odpowiedział David i wcisnął na gaz
- Cholera! Psy już są! Szybciej! – padaczkował Bill
Karetka ruszyła z piskiem opon, David włączył syrenę.
- Skąd ty wziąłeś tą karetkę? Bo coś za bardzo luksusowa – powiedział Gustav rozglądając się po wnętrzu samochodu. No cóż, barek z alkoholami, skórzane siedzenia i ogólne wykończenie wnętrza to niestandardowy wygląd karetki
- W Polsce wśród lekarzy szerzy się łapówkarstwo i korupcja, gwizdnąłem to jednemu z nich, widać wykorzystywał tę karetkę do własnych celów i trochę zmienił wystrój… – powiedział Sorenson i skręcił gwałtownie w jakąś uliczkę – Jakby co, to od teraz jesteście dyplomowanymi pielęgniarkami
- Nie no spoko, zawsze chciałem nosić biały fartuch, czapeczkę, mieć zgrabny tyłek opięty białą spódniczką i sexy nogi w beżowych rajstopach… – mruknął Tom

poniedziałek, Grudzień 28th, 2009 Bez kategorii Komentarze są wyłączone

BŁAGAM

BŁAGAM ZAGADUJCIE TO WAS ZAPISZEM BO SIE CZUJE CHOLERNIE OPUSZCZONA BEZ MOJEGO GG (zapomniałam hasła i odpowiedzi na pytanie :P )
I odwiesham bloga :P KOCHAM WAS ! NIEDŁUGO WYSLE DZIEFF I HIPI MOJE RYSUNKI I MAM NADZIEJE ZE WAM SIE SPODOBAJA CHOC SOM BLECH :P
ZAGADUJCIE NA GG !!!!! BŁAGAAAM !

sobota, Grudzień 26th, 2009 Bez kategorii Komentarze są wyłączone

FLY HIGH

Nie powiem, na lotnisko było daleko, lecz pomyślcie sobie, z jaką szybkością może jechać podrasowana karetka na sygnale, toteż chłopcy w dość krótkim, jak na te warunki czasie znaleźli się na lotnisku…
- Ja nie chcę stąd wysiadać!! – jęczał Tom i trzymał się barku z alkoholami, Georg ciągnął go za nogi
- Wyłaź! Nie mamy czasu!! – powiedział w końcu Bill i strzelił go skórzaną kurtką po tyłku
- Aaauua! Nie wyjdę stąd!! Moje drinki i moja lala! – wydarł się Tom i pociągnął się, Georg go puścił. Tom od razu skoczył do przodu i chwycił gumową lalkę z sexshopu – Widzisz, chcieli nas rozdzielić, ale ja cię nie zostawię…
- Nie no, sami se go wyjmujcie! On jest uchlany!! – powiedział Listing
- Nie ma problemu… – wtrącił się David i wszedł do karetki, chwycił barek
- Co ty robisz? – spytał Gustav
- Nic, zabierze to z sobą… – odpowiedział Sorenson i wyrwała barek z podłogi – Chodźcie, bo już tam na was czekają… – i zaniósł barek do samolotu
- No chodź Tom… – mruknął Bill
- Ale ja jej nie mogę zostawić, będzie tęskniła – odpowiedział z żalem Tom
- To weź ją ze sobą – dodał Gustav
- A no! Chodź kochana, to nasz samolot miłości, zobaczysz, przeżyjesz ze mną wiele cudownych orgazmów i… – chłopcy już nie słuchali Toma, który jak naćpany wariat wbiegł do samolotu z gumową laską
Po paru minutach, wszystkie bagaże były przeniesione do samolotu, a chłopcy usadowili się w fotelach, maszyna wystartowała. David jeszcze parę chwil patrzył na odlatujący samolot i zastanawiał się nad losem THowców, w głębi duszy zazdrościł im.
- Dobra, musze się zbierać…eh – powiedział sam do siebie i już miał wsiąść do karetki, kiedy coś przykuło jego uwagę. Na asfalcie leżał srebrny łańcuszek z pozłacanym krzyżykiem. „Zaraz ja skądś znam tę pedalską biżuterię” – pomyślał i podniósł łańcuszek, gdy się schylił ujrzał drobne ślady krwi na nim.
- What the…? – powiedział i rozejrzał się dokoła. Drzwi pobliskiego hangaru były uchylone, David przyjrzał się dokładnie i po chwili dostrzegł, że wystaje zza nich ludzka ręką
- O fuck…! – przeklął i pobiegł w stronę hangaru, otworzył drzwi, na podłodze leżał Dieter Koksen, jego kolega z pracy, miał roztrzaskaną czaszkę i rany po licznych postrzałach, wkoło były mnóstwo krwi, która rozbryzgała się nawet po ścianach – Ty bydle jebane… ale jeśli Dietera zabili, to… kurwa mać!
David nie myśląc już wiele, chciał zadzwonić do agencji i przekazać informacje, ale numer nie odpowiadał
- Cholera! Odciął linię! – mruknął Sorenson i rzucił telefonem o ziemię – Nie mam wyjścia…

***

- Ile on tak jeszcze będzie? – spytał zniecierpliwiony Georg
- Nie wiem, dawno se nie używał, więc raczej długo… – odparł Gustav
- Dobra, nie wytrzymam już tego!! – powiedział Bill i wstał – Tom! Uspokój się wreszcie!
- Nie przeszkadzaj nam! Mamy prawo do prywatności!! – warknął Tom i dalej posuwał lalkę
- Nie no!! Ja tu tak nie wytrzymam!!!!! Dawaj mi to!! – rozwył się Bill i wyrwał Tomowi manekina
- Kochanie nie bój się! Uratuję cię prze tym zboczeńcem! – wrzasnął Tom i już miał się rzucić na brata, kiedy…
- Stój! Bo już więcej jej nie poruchasz! – zagroził Bill i wyciągnął z kieszeni wsuwkę do włosów(która nawiasem mówiąc, już nie raz się przydała)
- Opanuj się ziom i powoli oddaj mi Sisi… – powiedział Tom
- Nie podchodź, bo ona tego nie przeżyje! – odparł z szaleńczym uśmieszkiem Bill, miał obłęd w oczach
- Obaj się uspokójcie! Tom, Bill odda ci to coś… – zaczął Gustav
- Sisi! Ona się nazywa Sisi! – wrzasnął Tom przerywając mu
- Dobra! Bill odda ci Sisi jak przestaniecie się na jakiś czas ruchać, prawda Bill?
- Nie… ja jej nie oddam, bo znowu będzie te suw, suw z plastikiem! – powiedział Kaulitz, oczy błysnęły mu dziko
- Mam tego dość! – warknął Georg, podszedł do Billa, walnął go w łeb i wyrwał lalkę, dął ją Tomowi – Ale jeśli jeszcze raz ją podymasz, to oberwę ci jaja, wypcham i powieszę nad kominkiem!! Zrozumiałeś…?
- Tak – powiedział zadowolony Tomuś, przytulił się do lalki i pokazał Billowi język
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!! – wrzasnął Bill i rzucił się na brata, i tak rozpoczęła się „Tżecia Fojna Śfiadofa”
- Jesus Christ… gorzej niż w dzień mężczyzn… – mruknął Gustav
- No, przynajmniej Bill był wtedy nieprzytomny… – dodał Georg
- Lepiej powiedzieć: zbyt uchlany, by przytomny. Ale Tom mniej szalał, przynajmniej niż teraz – odparł Schäfer i wstał z fotela, nagle nadepnął na coś – Co to… – powiedział i podniósł z podłogi jakieś pudełeczko, było puste
- Co to jest? – zainteresował się Georg
- Poczekaj… – powiedział Gustav i zaczął czytać obowiązkowe prawne bleblanie(czyli te napisy w stylu skład itd.), nagle roześmiał się
- Pokaż to… – powiedział Georg, Gustav podał mu pudełeczko i powiedział:
- O mać! Cha, cha, niezły jest nasz Tomuś!
Georg przeczytał napis na pudełeczku i dodał:
- Weź mi powiedz, co to, bo nie rozumiem, co tu po niemiecku pisze…
- To są psychotropy! – zaśmiał się Gustav
- Że co? – spytał Bill
- Leki psychotropowe! Do tego z dodatkiem wiagry! Tom chciał się chyba naćpać i zeżarł te tabletki! Chyba tego pacjenta, co to brał, leczyli z psychicznej impotencji, wysoko zaawansowanej!! – wytłumaczył Gustav, wszyscy zaczęli się śmiać, nawet Tom, chociaż szczerze nie miał pojęcia, z czego się śmieje.
Reszta lotu przebiegała w miarę normalnie, oprócz tego, że Tom strasznie głośno się masturbował, a jak go przywiązali rękoma do haczyków na suficie, zaczął ruchać fotel. W końcu Georg nie wytrzymał i kopnął Toma w jaja, ale Kaulitz tylko się z tego śmiał i prosił o więcej.
- Georg, błagam! Bij mnie! Daj mi odczuć, że jest niegrzecznym chłopcem, i to bardzo niegrzecznym, błagam! – jęczał Tom
- Spadaj… Jak myślicie? Ile te piguły mogą go jeszcze trzymać? – zapytał Georg
- Nie wiem, przy takim „stężeniu dawki”, to dziwne, że go nie przekręciło – odparł Gustav
- Hit me, please! Please! I’m naughty boy, very naughty boy!! – jęczał dalej Kaulitz
- Georg, weź mu tak przykop, że nie będzie mógł nawet piszczeć, dobra? – zaproponował Bill
- Dobra – zgodził się Listing i już chciał dokopać Tomowi, ale Gustav go powstrzymał i powiedział:
- Co wy?! Jeszcze mu coś uszkodzicie, mnie też wnerwia, ale bez przesady, przecież on nie wie, co robi…
Przez chwilę był spokój, dopóki Tom nie zaczął śpiewać…
- Ptak Eskimosa i nie mówię o pingwinie, zamarznie, jeśli go nie zamoczysz w winie, winie, winieee…
- Ty! Pavarotti! Zamknij dupę! – warknął Bill
- Przecież nie sram… Jestem wesoły Romek. Mam na przedmieściu domek. A w nim światło, woda, gaz, zaśpiewam jeszcze raz! Jestem wesoły Romek. Mam na przedmieściu domek. A w nim światło, woda, gaz, zaśpiewam jeszcze raz! – śpiewał dalej – Wiecie co?
- Nie, i nie chcemy – odburknął Georg
- Zamknę się, jeśli mnie rozwiążecie – zaproponował Tom
- Dobra, ale żadnego ruchania fotela, lalki czy Billa, rozumiesz? – stwierdził Listing
- Ej! A dlaczego nie ciebie?! – oburzył się drugi Kaulitz
- Tak, kapitanie mamo! – odpowiedział i zasalutował, kiedy Georg go rozwiązał
- Nareszcie będzie spokój… – mruknął Bill. Tymczasem Tomy zaczął grzebać w torbach, widocznie szukając czegoś, po chwili wyskoczył na środek. Chłopcy zdębieli, Tom wsadził granatowe bokserki a na nie różowe slipki Billa, na klacie miał czarną bluzkę Georga, a na nią wsadzony bordowy biustonosz(?!). Na głowie miał jedną z baseballówek Gustava, na nogach „zakiślowane” skarpety Billa. Trzymał w ręce mikrofon bezprzewodowy, a w drugiej boomboxa, postawił go na podłodze, włączył muzykę i zaczął śpiewać:
- Gdybym mogła… być mężczyzną jeden dzień! Pewnie, była bym! SUPERMENEM! Tyle o kobietach wiem… jestem, jedną z nich!
- Miałeś nie śpiewać ćwoku! I zdejmuj moją bluzkę! – wrzasnął Georg i chciał złapać Toma, ale ten uciekał po całym samolocie
- Była bym… listonoszem! Co im listy nosi miłosne, gdy nie kocha ich już nikt. Cichym wielbicielem… – Tom dostał w twarz butem Billa
- Niezły rzut… – pochwalił Gustava Bill
- W tym miasteczku to ja rozdaję karteczki! Słyszycie?! Ja tu jestem KRÓLIKIEM!! Tak jak Bolek i Lolek, Tytus, Romek i Atomek, Dzieci z Bullerbyn, Tomek na tropach yeti!!!! – Tom wstał i śpiewał dalej – Tak jak król Maciuś I, Asterix i Obelix, jak załoga G!! McGywer i Pipi!
Nagle samolot obniżył lot, po chwili wylądowali, chłopców zdziwił nieco fakt, że nie wiedzieli jeszcze pilota.
- No to chyba wysiadamy… – powiedział niepewnie Georg i otworzył drzwi, po paru minutach chłopcy wyszli z samolotu.
- Coś tu nie gra… – szepnął cicho Gustav, jakby mówił do samego siebie – Przecież mieli na nas czekać…
Nagle usłyszał strzał i poczuł dziwny ból w nodze, spojrzał z w dół, miał postrzeloną stopę. Nie myślał jednak teraz o ból tylko krzyknął:
- Uciekajcie!!
Chłopcy szybko wbiegli do pobliskiego hangaru, Gustav z trudem biegł.
- Uciekajcie… i tak was znajdę… – mruknął zabójca i wyszedł z samolotu, to był Gareth

wtorek, Grudzień 22nd, 2009 Bez kategorii Komentarze są wyłączone

IN THE BELLY OF THE BEAST

- Tom! Biegnij rzesz ty ćwoku! – warknął Bill i popchnął brata do przodu – I zdejmij w końcu ten cyckonosz! – Bill zerwał mu stanik
- Gdzie Gustav? – spytał Georg stojąc już na schodach
- Nie wiem, przed chwilą biegł za mną – odparł Bill
- Już jestem… – wydyszał Gustav i podbiegł do chłopaków
- Co ci?
- Ten sukinsyn postrzelił mnie w nogę… – jęknął Gustav
- Możesz iść? – spytał Bill
- Tak, ale nie tak szybko jak wy… – odrzekł
- Musimy się jak najszybciej stąd wydostać, będąc tutaj jesteś zamknięci jak w pułapce! – stwierdził Georg – Chodźcie!
Chłopcy podążyli za Listingiem, przez łącznik przebiegli do drugiego budynku
- Co to jest? – zdziwił się Bill i rozejrzał wokoło, opustoszały budynek wyglądał jak po wybuchu bomby, tyle, że dach jeszcze się trzymał. Na podłodze leżało szkoło z powybijanych okien, ściany były zbryzgane krwią
- Chyba nie my pierwsi tu zginiemy… – szepnął Bill
- Zamknij się! Wcale nie zginiemy… – warknął Gustav, szczerze sam miał już dość wmawiania sobie, że wszystko będzie dobrze – A może i masz rację, ty zasrany pesymisto… Powystrzela nas jak psy! A nasz mózgi rozbryzgają się ściany, o zapomniałem. Potem policja pozbiera nasz szczątki i sprzeda na Allegro za sporą kasę jakiś durnym, pojebanym fanatyczkom. Jak myślisz? Ile dadzą za twojego fiuta?! Co?!
- Dobra, spokojnie… Jezu, Gustav nie padaczkuj już… – uspokoił go Bill
- Musimy mieć jakiś plan, chyba nie pozwolimy, żeby ten skurwysyn tak po prostu nas rozwalił. Musimy się bronić, w końcu jesteśmy tymi cholernymi Niemcami… – przerwał im Georg
- Nie ma czasu na plan, zaraz nas znajdzie… – mruknął Gustav
- Tu się z nim zgadzam – dodał zrezygnowany Bill
- Róbcie co chcecie, ale ja nie dam się zabić – odparł Georg, Tom zaczął się bawić jakiś śrutem, skaleczył się opiłkami żelaza i rozwył się jak pięciolatek – Mam pomysł… Bill? Masz jeszcze tego gnata?
- Tak, ale naboje zostały w samolocie.
- Daj mi go…
- Po co? Walniesz go ty w łeb?
- Można powiedzieć, że coś w tym stylu – Georg wziął pistolet i podszedł do Toma, zaczął coś zbierać
- Co ty robisz? – zdziwił się Gustav
- Są dwie możliwości, jak strzelę, pukawka wybuchnie albo wystrzeli. Warto spróbować… – odparł – Dobra, znajdźcie sobie coś ciężkiego, czym można przywalić w łeb, załatwimy palanta…

***

- Gdzie jesteście… sukinsyny… – szepnął do siebie Gareth i szedł na przód – Nie macie, co się chować, bo i tak was znajdę, stąd nie ma wyjścia…
Coś poruszyło się z lewej strony, lampa na suficie zaświeciła jednorazowo i zgasła. Bill oddychał ciężko, krople potu spływały po jego czole, zatkał sobie usta, „Znajdzie mnie, znajdzie mnie!!” – myślał Bill i nerwowo obserwował zabójcę przez szparę. Gareth zrobił parę kroków na przód, zatrzymał się i rozejrzał, skręcił w prawo, Bill nerwowo przęknął ślinę, chciał krzyknąć, ale wtedy od raz straciłby życie. Myślał tylko: „Gustav! Gustav uciekaj! Ty pieprzony chuju, nie podchodź tam!”, wiedział, że dla Schäfera to już koniec. Nagle przypomniał sobie słowa Lucyny: „…nie ma czego się bać, to tylko przemijanie i tego się nie zmieni, tak naprawdę to nikt się nie boi śmierci, boimy się tylko bólu…”
- Tu jestem ty popierdoleńcu! – wykrzyknął Bill i wyskoczył zza blachy(to było wyjątkowo głupie, nie róbcie tego nigdy w życiu), Gareth wycelował w niego z rozmachem i strzelił, Bill odskoczył i zaczął uciekać. Wbiegł po schodach na górę, zabójca powoli podążył za nim. Bill przebiegł przez jakieś pomieszczenie i stanął, był w pułapce, przed nim zawalona była podłoga, a drugi koniec był za daleko by doskoczyć. Kaulitz nie wiedział co robić, w końcu chwycił sznur zwisający z drugiego pietra obwiązał się nim i skoczył. Lina była zablokowana, Bill schował się za ścianę. Po chwili doszedł tu Gareth, był spokojny i opanowany
- Myślisz, że uciekniesz? He, he… już po tobie szczeniaku… – mruknął, rozległy się strzały. Gaterth osunął się na ścianę, Georg stał na dole schodów z wycelowana bronią
- Bill! Wszystko w porządku?! – zawołał Listing
- Tak…jakby – odpowiedział – Georg uważaj!
Gareth wstał i strzelił kilka razy w stronę Georga, chłopak zaczął uciekać, zabójca odwrócił się napięcie i powiedział:
- Tobą zajmę się później, Kaulitz, poza tym chyba do nikąd się nie wybierasz… – i oddalił się, Bill wszedł z powrotem na podłogę, od razu zaczął się szarpać z liną, po chwili dobiegł go czyjś krzyk. Kaulitz zachwiał się i spadł, pętla zacisnęła mu się za szyi, zaczął wymachiwać nogami, nie mógł już złapać tchu, nagle ktoś przeciął sznur, Bill spadł i zemdlał.
Tymczasem…
- Tom biegnij! – krzyknął Georg i popchnął Kaulitza
- Przecież biegnę! Nie mogę szybciej! – odpowiedział – Gdzie jest Gustav?
- Nie wiem! Nie zatrzymuj się! – warknął listing, chłopcy biegli korytarzem, nie oglądając się za siebie, w biegli do jakiegoś popieszczenia, byli w ślepej uliczce.
- Nie uciekniecie mi! – krzyknął Gareth, był coraz bliżej
- Tom, schowaj się tu i chodźmy nie wiem, co, nie wychodź – powiedział Georg i wszedł za szafę, Tom schował się za stosem blachy
- Heh, kto by pomyślał, że skończycie jako martwy zespól pseudo-rockowy zabity w opuszczonym budynku – rzekł zabójca wchodząc do pomieszczenia
- Pierdol się!! – wykrzyknął Georg, wyskoczył zza szafy strzelił kilka razy, Gareth nawet nie drgnął i powiedział:
- Niczego się nie nauczyłeś gnojku, co? Nie przestrzelisz mnie mam kamizelkę kuloodporną. Myślisz, że przyszedłbym bez przygotowania? Cóż… twój błąd, a teraz za niego zapłacisz…

wtorek, Grudzień 8th, 2009 Bez kategorii Komentarze są wyłączone

AT LAST

AT LAST

BRZDĘK!!!!
Gareth padł na posadzkę, za nim stał jakiś facet z patelnią w ręku. Georga nieco zdziwił obrót całej sytuacji, Tom powoli wyszedł zza blachy.
- Kto to… – szepnął do siebie Listing, nagle dostrzegł jakąś postać skradająca się za nieznajomym i…
TRACH!!!!!!
To był Gustav, przywalił nieznajomemu kijem w głowę
- Jezu, Guciu!!! Po raz pierwszy tak się cieszę, że cię widzę! – powiedział Tom i uściskał mocno Gustava – Co to za facet?
- Nie wiem, ale przyjebał w łeb temu zabójcy… – odpowiedział Georg i schylił się nad mężczyzną
- Kurwa! Jak nie Kaulitzowie to Schäfer! – wykrzyknął mężczyzna i podniósł się na kolana
- Pan Lasocki? To pan?! – spytał z niedowierzaniem Tom
- Tak, ty zbaraniały pedale! Jasne, że ja! – odpowiedział Lasocki – Człowiek wam dupę ratuje, a wy go kijem, jaka ta młodzież dzisiaj dzika i niewychowana!
- Ale skąd pan tu? – spytał Georg
- Sam kiedyś pracowałem w CIPABie, jestem na emeryturze, tak na serio to chcieli się mnie pozbyć, bo szantażowałem szefa… No cóż stary, bezmózgi yeti wiedział, że se sami nie poradzą i mnie przysłał, tutaj za wami. – powiedział otrzepując się z kurzu
- Czemu nas pan uratował? – dopytywał się Tom
- Bo mi za to płacą…
- Ale pan kiedyś powiedział, że zapłaci żeby nas zabili!
- Przestań się przywalać! Uratowałem was… bo tak, cholera. Ale to i tak nieznaczny, że was, lubię i nie chcę, żebyście się wyprowadzili… wkurwiacie mnie bez przerwy tym łomotem! Jak was nie było to przynajmniej był spokój… – odparł pan Lasocki, mimo to Tom wiedział, że Lasocki nie nienawidzi ich tak bardzo jak mówi
- Zaraz… a gdzie Bill? – spytał Gustav jak zawsze czujny na zniknięcie kolegi
- Nie wiem, wbiegł wtedy na górę i… – zaczął Georg, ale pomyślał o najgorszym
- Nic mu nie jest, leży piętro niżej, zemdlał… – uspokoił ich Lasocki, nagle rozległy się czyjeś kroki – Złaźcie z widoku, zara się przekonamy, kto to…
Wszyscy przylegli do ściany, nagle ktoś wszedł do pomieszczenia, pan Lasocki złapał go podszyję i przystawił nóż do gardła
- Gadaj kim jesteś, albo poderżnę ci gardło a potem wykastruję! – warknął
- Jak to zrobisz to nie doczekasz się wnuków! – odpowiedział nieznajomy
- David? – Lasocki puścił go, to był Sorenson
- Tak, co ty do cholery wyprawisz? Masz jednego syna, a już go chcesz zabić?! – warknął David
- Co ty tu robisz?! Miałeś ich tylko przywieść! – powiedział Lasocki
- Tak, ale Dietera zabili i musiałem przyjechać… Po co ty tu? Podobno jesteś na emeryturze!
- Ale przez to, że mam takiego ciemnego syna, co nie sprawdził czy prawdziwy pilot żyje, przyjechałem… I uratowałem im życie! – chłopcy gapili się na nich ze zdziwieniem – Co się kurna gapicie?!
- Wy… się znacie? – spytał zdziwiony Gustav
- Jasne, że tak! To mój przygłupi syn David! Jest taki głupi, że popełnił ten sam błąd, co ja i pracuje w CIPABie!! – odpowiedział Lasocki
- Ale przecież pan ma inaczej na nazwisko! – sprzeciwił się Tom
- Myślisz, że na serio nazywałbym się jak marka tych debilnych butów?! – warknął Lasocki(naprawdę Sorenson)
- Dobra, mniejsza o nasze kontakty rodzinne, wynośmy się stąd… – przerwał im David i zszedł po schodach, wszyscy ruszyli za nim. Kiedy wyszli na zewnątrz, nagle Lasocki powiedział:
- Idźcie na tyły budynku, tam czeka samochód, a ja pójdę po waszego kolegę…
Chłopcy zdębieli, ich sąsiad po raz pierwszy powiedział o Billu normalnie, a nie pojebany gej, czy pierdolony ekshibicjonista. Pozostawało tylko pytanie, czy on wtedy(gdy ich nienawidził) tylko udawał? Raczej nie poznamy odpowiedzi na to pytanie…
Gustav, Georg, Tom i David zapakowali się do wozu, po chwili przyszedł pan Lasocki z Billem na rękach. Tom mało nie zemdlał, według niego ich sąsiad był nieczułym starym, prykiem, do tego, przyślepym, który by prędzej paroma kopniakami obudził Billa niż go przyniósł. Okazuje się, że nie taka baba straszna jak się umaluje…
- Posadźcie go tam – powiedział Lasocki i podał im Billa, potem siadł za kółkiem i ruszyli. Chodź do Berlina było blisko, a chłopaki nie mieli już po siedem lat, usnęli w wozie. Nie ma, co się dziwić, po takich przeżyciach. Możliwe, że była to ich największa dotychczasowa przygoda. Bo przecież nie co dzień zdarza się, że twój kolega naćpał się psycho-wiagrą, lecisz samolotem sterowanym przez faceta chcącego cię zamordować, a potem uciekasz przed nim po hangarze oraz na wpół rozpadającym się budynku, a na koniec dowiadujesz się, że twój sąsiad nienawidzi cię znacznie mniej niż sądziłeś…

wtorek, Grudzień 8th, 2009 Bez kategorii Komentarze są wyłączone

PIĘKNY DZIONEQ

PIĘKNY DZIONEQ ! Moje psiółeczki wróciły znad morza !! Nareszcie :) I jeździłyśmy sobie i było fajnie , a jak jusz wracałam ….. to widziałam Strupka !!! Jechał rowerkiem ! To było Piękne ! Aha i jeszcze zapomniałam dodać ze byłam niedawno na LECH CUP i było zarąbiście !!! Lechu co prafda był 4 na 4 drużyny ;P Ale i tak grali ładnie ! A na konću koło 22 30 wszystkie reflektory na stadionie zgasły i odbył sie pokaz laserowy ! Megawypas ! Lasery latały po całym stadionie i świeciły w rytm takiej git muzy a na dodatek był taki wiatr burzowy i konfetti razem z zerpentynami latały po całym stadionie ! WYPAS jak niefiem ! Kofam was !

wtorek, Grudzień 8th, 2009 Bez kategorii Komentarze są wyłączone
Maj 2012
P W Ś C P S N
« cze    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031